Twarz zrezygnowanej kobiety

Kiedy oglądałam się w lustrze, widziałam w nim twarz zrezygnowanej kobiety. Przestałam się sobie podobać, moje oczy straciły blask, wybuchałam płaczem z byle powodu. Wszystko było smutne, beznadziejne, a ludzie wydawali mi się nieszczęśliwi i godni pożałowania. Przypominam sobie doskonale, że kiedy w weekendy, podczas których on nie miał dla mnie czasu, samotnie wędrowałam ulicami, spoglądając na oświetlone okna, to za każdym z nich widziałam nieszczęśliwą, osamotnioną kobietę, która czeka na swojego męża. Miałam dopiero trzydzieści cztery lata, lecz życie straciło dla mnie wszelki powab i sens. W pół roku po rozstaniu przeprowadziłam się w tym czasie do Austrii wszystkie moje dolegliwości ustąpiły. O godzinie czwartej po południu nadal byłam w pogodnym nastroju, mogłam słuchać sentymentalnej muzyki, mogłam znowu grać na pianinie, nie wybuchając spazmatycznym płaczem przy pierwszych taktach. Włączałam radio o jedenastej w nocy, kiedy to w Austrii rozpoczyna się audycja „Muzyka do marzeń”. Przedtem już sam sygnał tej audycji powodował u mnie wybuch płaczu. Muzyka do marzeń była dla mnie muzyką do płaczu, nienawidziłam jej i bałam się. Nie mogłam jej słuchać. Pewnego wieczoru nie zdążyłam wyłączyć radia. Zabrzmiały pierwsze takty Last date i… nic się nie stało. Świat się nie zawalił, moje serce nadal biło spokojnie. Wtedy zrozumiałam, że najgorsze mam za sobą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *