Te statystyki zestawia się dopiero od niedawna

W roku 1979 żona ówczesnego prezydenta RFN, Mildred Scheel, przybyła z mężem na bal w Operze Wiedeńskiej. Chociaż była mocno przeziębiona, znalazła przed południem trochę czasu na krótki wywiad. Rozmawiałyśmy między innymi na temat starszych matek. Pani Scheel, która swoje pierwsze dziecko urodziła w wieku dwudziestu dziewięciu, a drugie w wieku prawie czterdziestu lat, przestrzegała przed statystykami, którymi usiłuje się straszyć dojrzałe kobiety. „Te statystyki wyjaśniła zestawia się dopiero od niedawna. I nie dają one żadnej pewności. Bardzo wiele badań przeprowadza się w skali światowej, a to znaczy, że w dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach dotyczą one kobiet z krajów rozwijających się”. Tymczasem w Trzecim Świecie obowiązują inne skale. W wielu krajach, gdzie nie ma ubezpieczeń, rent i emerytur, dzieci są jedynym zabezpieczeniem rodziców. Im kto przezorniejszy, tym więcej ma potomstwa. Z tego względu zakłada się rodzinę tak wcześnie, jak to tylko możliwe. Lecz kobieta, która w wieku piętnastu lat rodzi pierwsze dziecko podczas całego okresu małżeństwa przechodzi liczne ciąże, nie ma w wieku czterdziestu lat tej kondycji fizycznej co Europejka, która najpierw pracowała zawodowo, miała czas pielęgnować swoje ciało, uprawiać sport, i ponieważ jeszcze wcale nie rodziła albo rodziła mało nic nie straciła ze swojej energii i fizycznej sprawności.

Odkąd istnieje ludzkość

Kobiety wszelkich ras i narodów wydawały dzieci na świat tak długo, jak długo były do tego zdolne. Gdyby nie było rzeczą naturalną, że dojrzałe kobiety rodzą dzieci, wtedy okres płodności trwałby u nich tylko do trzydziestego, a nie do czterdziestego czy nawet pięćdziesiątego roku życia. Jest bardzo wiele kobiet, które wchodzą w okres przekwitania dopiero między pięćdziesiątym piątym a sześćdziesiątym rokiem życia. W wielodzietnych rodzinach sprzed epoki pigułki antykoncepcyjnej późne dzieci rozpieszczane i kochane, i często o dwadzieścia lat młodsze od rodzeństwa były czymś zupełnie normalnym i powszechnym. Wmawianie zdrowym, trzydziestopięcio czy czterdziestoletnim kobietom, że nie są już pełnowartościowymi kobietami i że z ich potomstwem może być coś nie w porządku, to wymysł najnowszych czasów, moda, która narodziła się można to dokładnie prześledzić razem z powojennym kultem nastolatki. Dzięki Bogu zaczęła zanikać, kiedy nastąpił koniec kultury lolitek. Dzisiaj nie uważa się już czterdziestoletniej matki za coś nienaturalnego. Przeciwnie, za sprzeczne z naturą uważa się zmuszanie młodych kobiet do rodzenia wszystkich dzieci, których pragną, w wieku, w którym nie osiągnęły jeszcze pełnej dojrzałości seksualnej fizycznej.

Starsze kobiety oczyszczone z zarzutów

Przez dziesiątki lat za przyczynę wad rozwojowych u dzieci uważano wiek matki; przekonanie równie błędne jak obowiązujący przez całe wieki pogląd, że to kobieta jest odpowiedzialna za płeć dziecka. Osobę ojca uwzględnia się dopiero od niedawna. A wyniki najnowszych badań medycznych są korzystne dla kobiet. Austriacki lekarz, profesor Andreas Rett, przebadał rodziców ponad dwóch tysięcy dzieci z zespołem Downa i stwierdził jednoznacznie, że w jednej trzeciej wszystkich przypadków genetyczna przyczyna choroby została przekazana przez ojców. „Nieprawidłowy proces podziału komórki, który prowadzi do mon- golizmu, może zachodzić zarówno w komórce jajowej jak nasiennej oświadczył profesor Rett. Takie przypuszczenia istniały już wcześniej, ale dopiero teraz udało się to udowodnić. Ojciec może być tak samo tego przyczyną jak matka”. Rett zwrócił także uwagę na szczególnie częste występowanie mongolizmu u dzieci urodzonych po wojnie z ojców, którzy przez kilka lat byli w obozach jenieckich. Ryzyko urodzenia dziecka z mongolizmem wzrasta również po ciężkiej chorobie ojca. Prawdopodobieństwo rośnie także wtedy, kiedy kobieta zachodzi w ciążę wkrótce po poprzednim porodzie lub sztucznym poronieniu. Dotyczy to zarówno starszych jak i młodych kobiet. Połowa matek dzieci z chorobą Downa, przebadanych przez profesora Retta, to kobiety młode.

Dzieci nie uratują małżeństwa

Ale dzieci powinno się rodzić dla nich samych. A do tego zdolne są tylko kobiety dojrzałe. Dzieci są zbyt cenne, aby służyć jako środek dla osiągnięcia jakiegoś celu: żeby złowić mężczyznę (co się przeważnie nie udaje), żeby uratować zagrożone małżeństwo (co się nigdy nie udaje), czy żeby zapełnić wewnętrzną pustkę, kiedy nie ma się innych pomysłów i ponieważ się nie wie, co zrobić ze swoim życiem. Jeśli dziecko przyjdzie na świat, a nadzieje związane z nim nie spełniają się, zaczyna się tragedia. Jeden z jej obszarów nazywa się: maltretowanie dzieci. Jest na ten temat wystarczająco dużo materiałów badawczych. Zarówno w Europie jak i w Ameryce mamy do czynienia z tym samym zjawiskiem: młode matki i młodzi ojcowie są o wiele bardziej skorzy do bicia niż starsi rodzice. „Wśród osób maltretujących własne dzieci młode matki stanowią osiemdziesiąt pięć procent” oświadczył przed  dwoma laty reporterowi „New York Timesa” urzędnik amerykańskiego ministerstwa zdrowia. „Rocznie odnotowujemy około miliona pobić. Dwa tysiące z nich powoduje śmierć dziecka. Nie zapominajmy przy tym o przypadkach nie zgłaszanych. Jedno jest pewne: gdyby udało się namówić kobiety, aby nie rodziły nie chcianych dzieci i w ogóle wstrzymały się parę lat z zakładaniem rodzin, wtedy szybko uporalibyśmy się z tym problemem”. Jeśli jeszcze przed kilkoma laty straszono kobiety po czterdziestce ciężkimi porodami i mongolizmem dzieci, to dzisiaj trzeba się w Ameryce zajmować problemami, jakie stwarzają zbyt młode matki. Stwierdzono, że siedemdziesiąt pięć procent dzieci, które nie są w stanie ukończyć szkoły podstawowej, to dzieci urodzone przez kobiety poniżej dwudziestego roku życia. Podobna zależność dotyczy przestępczości nieletnich. Siedemdziesiąt procent dzieci oskarżonych w ostatnim czasie o umyślne podpalenia, zostało urodzonych przez kilkunastoletnie matki. Poza tym największy odsetek porodów przedwczesnych i martwych odnotowuje się u młodych kobiet poniżej osiemnastego roku życia.

Młode matki boją się

Przyczyną, dla której tak wiele młodych matek przesadnie reaguje na dziecięce krzyki i bałagan jest to, że boją się własnych mężów, także młodych, jeszcze niedojrzałych pełnych buntu. Przed rokiem byłam świadkiem takiej sytuacji. Odwiedziłam pewną znajomą w Dusseldorfie. Wyszła za mąż jako dziewiętnastoletnia dziewczyna i wkrótce potem urodziła córeczkę. Teraz miała dwadzieścia jeden lat. Jej mąż, starszy o trzy lata, jest przedstawicielem pewnej firmy. Wrócił z pracy, właśnie kiedy piłyśmy kawę. Umył ręce, a potem przyszedł do nas do pokoju. Łazienka wygląda jak po przejściu huraganu to były jego pierwsze słowa. Gerlinda, w poczuciu winy, natychmiast zerwała się z miejsca. Poszłam razem z nią. W łazience wszystko było w idealnym porządku z wyjątkiem małego, żółtego autka, które leżało obok drzwi, i ręcznika, który zamiast wisieć na wieszaku, był rozpostarty na brzegu wanny. Kiedy wróciłyśmy do pokoju, mąż Gerlindy popatrzył z naganą na zabawki, które mała Natalie z wielką radością zgromadziła wokół stolika. Gerlinda bez słowa zaczęła wszystko zbierać. Płacz dziecka zignorowano. Dziewczynka szlochała coraz głośniej, mąż Gerlindy był coraz bardziej milczący, a Gerlinda coraz bardziej zdenerwowana; w końcu mała dostała klapsa i zapakowano ją do łóżka. W takim małym mieszkaniu jak nasze musi być porządek, inaczej nie da się tutaj żyć oświadczył małżonek. Mieszkanie było przebudowaną mansardą. Składało się z jednego tylko dużego pokoju, sofa służyła do spania, a dziecięce łóżeczko stało za parawanem. Ale była tam również łazienka i nowocześnie urządzona kuchnia. Ta kuchnia to była duma męża Gerlindy. „Harowałem jak wół, żeby ci kupić to wyposażenie” powtarzał zawsze, kiedy chciał postawić na swoim. Tą kuchnią i ciężką pracą, jaką w nią włożył, szantażował żonę zawsze z dobrym skutkiem. Gerlinda była „tylko” gospodynią domu, pełną kompleksów i obciążoną poczuciem winy. Dodatkowo wzmacniał je fakt, że małżeństwo zostało zawarte, ponieważ była w ciąży.

Dojrzale kobiety są lepszymi matkami

Wszystkiego w życiu trzeba się nauczyć. Także macierzyństwa. Oczywiście dzieci się rodzą i jakoś rosną nawet wtedy, kiedy mało się o nie troszczymy. Ale do tego, aby wychować człowieka, przygotować go do życia tak, aby przyniósł radość rodzicom, a pożytek społeczeństwu, potrzeba cierpliwości, doświadczenia, inteligencji, krótko mówiąc: dojrzałości. Kto ma starszych rodziców, może sobie pogratulować. Kobieta, która zostaje matką po trzydziestym roku życia, wie, co robi. Ma zawód, skończyła studia, wie, co to odpowiedzialność, jej sytuacja życiowa jest ustabilizowana. Czy jest zamężna, czy nie, mieszka w mieszkaniu, w którym dobrze się czuje, i nie obawia się niczego ani ze strony życia, ani ze strony mężczyzn: w razie potrzeby sama poradzi sobie z dzieckiem.
Dojrzała kobieta nigdy nie da odczuć swojemu dziecku, że ono jej w czymś przeszkadza. Przetańczyła niejedną noc, miała czas na wakacje i podróże, na flirt i miłość, zdążyła już potwierdzić swoją wartość jako kobieta. Nie uważa, że to koniec świata, kiedy nie może wyjść wieczorem. Wie, że w ten sposób nic nie traci w przeciwieństwie do bardzo młodych matek, które załamują się, kiedy nie mogą sobie pozwolić na opiekunkę do dziecka. Są przekonane, że tracą bezpowrotnie te wspaniałe rzeczy, które odbywają się poza domem, i naturalnie dają to świadomie czy nieświadomie odczuć dziecku. Kobieta, która zostaje matką między trzydziestym a czterdziestym piątym rokiem życia, wie, co jest najważniejsze. Nie denerwuje się z powodu drobnostek, wie, że radość dziecka jest ważniejsza niż czyste spodenki. Potrafi śmiać się ze stłuczonej lampy, bo kupi nową i to bez potrzeby drastycznego ograniczania miesięcznego budżetu. Jest odważna i będzie bronić swojego dziecka w razie potrzeby także przed własnym mężem.

Dojrzała kobieta wie, czego może się spodziewać

Z tego powodu trwalsze są małżeństwa zawarte w późniejszym wieku. Po prostu podkreślam to raz jeszcze dojrzała kobieta wie, czego może się spodziewać. Jest w stanie czerpać zadowolenie z siebie i ze swojej pracy i nie robi już z partnera jedynego uszczęśliwiacza. Wie także, że nic nie traci dochowując wierności mężowi, towarzyszowi życia czy przyjacielowi. Jest zbyt doświadczona, aby dla przelotnej przygody ryzykować prawdziwą miłość. I coś jeszcze wie kobieta dojrzała: że człowiek należy przede wszystkim do siebie i że nikt nie jest w stanie stłumić własnej osobowości, tak jak się to często próbuje robić w młodych latach. Wie, że wartościami najważniejszymi w życiu są uczciwość, pracowitość, życzliwość i dobroć. Doświadczenie nauczyło ją, że człowiek, który wypełnia swoje obowiązki, nie potrzebuje się niczego obawiać. No i odkryła również, że ma teraz szanse nawet u mężczyzn, którzy jeszcze przed dziesięcioma laty zupełnie ją ignorowali. Nauczyła się także przekraczać narzucone tradycją granice i brać poważnie również zainteresowanie okazywane przez młodych mężczyzn; uznawać je za pełnowartościowe i jeśli w grę wchodzą uczucia akceptować młodego  mężczyznę jako równoprawnego partnera. Jeszcze nigdy kobiety po czterdziestce nie miały takiego powodzenia u młodych mężczyzn jak właśnie teraz. Można się o tym przekonać na każdym kroku, a najbardziej widoczne jest to wśród elit towarzyskich i w kręgach artystycznych. To bardzo pozytywna oznaka. Nie chciałabym mieć znowu osiemnastu czy dwudziestu pięciu lat cieszę się, że mam trzydzieści siedem. Ale nie pragnę zatrzymać się w tym punkcie. Wiem, że najpiękniejsze, najważniejsze lata życia są jeszcze przede mną. Przygotowałam się na nie i dlatego się cieszę.

Nareszcie można zdać się na siebie

Ale powróćmy do życia prywatnego. Gdzieś w okolicach trzydziestu pięciu lat odkrywamy nagle z ulgą, że potrafimy już polegać na własnym osądzie. W ten sposób oszczędzamy sobie wielu rozczarowań. Przede wszystkim przestajemy tracić cenny czas na mężczyzn, którzy zupełnie nie są dla nas. Jakże często spędzamy w młodych latach wieczory z mężczyznami, którzy w ogóle do nas nie pasują. Nie chcemy się tylko do tego przyznać. Silimy się na konwersację, gorączkowo próbujemy znaleźć jakiś temat, który zainteresowałby drugą stronę, staramy się zrobić jak najlepsze wrażenie, śmiejemy się z dowcipów, i w końcu, ponieważ to wszystko nic nie daje, mamy uczucie, że to z nami jest coś nie w porządku. Kobieta czterdziestoletnia tak się nie zachowuje. Jej wystarczy jedno spojrzenie, by wiedziała: ten mężczyzna nie jest dla mnie. I odwrotnie, już po półgodzinie rozmowy jest pewna: z tym mężczyzną mogę się porozumieć. Dojrzała kobieta ma większą szansę znalezienia partnera, który rzeczywiście do niej pasuje. Kto jest finansowo niezależny i zgromadził sobie pewną wiedzę o ludziach, ten nie chwyta się pierwszej lepszej możliwości. Naturalnie można mieć szczęście, w wieku dwudziestu lat wyjść za mąż i być do końca życia zadowoloną z wyboru. Ale stosunek szans jest tutaj jak jeden do tysiąca. A nawet jeden do dziesięciu tysięcy, jak twierdziła angielska pisarka, Mary Wortley Montagu, która z tego powodu przekonywała swoją wnuczkę do życia w panieństwie. Natomiast kobieta, która doznała niepowodzenia w małżeństwie i którą stać na niezależne życie, z pewnością zdobędzie się i na to, aby poszukać sobie czegoś, co dla niej najlepsze, najbardziej odpowiednie. Kobieta, która mocno stoi na własnych nogach, nie będzie się kurczowo trzymała byle jakiego związku. Ma dość siły, aby sobie powiedzieć, że lepiej przez pewien czas być samą, niż szarpać sobie nerwy z nieodpowiednim partnerem.

Wiek w niczym tu nie przeszkadza

Kobiety, które doszły do wysokich pozycji, są wszędzie cenione i szanowane. Wiek w niczym tu nie przeszkadza. Przeciwnie: im są starsze, tym łatwiej im wszystko przychodzi. Spójrzmy tylko na życiorysy księżnych, królowych, cesarzowych i kobiet zajmujących się polityką. Zacznijmy od Eleonory z Akwitanii, matki Ryszarda Lwie Serce, najbardziej imponującej kobiety Średniowiecza, opiewanej przez najznaczniejszych muzyków i poetów. Żyła w XII wieku w dzisiejszej Francji. Swojego drugiego męża, Henryka II, który był od niej młodszy o jedenaście lat, przeżyła o lat dwanaście. Dzięki jej wpływowi Minnesang i literatura dworska stały się tym, czym są. Przez ostatnie kilkadziesiąt lat życia Eleonory (dożyła osiemdziesięciu dwóch lat) jej dwór był najznaczniejszym ośrodkiem kulturalnym Zachodu. Zapraszała nań każdego, kto się wyróżniał jakimś talentem czy osiągnięciami. Spójrzmy na Elżbietę I, za panowania której tworzył Szekspir, wielką królową Anglii, która popierała rozwój handlu międzynarodowego i położyła podwaliny pod późniejsze bogactwo swojego kraju. Przeczytajmy biografie Katarzyny Wielkiej, królowej Wiktorii, Marii Teresy czy chińskich cesarzowych. Politycy z wielką chęcią przekazują władzę kobietom wtedy, kiedy sami nie wiedzą, jak dalej rządzić. Najbardziej jaskrawe przykłady z naszego stulecia to Golda Meir i Indira Gandhi. Wszystkie kobiety politycy zyskiwały wraz z wiekiem; i miały też pewną wspólną cechę: ich rozwój następował w późnym wieku, długo były dziecinne, zamknięte w sobie i nieśmiałe. Indira Gandhi była jako dziecko tak lękliwa, że nie śmiała prawie otworzyć ust w towarzystwie. Pewnego razu miała wstać po kolacji w rodzinnym gronie, na którą zaproszono również kilku gości, i podziękować za toast, który wzniesiono za jej pomyślność. Rzeczywiście wstała, ale tylko po to, aby w panice wybiec z domu i ukryć się w ogrodzie. Dowiedziałam się o tym od pewnej austriackiej dyplomatki, która przez wiele lat była ambasadorem w Indiach. Indira Gandhi sama opowiedziała jej o tym zdarzeniu. Wniosek z tych przykładów może być tylko jeden: najlepsze lata kobiety rozpoczynają się w dojrzałym wieku i trwają u niektórych aż do śmierci.

Dojrzałe kobiety cenione w pracy

Kiedy się dobrze przypatrzymy rynkowi pracy, spostrzeżemy, jak bardzo cenione, ba, wręcz niezastąpione są tam kobiety w wieku dojrzałym. Wykazują to za każdym razem badania przeprowadzane przez OECD (Organizacja Współpracy Ekonomicznej i Rozwoju) z siedzibą w Paryżu. Kobiety dojrzałe są chętniej zatrudniane i szybciej awansują niż młode, gdyż są bardziej zdyscyplinowane, bardziej punktualne, sumienne i lepiej się przystosowują niż te ostatnie. W przypadku bardzo młodych kobiet zawsze istnieje niebezpieczeństwo, że właśnie wtedy, kiedy już wdrożą się do zawodu, wyjdą za mąż, urodzą dzieci i zrezygnują z pracy na rzecz życia prywatnego. Każdy przedsiębiorca wie, jak ważne jest, aby mieć przy sobie ludzi, na których można polegać, którzy wywiązują się ze swoich obowiązków i dotrzymują słowa. Kobieta, która ma ustabilizowane życie prywatne i która wraca do zawodu, zwykle angażuje się w pracę wszystkimi siłami. Pracodawcy wiedzą o tym nie od dzisiaj. Ogólna reguła brzmi: Kto jest sumienny, pilny i pracowity, kto chce się doskonalić w zawodzie i od czasu do czasu potrafi odsunąć na drugi plan życie prywatne, ten nie będzie miał żadnych kłopotów w pracy zawodowej, niezależnie od tego, ile ma lat. Celowo opuściłam słowo „talent”, gdyż utalentowane kobiety, jeśli zechcą spożytkować swoje siły, nigdy nie będą miały kłopotów ze znalezieniem zatrudnienia. Nawet w wieku emerytalnym.