Samotność ludzi starych, czyli o babciach i wytwornych starszych paniach

Ze starzeniem się jest tak, jak z górami, które wyłaniają się na horyzoncie podczas długiej podróży. Wydaje nam się, że nigdy nie będziemy w stanie ich przekroczyć. Samochód nie da rady pokonać wzniesienia. I co się dzieje? Im bliżej podjeżdżamy, tym mniej groźne wydają się szczyty. Droga wyrównuje się w cudowny sposób, wzniesienie, które wydawało się tak niebezpieczne, pokonujemy bez trudu. Obawy były zupełnie niepotrzebne. Jak już wspomniałam, moja matka ma siedemdziesiąt dziewięć lat. Jeśli rozpatrywać to jako abstrakcyjną liczbę, jest to wiek określany jako „podeszły”. W każdym razie wielu tak uważa. Wystarczy jednak spojrzeć na moją matkę, usłyszeć jej śmiech, poczuć jej witalność, by pojąć, jak absurdalne byłoby zastosowanie tego określenia w jej przypadku. Moja matka żyje pełną piersią, potraf czerpać z życia więcej niż niejedna młoda kobieta, mimo że przeżyła dwie wojny, głód, bombardowania, czasy inflacji, strach o męża i dzieci. Matka nie zasklepia się w przeszłości, żyje teraźniejszością. Kiedy irańscy studenci wypędzili z sal wykładowych swoje koleżanki, kiedy Rosjanie zajęli Afganistan, było to dla niej tak samo straszne jak dla mnie. Ale nie jest to jedyna przyczyna, która pozwala jej zachować młodość. Matka sprawia wrażenie młodej, ponieważ sama nie uważa się za starą. Niedawno podczas rozmowy o życiu,
o narodzinach i śmierci, o problemach związanych ze starością moja siedemdziesięciodziewięcioletnia matka oświadczyła z przekonaniem: ,,Ja zupełnie nie boję się starości”. Naturalnie jest to również sprawa wrodzonych predyspozycji. Mama miała szczęście. Jest osobą o zrównoważonym temperamencie, pełną radości i pogody. Nie straciła nic z młodzieńczej spontaniczności, potrafi zatrzymać się nagle podczas spaceru, zachwycona kwitnącym kasztanowcem. Radość, jaką promienieją przy tym jej oczy, udziela się każdemu. Jeśli chce iść do opery, a nie udało jej się zdobyć biletów, decyduje się na miejsce stojące. „I nie męczy cię takie długie stanie?” pytają za każdym razem przerażeni znajomi. „Ależ skąd! odpowiada. Muzyka trzyma w napięciu, a poza tym można sobie przecież przysiąść podczas przerwy”. Kiedy przyglądam się matce, widzę, że człowiek tylko w nieznacznym stopniu zmienia się w ciągu swojego życia, że w wieku osiemdziesięciu lat wcale nie jest mniej sympatyczny niż był w młodości. Nie jest też prawdą, że na starość musi stracić energię. Jeśli matka czegoś pragnie, na pewno to osiągnie, dokładnie tak samo jak w młodości. A jeśli jest coś, czego absolutnie nie rozumie, to pojęcia „samotność ludzi starych”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *