Pianistka Lisa Feldner

W porządku powie ktoś samotność na starość to nieporozumienie. Świadczą o tym wszystkie przytoczone przykłady kobiet, które miały dzieci. Ale co się dzieje, jeśli ktoś nie ma rodziny i dzieci? Przecież wtedy jest o wiele ciężej. Nic podobnego. Znakomitym przykładem może być pewna starsza pani, nazwiskiem Lisa Feldner. Była ostatnią pianistką grającą u mojego ojca (ojciec był kapelmistrzem). Kiedy Lisa opowiada o swoim życiu, wszyscy słuchają z zapartym tchem.
Urodziła się w roku 1896. Rodzice posłali ją na pensję, gdzie uczyła się gry na fortepianie. Szybko zauważono jej nieprzeciętne zdolności i pozwolono studiować muzykę. Po zakończeniu nauki dostała się do wytwornej damskiej orkiestry, z którą jeździła po całym świecie. Objechała Europę, była także w Egipcie, Maroku, Tunezji. Grała w eleganckich lokalach i miała więcej wielbicieli niż pragnęła. Raz okazała słabość i poślubiła pewnego muzyka. Ale już po dwóch latach rozeszła się z nim. Pragnąc zacząć wszystko od początku, szybko nauczyła się gry na innym instrumencie: na trąbce. Zaangażowała się ponownie i wyruszyła na kolejne tournee. Kiedy ojciec poszukiwał pianistki, Lisa była akurat w Europie. Napisała krótki list. Była to najkrótsza prośba o angaż, jaką ojciec kiedykolwiek otrzymał. Nie zawierała nawet daty urodzin. Lisa napisała w niej, że za dziesięć dni przybędzie do nas do domu na przesłuchanie. I przyjechała. Spojrzawszy na nią mój ojciec pomyślał, że nie jest najmłodsza, i to samo pomyśleliśmy my. Miała na sobie stary, szarozielony płaszcz i nieforemny kapelusz. Najbardziej rzucał się w oczy jej duży nos.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *