Wyzwolenie przyszło we Francji

Sądzę, że żyjąc w Austrii, nie posunęłabym się dalej. Skrajna nienawiść do ciała w moim otoczeniu, prymitywne aluzje do spraw seksu w rozmowach pogłębiały tylko mój opór przeciwko wszystkiemu, co odbywa się między kobietą a mężczyzną. Dlatego tak wielkiej ulgi doznałam, kiedy przybyłam do Francji. Tutaj sprawy seksu ukazały mi swój zupełnie nowy (w najściślejszym tego słowa znaczeniu) wymiar. Nieoczekiwanie znalazłam się wśród ludzi, którzy akceptują ciało i wszystko, co z nim związane. Miłość fizyczna okazała się nagle piękna, w najlepszym towarzystwie rozmawiało się o związanych z nią sprawach. Język francuski jest pełen zabawnych i miłych erotycznych wyrażeń, pieszczotliwych, ciepłych zwrotów, które pozwalają człowiekowi w sposób piękny opisać to, co uważa za piękne. Zresztą dotyczy to wszystkich dziedzin życia: nawet na
dłubanie w nosie francuski ma o wiele ładniejsze określenia niż niemiecki. Nigdy nie zapomnę mojego zdumienia, kiedy pewnego razu pojechałam z francuskimi przyjaciółmi na wieś, na przyjęcie urodzinowe. Mieszkałam w Paryżu dopiero kilka miesięcy i był to mój pierwszy bliższy kontakt z Francuzami. Jechaliśmy w piątkę samochodem i wspaniale nam się rozmawiało. Nagle się zatrzymaliśmy. Wyglądało na to, że kierowca chce wyjść i udać się na stronę. Spodziewałam się zwykłego, pełnego skrępowania milczenia, w końcu ci ludzie widzieli mnie po raz pierwszy w życiu. I co się okazało? Że dla nich to najnaturalniejsza rzecz pod słońcem: tak jesteśmy skonstruowani. Kierowca oznajmił po prostu bez cienia skrępowania: „Mes enfants (moje dzieci) powiedział nie będę przed wami ukrywał, je dois faire pipi (muszę zrobić siusiu)”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *