Złe strony swobody seksualnej

Nie ma wątpliwości, że w ciągu ostatnich trzydziestu lat środki masowego przekazu w znacznej mierze przyczyniły się do tego, aby wpoić kobietom strach przed starzeniem się ciała. Szczególne „sukcesy” na tym polu odniosły pewne niemieckie magazyny ilustrowane, które nie potrafiły oprzeć się zalewowi seksu i gwałtownie obniżyły poziom; do dzisiaj nie zmieniły profilu. Ponieważ już od lat czy to w kawiarni, czy w biurze, czy w czytelni zmuszani jesteśmy do konfrontacji z erotycznymi fotografiami, nam kobietom nie pozostało nic innego, jak tylko mierzyć się z „wzorami” zachwalanymi przez pozbawionych dobrego smaku dziennikarzy. Ale żywy człowiek nie ma szans wygrania w konkurencji z fotografią. To, co oglądamy na zdjęciu, w rzeczywistości nie istnieje. Na ogół nie zdajemy sobie sprawy z tego, ile wysiłku, ile kosmetyków, jakich efektów świetlnych, ilu prób, pozowania, tricków i powtórzeń potrzeba, aby przedstawić jakieś ciało tak doskonałym, jakim w rzeczywistości nigdy być nie może. Do najtrudniejszych zadań należy fotografowanie piersi. Owe fotosy, które wzbudzają tyle niepewności, są czystą fantazją, wyrazem nierealnych marzeń, podobnie jak pornografia. Na pociechę wszystkim trzeba powiedzieć, że fotomodelki są prywatnie nie do poznania. Jedna z moich licznych londyńskich sąsiadek (przeprowadzałam się sześć razy) pracowała jako modelka. Podziwiałam jej zdjęcia w różnych pismach, przez długi czas nie wiedząc, że owa dziewczyna na fotografiach to Maggie z mieszkania obok. Na zdjęciach miała bujne sztuczne loki, sztuczne rzęsy, niezliczone warstwy pudru i różu, pomadek i szminki wyglądała jak prawdziwy wamp. A w rzeczywistości? No cóż, była blada, miała dziecinny wygląd, cienkie, marchew- koworude włosy, i ani śladu biustu. I nikt się za nią nie oglądał, kiedy w sobotę rano szła po zakupy z wiklinowym koszykiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *