Pewne przeżycie w Paryżu

Inne istotne wydarzenie miało miejsce w Paryżu. Mieszkałam tam z pewnym Amerykaninem, starszym ode mnie o dwanaście lat. W działalności zawodowej odnosił wielkie sukcesy, lecz poza tym był człowiekiem chwiejnym, znerwicowanym i trudnym we współżyciu. Kończyłam wtedy studia, pisałam pracę doktorską i zaczynałam właśnie odnosić pierwsze sukcesy jako dziennikarka.
Chociaż byłam mojemu przyjacielowi najzupełniej wierna pod każdym względem, on nie był w stanie uwierzyć, że kobieta, która jest „tak znacznie młodsza” od niego, jak to określał, może być poważnym partnerem. Był chorobliwie zazdrosny o wszystko i wszystkich: o listy z domu, rozmowy telefoniczne, o kotkę naszej dozorczyni, która przychodziła mnie czasem odwiedzić, i naturalnie o każdą istotę płci męskiej w bliższym i dalszym otoczeniu, przede wszystkim zaś o tych, który byli młodsi od niego. Był przekonany, że opuszczę go natychmiast, gdy tylko ukończę studia, i aby temu zapobiec, próbował zastraszyć mnie na wszelkie sposoby i odebrać mi odwagę. „Dziękuj Bogu, że masz mnie mówił na przykład i że zarabiam wystarczająco dużo jak dla nas dwojga. Przekroczyłaś już trzydziestkę. A po czterdziestce nikt cię więcej nie zechce. Mężczyźni nie chcą kobiet po czterdziestce”. Mimo to mój przyjaciel nie mógł się oprzeć żadnej istocie rodzaju żeńskiego obdarzonej dużym biustem i to bez względu na wiek. Bardzo cierpiałam z tego powodu, a kiedy targana zazdrością mówiłam: „Ależ ona ma chyba z pięćdziesiąt lat”, odpowiadał za każdym razem, że to wyjątek. Byłam już prawie o krok od tego, żeby popaść w kompleksy z powodu mojego wieku, kiedy przyjaciel zabrał mnie na Place Pigalle, ulubione miejsce swoich wypraw, gdzie z widocznym upodobaniem przyglądał się, jak damy lekkiego prowadzenia dobijają targu z klientami. I to była wielka godzina prawdy. Siedzieliśmy w lokalu, do którego dziewczęta wracały po obsłużeniu klienta, żeby trochę odpocząć, coś wypić i porozmawiać. Przyszliśmy tam koło północy, a wyszliśmy o czwartej nad ranem, tak bardzo zafascynowało nas to, co zobaczyliśmy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *