Dojrzałość fizyczna i psychiczna

Największą korzyścią, jaką przynosi dorosłość, a więc dojrzałość fizyczna i psychiczna jest to, że wyzbywamy się strachu przed drugą płcią i że mniej więcej wiemy, czego możemy się spodziewać po partnerze. Młody mężczyzna i młoda kobieta mają do siebie nastawienie raczej wrogie. Myślą: Co ona (on) może mi zapewnić? Ile jest warta? Ile może dać mi dzieci? Ile miłości, delikatności? Czy będzie mi gotować, prać i prasować? Albo: Czy będzie mnie kochał, czy potrafi być delikatny? I czy zapewni mi przyzwoity standard życia? Naturalnie obie strony mają często wrażenie, że nie dość zyskują na tym handlu wymiennym. Kobieta dojrzała mniej żyje sobą, nie skupia się tak intensywnie na własnej osobie, widzi rzeczywistość taką, jaka jest naprawdę, docenia także wkład partnera we wspólne życie. Kiedyś mąż zapytał mnie: „Naprawdę to dla ciebie takie oczywiste, że muszę każdego dnia siedzieć w biurze od dziewiątej do piątej po południu?” Popatrzyłam na niego bez słowa. Dla mnie to było oczywiste. W dodatku uważałam, że za mało zarabia. Czasami myślałam o nim jak o koniu wyścigowym, na którego postawiłam i który biegnie o wiele za wolno. Wydawało mi się najzupełniej normalne, że nie jest zachwycony swoją pracą, że niezadowolony siedzi w biurze, a w niedzielę wieczorem wzdycha: „Boże, jutro znowu poniedziałek”. Takie jest życie, nie ja to wymyśliłam. Czułam się zwolniona od wszelkiej odpowiedzialności, a jeśli już ktoś tu był ofiarą to z pewnością ja. Dzisiaj myślę inaczej. Uważam, że to nie w porządku, aby wyłącznie mężczyznę obarczać ciężarem odpowiedzialności finansowej, aby go zadręczać, aż dostanie zawału. Oboje partnerzy muszą dokładać wysiłków. Finansowe uzależnienie niszczy charakter. Finansowe uzależnienie prowadzi również do uzależnienia uczuciowego, a to nie ma już nic wspólnego z wolną wolą. Zależny partner boi się, czuje się poniżony, a miłość nabiera posmaku służalczej i niewolniczej podległości. Dojrzała kobieta, która sama zarabia na utrzymanie, nie musi się z tym borykać. Może z czystym sumieniem brać, ponieważ wie, że brać nie musi. Może bez wyrzutów sumienia przyjąć zaproszenie na kolację, ponieważ wie, że w każdej chwili jest się w stanie zrewanżować. I ma prawo stawiać partnerowi wymagania także w łóżku.

Ogromne znaczenie

Dla mnie owe sześć lat, które spędziłam w Paryżu, miało ogromne znaczenie. Cieszę się, że mogłam poznać kraj o tak głębokiej i autentycznej kulturze. Francuzi którzy ogólnie mają zdrowy stosunek do siebie i do kobiet, którzy potrzeby partnerki traktują na równi ze swoimi i są zwykle pedantycznie czyści, ponieważ lubią pieścić całe ciało partnerki i oczekują od niej tego samego są dobrymi nauczycielami w przezwyciężaniu kompleksów. Sprzymierzeńcem ich jest również język, o czym wspominałam wcześniej. Ponadto cudzoziemiec nie jest wrażliwy na dosadne wyrażenia których przeważnie nie rozumie a również później, kiedy opanuje język, ordynarne zwroty nie szokują go tak bardzo, ponieważ nie musiał ich znosić już od dzieciństwa. Nawet jeśli rozumie ich znaczenie, nigdy nie brzmią tak brutalnie jak w ojczystym języku. Nieszczęściem wszystkich kobiet mówiących po niemiecku jest to, że nie mają słownika delikatnych i pieszczotliwych wyrażeń. Wprawdzie można to make love czy faire l’amour przełożyć na „uprawiać miłość” ale ponieważ zwrot ten nie wyrósł na rodzimej glebie, brzmi obco i nienaturalnie. Na szczęście język jest żywy, a więc ma zdolność zmieniania się. Najwyższy czas, aby mówiące po niemiecku kobiety i niemieckojęzyczni mężczyźni zdobyli się na jakieś pomysły. Żadnych obaw przed drugą płcią

Dojrzałość

Dzisiaj, kiedy mam trzydzieści siedem lat, potrafię być sama. Ale po miesiącu zaczynam bardzo tęsknić za mężczyzną. Nawet jeśli nie jestem zakochana, lubię czuć ciepło i siłę męskiego ciała. Kiedy to nie jest możliwe, mam erotyczne sny. Zaczęły się pojawiać przed dwoma laty i są coraz częstsze. Tyle na temat mojego rozwoju seksualnego od okresu podlotka. Upłynęło prawie dwadzieścia lat, zanim stałam się w pełni dojrzałą kobietą. Dopiero dzisiaj mogę powiedzieć, że naprawdę rozumiem mężczyzn. Zanim doświadczyłam, czym naprawdę jest miłość fizyczna, mężczyźni wydawali mi się przede wszystkim natrętni. Nie czułam sympatii dla ich cielesnego pożądania. Pamiętam, że kiedyś czytałam wspomnienia Hemingwaya o jego paryskim okresie, o kryzysie, który wtedy przechodził nie mógł ani pisać, ani spać z żoną. Zdumiało mnie wyznanie, że żona z wielką cierpliwością znosiła jego impotencję. Jaka tam cierpliwość! pomyślałam wtedy. Pewnie była zadowolona, że ma wreszcie trochę spokoju. Kiedy jakiś mężczyzna próbował się do mnie zbliżyć, natychmiast klasyfikowałam go jako lubieżnika i nawet się nie domyślałam, jak bardzo obraża go moja odmowa. A przecież zrozumienie potrzeb partnera jest zasadniczą sprawą dla każdego związku. Jeśli kobieta udaje w łóżku a jest to tym bardziej prawdopodobne, im jest młodsza, im mniej odczuwa i im głośniej jęczy i wzdycha wtedy taki związek więcej przynosi szkód niż pożytków. Każda kobieta może się nauczyć swobody i zaufania do swojego ciała. Po większej części troszczy się o to natura, która sprawia, że ciało dojrzewa, stopniowo osiągając gotowość seksualną. Ale trzeba też włożyć w to trochę wysiłku. Być może kobiety, które mają problemy, tak jak ja je miałam, powinny na jakiś czas wyjechać za granicę. Tam bowiem, jako osoba obca, ma się pewien rodzaj karnawałowej swobody. Możliwości rozwoju są większe niż w zwykłym otoczeniu, gdzie znamy wszystkich i czujemy się obserwowani. Odpada strach przed utratą „dobrej reputacji”. Można szukać i próbować, i bez presji ze strony rodziców czy znajomych wybrać partnera, który nam najbardziej odpowiada.

Nie byłam jeszcze dojrzałą kobietą

W końcu, po Bożym Narodzeniu, zupełnie nieoczekiwanie znalazłam mieszkanie. Szukałam przez pół roku i straciłam już wszelką nadzieję. Nagle jedna z moich francuskich znajomych, pracująca jako kosmetyczka, została przeniesiona do Marsylii i przekazała mi swój pokój w mieszkaniu, które dzieliła z pewną Amerykanką. Dom był położony w XIII Dzielnicy przy Rue Pascal. Była to jedna z tych starych, małych, obskurnych paryskich kamienic, z wewnętrznym podwórkiem i wiecznie pijaną dozorczynią. Dzisiaj na tym miejscu wznosi się wielki, nowy blok mieszkalny. Ten stary dom miał tylko dwa piętra. Mieszkanie znajdowało się na pierwszym. Składało się z dużej kuchni z niszą do spania i z prowizorycznym prysznicem oraz z pokoju wyposażonego w podobną niszę. Toaleta cementowa kabina z okrągłym otworem pośrodku znajdowała się w korytarzu. Owa Amerykanka, która zajmowała kuchnię, pracowała jako sekretarka. Wieczorami śpiewała amerykańskie ballady w pewnym klubie za kościołem Saint-Germain-des-Pres. W tym właśnie mieszkaniu przy Rue Pascal przeżyłam moją pierwszą prawdziwą noc miłosną. Po raz pierwszy pragnęłam mężczyzny, po raz pierwszy pragnęłam czuć w moim ciele inne ciało… To była wspaniała, nie kończąca się noc. Une nuit blanche, biała noc, jak mówią Francuzi. Nie miałam orgazmu, ale to nie było ważne. Nie odczuwałam takiej potrzeby. Odkrycie, że ruchy mężczyzny mogą sprawiać przyjemność i podniecać, zdominowało wszystko. Po raz pierwszy poczułam się kobietą. Byłam przekonana, że osiągnęłam szczyty cielesnego szczęścia. Mimo to zupełnie dobrze dawałam sobie radę, kiedy mojego przyjaciela nie było przy mnie. Kiedyś musiał wyjechać i nie widzieliśmy się przez miesiąc. Wprawdzie bardzo za nim tęskniłam, ale moje ciało zupełnie dobrze zniosło rozłąkę. Nie byłam jeszcze dojrzałą kobietą. Nie miałam pojęcia, jak istotne znaczenie ma dla kobiety rzeczywiście dobry związek seksualny. Za to wiedziałam co innego: że obowiązkiem każdej kobiety jest wyjść za mąż. Z tego powodu instynktownie szukałam „odpowiedniego” mężczyzny. Znalazłam go w rok później. I rozstałam się z Jean-Pierre’em.

Dowcipy na temat seksu wcale nie muszą być wulgarne

No proszę, tak też można, pomyślałam. Bardzo mi się to spodobało. Jeszcze tego samego wieczoru dowiedziałam się, że dowcipy na temat seksu wcale nie muszą być wulgarne, mogą być miłe i pełne erotycznego wdzięku. Po roku pobytu we Francji wyleczyłam się z zahamowań i lęków, których nabawiłam się w Austrii. Miałam dwadzieścia dwa lata i zakochałam się w pewnym Francuzie.
Był to bardzo ważny moment w moim życiu. Po raz pierwszy sprawy ciała nie były tym, co trzeba cierpliwie znosić, tylko stanowiły przyjemne uzupełnienie. Po raz pierwszy wydało mi się normalne, że kobieta i mężczyzna chcą ze sobą pójść do łóżka. Po raz pierwszy zrezygnowałam z wybiegów, drobnych kłamstw, uników. Po raz pierwszy nie bałam się. Powiedziałam, że chcę się z nim kochać. Jedynym problemem było znalezienie miejsca. Jean-Pierre był moim uczniem. Miał dziewiętnaście lat. Udzielałam mu korepetycji z niemieckiego przed maturą. Kiedy zobaczyłam go po raz pierwszy, stał przy oknie, plecami do mnie. Odwrócił się, gdy usłyszał odgłos zamykanych drzwi. Spojrzeliśmy na siebie i oboje doznaliśmy niezwykłego uczucia. Już podczas drugiej lekcji wiedzieliśmy, co to za uczucie, i czego pragniemy. Wyznaliśmy to sobie otwarcie. Jednak minęły dwa miesiące, zanim udało nam się spędzić ze sobą noc. Ja mieszkałam wówczas w katolickim pensjonacie dla dziewcząt, on razem z rodzicami. Nie znaliśmy nikogo, kto mógłby nam użyczyć mieszkania. Hotel nie wchodził w rachubę. Pozostawały nam jedynie dzikie pocałunki na przyjęciach i podczas jazdy taksówką. Potem pamiętaliśmy tylko moment wsiadania i wysiadania, gdyż pomiędzy nimi nie było nic oprócz najczystszej ekstazy szalonych uścisków i zatracenia w cieple naszych ciał. W dzień spotykaliśmy się w małych kawiarniach, przeważnie w salkach od podwórza, które w Paryżu często znajdują się na niskim parterze, pod lokalem, wychodzącym na ulicę, i tam oddawaliśmy się szaleństwu łakomych pocałunków.

Wyzwolenie przyszło we Francji

Sądzę, że żyjąc w Austrii, nie posunęłabym się dalej. Skrajna nienawiść do ciała w moim otoczeniu, prymitywne aluzje do spraw seksu w rozmowach pogłębiały tylko mój opór przeciwko wszystkiemu, co odbywa się między kobietą a mężczyzną. Dlatego tak wielkiej ulgi doznałam, kiedy przybyłam do Francji. Tutaj sprawy seksu ukazały mi swój zupełnie nowy (w najściślejszym tego słowa znaczeniu) wymiar. Nieoczekiwanie znalazłam się wśród ludzi, którzy akceptują ciało i wszystko, co z nim związane. Miłość fizyczna okazała się nagle piękna, w najlepszym towarzystwie rozmawiało się o związanych z nią sprawach. Język francuski jest pełen zabawnych i miłych erotycznych wyrażeń, pieszczotliwych, ciepłych zwrotów, które pozwalają człowiekowi w sposób piękny opisać to, co uważa za piękne. Zresztą dotyczy to wszystkich dziedzin życia: nawet na
dłubanie w nosie francuski ma o wiele ładniejsze określenia niż niemiecki. Nigdy nie zapomnę mojego zdumienia, kiedy pewnego razu pojechałam z francuskimi przyjaciółmi na wieś, na przyjęcie urodzinowe. Mieszkałam w Paryżu dopiero kilka miesięcy i był to mój pierwszy bliższy kontakt z Francuzami. Jechaliśmy w piątkę samochodem i wspaniale nam się rozmawiało. Nagle się zatrzymaliśmy. Wyglądało na to, że kierowca chce wyjść i udać się na stronę. Spodziewałam się zwykłego, pełnego skrępowania milczenia, w końcu ci ludzie widzieli mnie po raz pierwszy w życiu. I co się okazało? Że dla nich to najnaturalniejsza rzecz pod słońcem: tak jesteśmy skonstruowani. Kierowca oznajmił po prostu bez cienia skrępowania: „Mes enfants (moje dzieci) powiedział nie będę przed wami ukrywał, je dois faire pipi (muszę zrobić siusiu)”.

Co zazwyczaj robią młode dziewczęta, aby wzmocnić poczucie wartości

Skutek był taki, że i ja dołożyłam swoją cegiełkę do złej opinii mężczyzn o kobietach, która bierze się z ich negatywnych doświadczeń w młodości. Robiłam wszystko to, co zazwyczaj robią młode dziewczęta, aby wzmocnić poczucie własnej wartości i wypróbować swoją władzę nad mężczyznami. Chodziłam na tańce, ubierałam się w wydekoltowane suknie, umawiałam na randki, pozwalałam się obejmować i całować. Dolną granicą była talia. Fascynowało mnie to wszystko, co należało do oprawy namiętnego uścisku: gorący oddech, westchnienia, drżące dłonie; to, co się działo, kiedy przytulałam swój brzuch do pewnej części męskiego ciała. Zupełnie nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak bolesne i przykre jest moje zachowanie dla partnera. Nie odczuwałam najmniejszego pożądania i nie potrafiłam sobie wyobrazić, jak frustrujące musi być dla niego moje: „Proszę, przestań już”. Kiedy mówiono o mojej przyzwoitości, o moim niezwykłym opanowaniu, w ogóle nie rozumiałam, o co chodzi. Moje ciało nie było jeszcze rozbudzone. Nie odczuwałam tego rodzaju potrzeb. Aż do dwudziestego drugiego roku życia mogłam leżeć jak kłoda obok dygocącego z podniecenia chłopaka, naga i przez całą noc nic nie było w stanie mnie pobudzić. Pierwszy poważniejszy związek z mężczyzną miałam w wieku dziewiętnastu lat. Mój przyjaciel był w tym samym wieku co ja, widywaliśmy się dwa, trzy razy w tygodniu, a kiedy nadarzyła się po temu okazja spaliśmy ze sobą (co nie zdarzało się zbyt często, ponieważ oboje mieszkaliśmy jeszcze wtedy w domach rodziców). W naszych wspólnych nocach podobało mi się ciepło jego ciała, jego pożądanie i delikatność. Całą resztę po prostu cierpliwie znosiłam. Czasami nie widywaliśmy się po dwa tygodnie. Lecz nawet, jeśli brakowało mi jego obecności, to nigdy nie odczuwałam braku jego ciała. Mimo to byłam przekonana, że nasze współżycie seksualne jest wspaniałe ponieważ z nim nie sprawiało to bólu.

Brak erotyki w języku niemieckim

Stosunek niemieckojęzycznych mężczyzn do spraw seksu manifestuje się od razu w nieapetycznych słowach, które stworzyli dla sfery miłości fizycznej. Jeśli coś uważane jest za brzydkie, to i nazwa będzie brzydka. Weźmy choćby odpychające słowo „brodawka” na określenie koniuszka piersi, czy prostackie nazwy intymnych części ciała. Jednak koronnym dowodem jest fakt, że nie istnieje żadne kulturalne określenie na to, co się odbywa w łóżku między dwojgiem ludzi, darzących się sympatią. Jaki język, tacy ci, którzy nim mówią. A język niemiecki jest niedorozwinięty w sferze seksualnej.
Przez cały okres młodości cierpiałam słysząc, w jaki sposób szkolni koledzy wyrażają się na temat miłości cielesnej. Ordynarne dowcipy, które opowiadano, aby nas zachęcić, powodowały odrazę i niechęć. Mężczyzna, który użył choćby jednego z tych odstręczających słów, nie miał u mnie na co liczyć. Miałam siedemnaście lat, kiedy po raz pierwszy spałam z mężczyzną. To był dobrze wychowany, wrażliwy chłopak. Mimo to doznałam prawdziwego szoku. Fakt, że poruszało się we mnie obce ciało i sposób, w jaki się poruszało (nie mówiąc już o bólu, jakiego doznałam), wszystko, co się wtedy działo, to był wstrząs. Tak mocny, że przez następne półtora roku nie pozwoliłam zbliżyć się do siebie żadnemu mężczyźnie.

Mój rozwój seksualny

Mam dwadzieścia cztery lata, kiedy wyszłam za mąż. I ledwie zostałam mężatką, po raz pierwszy w życiu poczułam się rzeczywiście staro. Przedtem byłam zawsze wśród ludzi, miałam przyjaciół, znajomych, kilku sympatycznych adoratorów. Teraz zamieszkałam w Londynie, gdzie nie znałam nikogo. Mój mąż także nie miał przyjaciół. Oprócz teściów i kilku szkolnych kolegów męża, z którymi spotykaliśmy się po formalnym zaproszeniu co dwa, trzy miesiące, nie widywaliśmy nikogo. Mój mąż był Anglikiem. Im lepiej poznawałam język, tym bardziej beznadziejna stawała się moja sytuacja. Zdałam sobie sprawę z tego, że nie kocham męża, że jest zupełnie innym człowiekiem, niż sądziłam, że nadzieje, które zrodziły się w czasie, kiedy porozumiewaliśmy się jedynie za pomocą okruchów słów, gestów i spojrzeń, nigdy się nie spełnią. Zaczęłam straszliwie tęsknić za domem i po raz pierwszy w życiu popadłam w depresję. Pod względem seksualnym zupełnie się nie rozumieliśmy. Nie była to jednak wina żadnego z nas. Mieliśmy po prostu oboje zbyt mało doświadczenia. Już po roku nie miałam najmniejszej ochoty spać z moim mężem. Jego ciało nie było dla mnie nieprzyjemne. Było mi obojętne. Jego pieszczoty nie budziły we mnie żadnych uczuć. Mimo to ogarniały mnie niepewność i niepokój, kiedy nie próbował się do mnie zbliżyć przez trzy kolejne noce. Miłość fizyczną uważałam za obowiązek małżeński, podobnie jak pranie czy gotowanie. A obowiązki zawsze traktowałam bardzo poważnie; i chciałam wszystko robić dobrze, dokładnie tak, jak tego ode mnie oczekiwano. Miałam więc dwadzieścia cztery lata, byłam młodą żoną, życie powinno być piękne i pełne uroku. Ale nie było. Nudziłam się śmiertelnie. Zaczęłam nieprzytomnie jeść. Po powrocie do domu natychmiast szłam do kuchni. Stał tam niebieski stołek. Siadałam na nim i miałam wszystko w zasięgu ręki: lodówkę, pojemnik na chleb, pudełka z ciastkami. Nie bacząc na kolejność opychałam się serem, pasztetami, ciastem, czekoladą i resztkami obiadu. Pewnego razu upiekłam tort z orzeszkami laskowymi. Zjadłam go za jednym posiedzeniem, nie czekając nawet, aż dobrze ostygnie.

Związki, które mają przyszłość

Eksperci w dziedzinie demografii wiedzą doskonale, że związki pomiędzy starszymi kobietami a młodymi mężczyz- nami mają przyszłość. Przyczyna jest bardzo konkretna i wyraża się w liczbach urodzeń: przeciętnie rodzi się na całym świecie o sześć procent więcej chłopców niż dziewcząt. Dzieje się tak dlatego, że natura pragnie w ten sposób wyrównać straty spowodowane większą umieralnością niemowląt płci męskiej. Jednakże w ciągu ostatnich czterdziestu lat postęp medycyny w tym względzie był tak poważny, że umieralność niemowląt została zredukowana do minimum, a zatem utrzymuje się przy życiu także przeważająca część dzieci płci męskiej, które niegdyś skazane byłyby na śmierć. Rezultatem jest przewaga młodych mężczyzn. Jak wynika z rządowego sprawozdania, sporządzonego w Anglii w roku 1979 i opublikowanego przez amerykański magazyn „Time”, w samej tylko Anglii, w grupie wiekowej pomiędzy dwudziestym a dwudziestym czwartym rokiem życia, jest 1,3 miliona mężczyzn, a tylko 789 tysięcy kobiet, to znaczy o ponad pięćset tysięcy kobiet mniej. W grupie od dwudziestego do trzydziestego czwartego roku życia brakuje aż ośmiuset tysięcy kobiet. Zatem w samej tylko Anglii prawie milion młodych mężczyzn nie znajdzie partnerki w równym wieku. Więcej chyba dodawać nie trzeba. I jeszcze kilka uwag na zakończenie. Kobiety muszą bardziej uświadamiać sobie własną wartość. Mężczyźni ją znają. Na potwierdzenie przytaczam słowa Samuela Jon- sona, znanego angielskiego literata z XVIII wieku; jest to odpowiedź, jakiej udzielił dwóm paniom uskarżającym się na niesprawiedliwość prawa wobec kobiet: „Natura, moje panie, obdarzyła waszą płeć tak licznymi przewagami, iż musieliśmy stworzyć wrogie kobietom prawa, aby to jakoś wyrównać”. Kobiety naprawdę nie mają powodu obawiać się starości. Dzięki umiejętności dawania rozkoszy i rodzenia dzieci zajmują jeśli popatrzeć na to trzeźwo pozycję producenta. Mężczyzna jest nabywcą i musi płacić. Oto wnioski z nowej nauki, socjobiologii, która ostatnio zyskała sobie w Stanach wielką popularność. A jaki z tego morał? Kobiety zostały przez naturę obdarzone wszystkim, co potrzebne do szczęśliwego życia. Muszą się tylko nauczyć jednego: nie sprzedawać się poniżej swojej wartości.