Być martwym

Rzeczywiście martwym wydało mi się potężnym dokonaniem. Z szacunkiem pomyślałam nagle o moich przodkach, którzy „skutecznie” umarli. W porównaniu z tym moja niezdolność spowodowania maleńkiej choćby dolegliwości wydała mi się sromotną klęską. Jak to się robi myślałam czy można się tego nauczyć? Jak można wstrzymać krążenie krwi? Nie wiedziałam jak, i przez kilka dni z podziwem rozmyślałam o tych, którym udało się uwolnić od ziemskiej powłoki. Wszystko, co ma związek ze śmiercią i z tym, co po niej następuje, budzi we mnie wielką ciekawość. Jestem przekonana, że kiedy moja ziemska egzystencja dobiegnie końca, dowiem się, po co żyłam, jakiemu prawu podlegają Ziemia, Droga Mleczna i wszechświat. Że jest jakiś sens, jakaś przyczyna w to nigdy nie wątpiłam. Nigdy też nie byłam na tyle zuchwała, aby twierdzić, iż cały wszechświat kręci się tylko wokół mnie, człowieka. Mrówka, która wznosi swoje skomplikowane budowle, mogłaby równie dobrze twierdzić, że jest alfą i omegą stworzenia. Potrafimy wykorzystywać naszą planetę, jesteśmy nawet w stanie zatruć ją i zniszczyć. Mimo to pozostajemy jedynie drobnym ogniwem w łańcuchu ewolucji, którego rozmiarów nigdy nie uda nam się pojąć. Lecz nasze życie ma sens. Wiem, że muszę przyjąć przeznaczoną mi rolę i że wcale nie jest obojętne, czy zagram ją dobrze, czy źle. Lord Halifax, wybitny mąż stanu, żył w Anglii przed trzema stuleciami. Lektura jego listów i innych wynurzeń bardzo mnie zdenerwowała; zwłaszcza sporządzony dla córki zbiór przykazań i pouczeń, gdzie zaleca jej całkowite podporządkowanie się przyszłemu mężowi, który jak się sam wyraził, wedle wszelkiego prawdopodobieństwa będzie głupi, brutalny albo skąpy, będzie się uganiał za kobietami albo pił. Jednak znalazłam u niego kilka dobrych zdań na temat życia i śmierci: „Jeśli, moja Córko, nazbyt przygnębiają cię nieprzyjemności, które są udziałem każdego, twoja wiara w Boga pozostawia wiele do życzenia. Bowiem prawdziwa wiara w dobro świata łagodzi i sprawia, że troski i urazy ulatują. Tajemnica pozostania do końca życia szczęśliwym polega na tym, by traktować wszystko, co ziemskie jedynie jako rodzaj wygodnej sukni, która luźno cię okrywa, w żadnym zaś wypadku nie jako wąski, dokładnie zapięty płaszcz, ciasno opinający twoje ciało”.

Ciekawość „tamtego świata”

Podczas pobytu w szpitalu moja matka miała szczególne przeżycie. Nie wiadomo, czy wydarzyło się to podczas czy już po operacji, w każdym razie była jeszcze w głębokiej narkozie, kiedy nagle zobaczyła przed sobą na ścianie zielony czworokąt, na którym wisiały dwie białe pończochy. Aha pomyślała kiedy będę miała umrzeć, będę musiała założyć te pończochy. Nie czuła ani przerażenia, ani strachu, było dla niej oczywiste, że te pończochy będą na nią czekały, kiedy przyjdzie kres jej ziemskiego życia. Opowiedziała nam o tym dopiero, kiedy miała już pewność, że wyzdrowieje. I teraz, kiedy rozmawiamy o śmierci, to zawsze bez paniki. Ale i przed operacją było podobnie. Matka leżała już w klinice i miała bardzo złą morfologię krwi. „Wiesz powiedziała umierać na taką anemię, to coś wspaniałego. Ogarnia cię takie przyjemne zmęczenie i tęsknisz już tylko za jednym: za snem i spokojem”. Jeśli ma się szczęście być w otoczeniu ludzi, którzy śmierć akceptują tak samo jak narodziny, wtedy nietrudno jest uważać śmierć za coś fascynującego. Kilka lat temu w Paryżu z prawdziwym entuzjazmem przeczytałam to, co angielski myśliciel John Stuart Mili napisał przed z górą stu laty na temat niesprawiedliwych praw małżeńskich oraz prawa wyborczego dla kobiet. W końcu sięgnęłam po książkę jego życiu, gdzie znalazłam następujące zdanie: „Jego żona, Harriet Taylor, z którą ściśle współpracował, po zaledwie siedmiu latach małżeństwa zmarła w Awinionie na suchoty”. Ledwie przeczytałam to zdanie, a już uzmysłowiłam sobie, że nie mam najmniejszego pojęcia o tym, jak się umiera na gruźlicę płuc. Setki razy czytamy, że ktoś zachorował umarł, ale zagadką pozostaje dla nas, jak to się odbywa. Zastanawiając się nad tym przypomniałam sobie jedynie, jak to pewnego razu było to w okresie mojego pobytu w internacie czyniłam nadludzkie wprost wysiłki, aby wywołać chociaż odrobinę gorączki i w ten sposób wymigać się od klasówki z łaciny. Z tego punktu widzenia umieranie

Wyzbyć się strachu przed śmiercią

Pogłębiając wiedzę uczymy się jeszcze czegoś: tego, że nasza śmierć jest całkowicie bez znaczenia. Nasz lęk przed śmiercią jest właściwie niestosowny. To nic innego jak protest przeciwko regułom gry, które znało się od początku. Życie na tej ziemi jest ograniczone dla każdego. Jest w tym jakaś sprawiedliwość. Immanentną cechą życia bowiem jest jego ograniczoność w czasie. Nie ma nas przez całą wieczność, potem rodzimy się, oddychamy, żyjemy, dana nam jest wolność wyboru… i znowu udajemy się na spoczynek. Na naganę zasługuje to, że ludzie trwonią ten króciutki, dany im odcinek czasu na strach i obawy przed śmiercią. Nierozsądne jest obawiać się spokoju, który następuje po życiu. Pomyślmy tylko, ile to razy tęsknimy do prawdziwego spokoju. Każdy czuje, że znajdzie go po śmierci, i powinno to być pociechą nawet dla tych, którzy nie wierzą w nieśmiertelność duszy. Ja mocno wierzę w to, że duch trwa. Wierzę w Boga, wierzę, ponieważ czuję Jego obecność przede wszystkim w chwilach wielkiej rozpaczy. Wierzę, ponieważ On mi pomógł, ponieważ Go potrzebuję, ponieważ On napełnia mnie mocą. Wystarczy natężyć duchowe siły, by poczuć, że On jest tutaj. Kiedy moja matka czekała na operację, byłam zrozpaczona. W dniu zabiegu wstałam o czwartej rano, poszłam do kościoła i otworzyłam przez Bogiem moje serce. Znalazłam książkę ze starymi pieśniami kościelnymi, czytałam teksty nie słyszane od lat, stare i bardzo piękne. Wybawicielu zgubionych, czytałam, Ucieczko chorych… i nagle te słowa nabrały dla mnie znaczenia. Po kilku godzinach spędzonych w starym, gotyckim kościele spłynęła na mnie wielka ulga, teraz byłam spokojna, wiedziałam, że operacja się powiedzie. Tak też się stało. Śmierć to szczególna sprawa. Ktoś, kto umiera świadomie, nie boi się. Moja babka mieszkała w małej miejscowości; łączyły ją więzy przyjaźni z tamtejszym lekarzem, który dożył prawie stu lat. Dla całej wsi był jak ojciec i matka, ponieważ przez kilka pokoleń pomagał przychodzić ludziom na świat i opiekował się nimi przez całe życie. Każdej niedzieli widziano, jak siedzi w gospodzie, wciąż żwawy mimo swojego wieku. Miał poczucie humoru, potrafił świetnie opowiadać; wydawało się, że świat jest w porządku, póki on jada w niedzielę swoją pieczeń wołową z warzywami. Przed kilku laty odwiedziłam tę wieś. Była niedziela i poszłam do gospody. Doktora nie było. Powiedziano mi, że niedawno zmarł. Dowiedziałam się także, jak umierał: poprosił, aby zgromadziła się cała rodzina, i rzeczowo, zupełnie jakby prowadził wykład z medycyny, tłumaczył, co dzieje się w jego organizmie, który organ przestaje właśnie pracować i jak długo wytrzyma jeszcze serce. Odmówił wzięcia środka odurzającego. „Nie mam najmniejszego zamiaru oświadczył. Tak wielu ludziom towarzyszyłem przy śmierci, teraz chcę wreszcie wiedzieć, jak to jest”. Do końca zachował pełną świadomość i opanowanie, nie bał się; był zafascynowany tym, że oto przekracza próg tajemnicy, która towarzyszyła mu całe życie.

Emerytura czas poznawania tajemnic świata

Po co o tym piszę? Aby pokazać, jak wiele jest nowych i ciekawych rzeczy, które można robić, czy studiować. Nie dotyczy to tylko literatury. Można zacząć od czegokolwiek: od obrusa na stół, od filiżanki do kawy. Jest tak wiele tajemnic w świecie roślin i zwierząt, które możemy zgłębiać, kiedy nie musimy już pracować i zarabiać pieniędzy. Są dziedziny sztuki, które można uprawiać niezależnie od wieku. Można muzykować, malować, haftować, tkać; można zająć się uprawianiem ogrodu, stworzyć oazę wypoczynku, na którą składałyby się nie tylko sterylne trawniki i trzy brzozy, lecz także altanki i drzewka różane, kwitnące krzewy i alejki, okolone zielonymi żywopłotami.
Nic nie daje większej radości niż praca uwieńczona sukcesem. Równie wielką satysfakcję odczuwamy, kiedy nagle zrozumiemy, dlaczego rośliny, zwierzęta, ludzie funkcjonują i zachowują się tak, a nie inaczej. Dziedzin wiedzy, które można zgłębiać, jest bardzo wiele; a w każdym większym mieście są biblioteki, otwarte dla wszystkich. Dlaczego nie mielibyśmy, podobnie jak studenci, spędzać kilku godzin dziennie w czytelni, by dowiedzieć się, jak wygląda skomplikowany cykl rozrodczy łososia albo dlaczego pierwotni mieszkańcy Nowej Gwinei zjadali swoich przodków?
Nie jest ważne, na jaki obiekt studiów się zdecydujemy a z pewnością każdy znajdzie coś, co go fascynowało w młodości i co musiał zaniedbać podczas lat pracy jeśli tylko potraktujemy nasze dociekania poważnie, na pewno uda nam się zyskać rzecz niezwykłą: możliwość wejrzenia w jedną z wielu tajemnic wspaniałego świata, który nas otacza. Zdobędziemy wyobrażenie, czym jest mikro- i ma- krokosmos, którego drobną cząstką jesteśmy. Taka wiedza uczy także skromności i pokory, pozwala spojrzeć na siebie z odpowiedniej perspektywy, ukazuje, jak niewiele znaczymy wobec otaczającego świata. Uświadamia nam, jak absurdalna jest wobec tego wspaniałego uniwersum nasza skłonność do brania na serio tylko siebie samych i naszych bólów głowy, albo używanie rzeczywistych czy urojonych bólów w stawach jako wymówki, aby nie skorzystać z możliwości zdobywania wiedzy, które dzisiaj stoją otworem przed każdym.

Zmienił się obraz świata

Ze zdumieniem dowiedziałam się, że przed uroczystym balem fryzowano włosy damy przez siedem godzin, że panience z dobrego domu nie wolno było samej wiązać bucików; że przedsiębiorcze damy dworu za zaoszczędzone pieniądze zaczęły otwierać w Londynie małe sklepy, które wkrótce stały się jednymi z najbardziej uczęszczanych magazynów mód; że rzeczy, które są dzisiaj dostępne każdemu, były wtedy niezmiernie drogie, na przykład papier, i dlatego niektóre damy, parające się powieś- ciopisarstwem, były skazane na gruby papier pakowy, który potajemnie podkradały z kuchni za plecami swoich gospodyń. Czytałam gazety, kazania i rozprawy historyczne z tamtych czasów. Dowiedziałam się, jak wyglądały początki rewolucji przemysłowej, jak wielkie było przerażenie mieszczan, którzy po raz pierwszy zwiedzali fabrykę, jak szokował ich fakt, że zatrudnieni tam robotnicy wykonywali tylko fragment, a nie całość wyrobu. Czytałam przepowiednie, jak szkodliwie ten rodzaj zajęcia odbije się na psychice człowieka. Towarzyszyłam piszącym damom, zachwyconym początkowo Rewolucją Francuską, w ich drodze do Paryża; i dowiedziałam się, jak szybko zatęskniły za pewną i bezpieczną Anglią. Czytałam pisma wydawane w Ameryce, studiowałam ówczesne ogłoszenia w tamtejszych dziennikach (to także istniało już przed dwustu laty). Bardzo mnie rozbawiło, że Filadelfia, dzisiejsza przemysłowa metropolia, była wtedy po prostu chłopskim jarmarkiem, a połowa anonsów dotyczyła zaginionych krów i byków. Krótko mówiąc, zmienił się mój obraz świata. I gdybym posiadała majątek albo była już na rencie i miała dużo czasu i swobody, to i dzisiaj siedziałabym we wspaniałych salach bibliotecznych, oddając się studiom i lekturze.

Kto się doszukuje choroby, ten ją znajdzie

Wielu starych ludzi ma fatalny zwyczaj zbyt intensywnego obserwowania własnego ciała. Mają dużo czasu, lecz zamiast zająć się pożytecznymi albo interesującymi rzeczami, na które nie mieli czasu pracując zawodowo, wsłuchują się w siebie, doszukując się wszelkich możliwych dolegliwości. Nie ma nic bardziej szkodliwego dla zdrowia. Kto nastawia się na to, że będzie chory, ten na pewno zachoruje. Kto biega od lekarza do lekarza, zaliczając kolejną rundę co sześć miesięcy, ten wkrótce nie będzie miał w głowie nic innego jak tylko wyniki analiz, rodzaje testów i symptomy chorób najlepsza metoda na osłabienie sił obronnych organizmu. Kto stale obawia się jakiejś choroby, ten z pewnością zaobserwuje wkrótce jej pierwsze objawy. Być może będą one istniały jedynie w wyobraźni, ale dla zainteresowanej osoby nie ma to znaczenia. Starszy człowiek powinien znaleźć sobie jakieś zajęcie, ponieważ kto nie ma czasu chorować, ten nie zachoruje. Życie oferuje nam przeróżne możliwości. Kiedy w wieku dwudziestu sześciu lat zaczęłam studia, otworzyły się przede mną zupełnie nowe obszary wiedzy. Praca nad dysertacją o angielskich pisarkach XVIII wieku była wspaniałą przygodą. Czytałam wszystko, co wpadło mi w ręce: dzienniki tych fascynujących kobiet, listy, które pisały do przyjaciółek, mężów czy kochanków. Byłam zafascynowana ich życiem, tym, co robiły.

Kto chce być zdrowy na starość

Ten nie może się litować nad sobą. Moja matka przeszła w wieku siedemdziesięciu trzech lat ciężką operację. Wprawdzie zabieg się udał, ale rana nie chciała się goić. Do jej zaszycia użyto nici, które miały się rozpuścić i zostać zresorbowane przez organizm.
Lecz organizm matki odrzucał je. Przez kilka miesięcy nosiła bandaże; jednak nic nie pomagało i w końcu lekarze zawyrokowali: ponowne otwarcie rany, narkoza, pobyt w szpitalu. Dla wielu starych ludzi byłby to znakomity powód do użalania się nad sobą. Ale nie dla mojej matki. Kiedy bardzo zatroskana zadzwoniłam do niej, to ona mnie pocieszała. A kiedy było z nią naprawdę źle, mówiła: „Nie martw się, jakoś to będzie”. Podczas pobytu w szpitalu bardzo straciła na wadze. Kiedy ją zabierałam do domu, była chudziutka jak mała dziewczynka i ledwie trzymała się na nogach. Ale już pierwszego wieczoru uparła się, aby pójść na koncert, ponieważ jej wnuczek, który śpiewał w chórze Wiener Sangerknaben, miał wystąpić w partii solowej. Nigdy nie zapomnę, z jakim trudem wspinała się po schodach, aby wejść na salę koncertową. Jedyne miejsca, jakie udało nam się zdobyć, były na galerii drugiego piętra, a jej każdy krok sprawiał ból. Ale nie zrezygnowała, a po koncercie powlokła się jeszcze do garderoby artystów, aby pogratulować swojemu ulubieńcowi. Potrzebowała dwóch dni, by dojść do siebie po tym wysiłku, ale nie żałowała. I nie użalała się nad sobą, tak jak jedna z jej znajomych, starsza tylko o trzy lata, która bez przerwy narzeka na zły stan zdrowia, chociaż nic jej nie dolega poza brakiem zajęć i życzliwego zainteresowania innymi.

Dopóki jesteśmy sprawni, nie ma powodu do trosk

A teraz o innej ważnej sprawie. Samotność ludzi starych, powiadają niektórzy, jest w znacznej mierze zależna od stanu zdrowia. Ale co będzie, jeśli przyjdzie choroba? Na to można odpowiedzieć, że również młodość nie ma monopolu na zdrowie. Choroba zawsze jest rzeczą przykrą, obojętne, czy jest się młodym, czy starym. Lecz dzisiaj nikt nie neguje, że zdrowie zależy także od woli człowieka. Można sobie wiele oszczędzić, odrzucając zgodę na chorowanie. Kto mocno pragnie być zdrowy, ten o wiele lepiej znosi operacje i wypadki, bez względu na wiek. Moja ciotka Anna złamała prawe biodro w wieku osiemdziesięciu pięciu lat. Podczas jej choroby lekarz domowy próbował przygotować rodzinę na najgorsze. Powtarzał, że to początek końca, że prawdopodobnie ciotka już z tego nie wyjdzie, że pewnie nie dożyje następnego roku. W sześć tygodni po wypadku moja matka złożyła ciotce nie zapowiedzianą wizytę. Starszej pani nie było ani w łóżku, ani w salonie. W końcu, obszedłszy całe mieszkanie, matka znalazła rzekomą kandydatkę na tamten świat na balkonie. Zgrabna, siwowłosa dama leżała nago na słońcu i z całą powagą wykonywała ćwiczenia gimnastyczne. Lekarz do dzisiaj nie wybaczył jej, że wtedy nie umarła. W końcu doszło do tego, że w wieku osiemdziesięciu sześciu lat ciotka musiała poszukać sobie nowego lekarza, który miałby więcej szacunku dla jej woli życia. W niecałe trzy miesiące po wypadku znowu jeździła po mieście na rowerze. Dożyła dziewięćdziesięciu trzech lat, w niemałym stopniu dzięki sile swojej woli.

Dzieci można przy sobie zatrzymać

Żyjemy w materialistycznych czasach i przyzwyczailiśmy się tylko tam inwestować uczucia czy pieniądze, gdzie spodziewamy się zysku. Jednak w stosunkach rodzice dziecko obowiązują inne reguły. Tutaj inwestycja jest jednostronna. Dokonują jej tylko rodzice. Mają oni obowiązek wychowywania dzieci bez oglądania się na własną korzyść. Kto nie chce się z tym pogodzić, ten przeżyje głębokie rozczarowania. W rozdziale „Dojrzałe kobiety są lepszymi matkami” zwróciłam uwagę na to, jak ważne jest, żeby matka była kobietą silną i doświadczoną, bowiem bez względu na to, jakie ma problemy i kłopoty, ona właśnie jest po to, aby chronić dzieci, a nie na odwrót. Matki, które obarczają dzieci własnymi troskami, które jeśli opuści je mąż traktują syna jak swojego mężczyznę, w przyszłości zapłacą za to samotnością. Podobny los spotka ojca, który stawia synowi za cel zarabianie milionów. W przeważającej liczbie wypadków obciążenie jest dla młodego człowieka zbyt duże. Nie mogąc sprostać wymaganiom, dręczony poczuciem winy odsuwa się od ojca. Kogo nie stać na wielkoduszność, by mieć dzieci dla nich samych, ten niech lepiej zrezygnuje z ich posiadania i poświęci się karierze zawodowej. Kto jednak ma dzieci i chce je mieć także na starość, ten powinien zapamiętać jedno: dzieci nie da się zatrzymać siłą. Najlepiej nie zatrzymywać ich wcale, wtedy przy nas zostaną. Trzeba im powiedzieć: „Idź, nie oglądaj się na mnie, rób, co masz do roboty. Żyj swoim życiem, mną się nie przejmuj, jakoś dam sobie radę”. I trzeba tę zasadę realizować w praktyce: nie obrażać się, jeśli córka wyjeżdża na weekend na narty z przyjaciółmi; i nie liczyć na ofiarność i poświęcenie ze strony dzieci. W naturze ludzkiej leży opór przeciwko każdemu rodzajowi przymusu. Chętnie pomagamy, o ile nikt nas do tego nie zmusza. Jesteśmy taktowni i delikatni ale buntujemy się, kiedy z góry wymaga się od nas specjalnego traktowania. Rodzice, którzy są na tyle silni, aby zrezygnować z żądania od dzieci ofiar i poświęcenia, nigdy nie będą pozostawieni bez pomocy i wsparcia. Brzmi to może absurdalnie, ale takie właśnie jest życie. Kto nic nie oczekuje od dzieci i nie wymaga ofiar, ten jest przez całe życie kochany, tego dzieci potrzebują i nigdy go nie opuszczą, zwłaszcza na starość. Wola triumfująca nad ciałem

Ludzie nie tak bardzo różnią się od roślin

Ale w Ameryce dzieci wyrzuca się z domu zdecydowanie zbyt wcześnie. Jakie są tego skutki? Poczucie niepewności, nerwice, ciężkie depresje wśród młodych ludzi. Narkomania i nienaturalna żądza użycia, które wzięły swój początek w Stanach Zjednoczonych, to nic innego, jak zamaskowane pragnienie miłości i poczucia bezpieczeństwa. Ludzie nie tak bardzo różnią się od roślin. Im dłużej się ich pielęgnuje i chroni w młodości, im dłużej podlegają pozytywnym wpływom, tym stają się silniejsi, tym lepiej potrafią potem pokierować swoim życiem. Rodzice, którzy zbyt szybko uwalniają się od trudów wychowania, nie powinni się dziwić, że dzieci ich opuszczają i zostawiają samych na starość. Kto narzeka na niewdzięczność dzieci, nie powinien zapominać, że sam je wychował. Ten, kogo córki i synowie opuszczają przy pierwszej nadarzającej się okazji, powinien szukać winy przede wszystkim w sobie samym. Wychowania dzieci nie można traktować jako uciążliwego obowiązku, który kończy się w dniu osiemnastych urodzin i może być na zawsze odłożony ad acta. Powiedzenie, że młodzi powinni być z młodymi, jest tylko częściowo słuszne. Naturalnie, że dla młodego człowieka ważny jest kontakt z rówieśnikami, wspólne zabawy i rozrywki; młodość musi się wyszumieć. Ale intelektualnie skorzystać można tylko od starszych. Dwudziestojednoletni człowiek nie jest jeszcze na tyle mądry, aby mógł zrezygnować z rady i doświadczenia rodziców. Rodzice powinni służyć swoim dzieciom pomocą. Zawsze kiedy one tego potrzebują.