Najszybsza kobieta świata

Jest jeszcze więcej kobiet, które związały swoje życie z samolotami. Francuzka Jacqueline Auriol, urodzona w 1917, początkowo zajmowała się domem i dziećmi i nagle zdecydowała się zostać pilotem oblatywaczem. W roku 1949 ledwie zdołała ujść z życiem, kiedy rozbił się jej samolot. Ale nawet wtedy nie straciła zimnej krwi. Oblatywała wszystkie nie wypróbowane typy odrzutowców, między innymi osławione francuskie samoloty bojowe Mirage III. Pobiła wiele rekordów szybkości, zyskując sobie tytuł „najszybszej kobiety świata”. Jej wielka rywalka, Amerykanka Jacqueline Cochrain, urodzona w 1908 na Florydzie, w roku 1954 jako pierwsza kobieta pilot przekroczyła barierę dźwięku. Mając pięćdziesiąt trzy lata ustanowiła na maszynie T-38 zakładów Northropa światowy rekord szybkości, a w pięćdziesiątym szóstym roku życia na maszynie typu Starfighter niemieckiej Luftwaffe osiągnęła dwukrotną prędkość dźwięku. Po wojnie założyła w Anglii szkołę pilotażu. Interesujące są dzieje życia Jacqueline Cochrain. W odróżnieniu od swojej francuskiej imienniczki oraz rywalki pochodziła z najbiedniejszych warstw społecznych. Osierocona w dzieciństwie, została zaadoptowana przez biednych ludzi, tak biednych, że nie stać ich było nawet na opłacenie czesnego za szkołę. Już od ósmego roku życia Jacqueline pracowała zarobkowo. Musiała zrezygnować ze szkoły i w przędzalni wełny zarabiać na utrzymanie. Później była służącą, kosmetyczką, fryzjerką. Kiedy przed kilku laty zakończyła karierę pilota oblatywacza, zajęła się innego typu działalnością. Zakupiła mając ponad siedemdziesiąt lat plantację owoców i zaadoptowała pięcioro sierot, zapewniając im piękniejsze dzieciństwo niż sama miała.

Czasami dokonywała rzeczy naprawdę nadludzkich

Bywało na przykład, że trasę WichitaKansasMonachiumLondynWichita pokonywała dwa razy w tygodniu. W latach 1976/77 dostarczyła do Hiszpanii, dla tamtejszego lotnictwa wojskowego, trzydzieści pięć samolotów treningowych Beechcraft Bonanza F33A. Dla niemieckiej firmy Denzel dostarczała przeciętnie trzydzieści maszyn rocznie, jednocześnie pilotując samoloty do Australii i do krajów mórz południowych. A skoro już mowa o samolotach, to dodajmy jeszcze, że Louisa Sacchi nie jest jedyną starszą panią, która znała się na samolotach. W roku 1978 powróciła do latania osiemdziesięciodwuletnia podówczas Angielka Mrs. Bruce, aby jak twierdziła, „nie wyjść z formy” w swojej ulubionej dyscyplinie. Mrs. Bruce jest byłą właścicielką linii lotniczych. To ona wymyśliła zawód stewardesy i wprowadziła tę funkcję na swoich liniach w Anglii. W roku 1930 samotnie obleciała kulę ziemską w kruchym samolocie sportowym. Z powodu awarii maszyny musiała przymusowo lądować siedemnaście razy; mimo to nie zrezygnowała. W owych czasach był to niebywały wyczyn również dla mężczyzny.

Rekordy sprawności fizycznej

Przeważnie nie zdajemy sobie również sprawy z tego, że starsze kobiety zdolne są do wielkich wysiłków fizycznych. Martha Graham, twórczyni tańca nowoczesnego, i osoba,
która w latach trzydziestych postawiła na nogi Dance Repertory Theater w Nowym Jorku, aż do osiemdziesiątego roku życia występowała na scenie i poruszała się z większą gracją niż niektóre dwudziestolatki. Niemka Leni Riefenstahl, reżyser filmowy, w wieku siedemdziesięciu lat nauczyła się nurkowania głębinowego. Jej podwodne zdjęcia (swego czasu wielka sensacja) należą do kanonu tego gatunku. Trzeba też wiedzieć, że prawie wszystkie samoloty prywatne, jakie w ostatnich czasach Amerykanie sprzedali w Niemczech, Austrii i Jugosławii, pilotowała przez Atlantyk pewna siedemdziesięciosześcioletnia Amerykanka. Louisa Sacchi (bo o niej tu mowa), która dopiero niedawno odeszła na dobrze zasłużony odpoczynek, potrzebowała na lot jednosilnikową maszyną z Kansas do Monachium trzydziestu pięciu godzin, dwusilnikową, przy sprzyjających wiatrach dwudziestu pięciu. Pewnego razu, było to w środku zimy, a Louisa znajdowała się właśnie trzy tysiące metrów nad Atlantykiem, popsuło się ogrzewanie. Louisa wytrzymała przy temperaturze zewnętrznej minus dwadzieścia pięć stopni!

Koniec strachu przed starością

Szkoda, że nie wszyscy możemy grać w tę grę przecież byłby to naprawdę koniec strachu przed starością. Ale każdy może pomóc w inny sposób: kiedy tylko rozmowa zejdzie na sprawy wieku, wymienić znaną osobę, której wygląd przeczy powszechnym opiniom na temat starości. Bo na przykład Jacqueline Kennedy ma już ponad pięćdziesiąt lat, francuska aktorka Michèle Morgan ponad sześćdziesiąt, jedna z najbardziej ulubionych paryskich tancerek, Zizi Jeanmaire pięćdziesiąt pięć, ale jej twarz to twarz małego trzpiota; śpiewaczka Birgit Nilsson ponad sześćdziesiąt, a pisarka Simone de Beauvoir ponad siedemdziesiąt. Znana feministka Gloria Steinem, którą odwiedziłam przed kilku laty w redakcji założonego przez nią pisma kobiecego „MS-Magazine”, i której młodzieńczy wygląd mnie zaszokował, ma teraz czterdzieści pięć lat. Gloria Steinem próbuje pomóc kobietom także w ten sposób, że każdego roku publicznie obchodzi swoje urodziny, obwieszczając wszystkim, ile skończyła lat. Kiedy zdecydowała się na to po raz pierwszy, tak wyjaśniła swoje motywy reporterowi z „Newsweeka”: Robi to po to, aby dowieść, że kobiety dłużej zachowują młodość niż mężczyźni. „Ponadto dodała bardzo wiele kobiet do późnego wieku wygląda młodo, ale boją się zdradzić datę swoich urodzin, ponieważ nie czują się pewnie. Ja chciałabym w ten sposób utorować drogę prawdzie, położyć kres kłamstwom związanym z mitem młodości”.

Zabawa z hotelowym portierem

Skojarzenia, jakie mamy z liczbami czterdzieści, pięćdziesiąt czy siedemdziesiąt, pochodzą z XIX wieku. Gdyby wszyscy mieli wypisany na czole swój wiek, liczby te nie wzbudzałyby już w nas strachu. Z reguły bowiem ludzie wyglądają młodziej, niż się sądzi. Miałam okazję przekonać się o tym pewnego lata. Spędziłam wtedy trzy miesiące we Włoszech, mieszkając w pewnym hotelu. Z hotelowym portierem bawiliśmy się w następującą grę: ja próbowałam odgadnąć wiek przybywających gości, on porównywał to potem z danymi w paszportach. Prawie zawsze się myliłam. Najbardziej w przypadku pewnej wysokiej, szczupłej, jasnowłosej damy, która przyjechała w połowie lipca razem z przyjaciółką. Dowiedziałam się, że jest pisarką i przybywa z Monachium. Szczególnie chętnie nosiła długie suknie, ale bywało, że pokazywała się w kostiumie kąpielowym, i kiedy czasem opalała się nie na plaży, a przy hotelowym basenie, wszyscy podziwiali jej wspaniałą figurę. Dyrektor hotelu był nią oczarowany i od czwartego dnia pobytu miała zawsze na swoim stoliku bukiet świeżych róż z hotelowego ogrodu. Oceniłam jej wiek na czterdzieści trzy lata. Naprawdę miała sześćdziesiąt pięć.

Proces starzenia się przebiega inaczej

„U aktywnych kobiet, które prowadzą intensywny tryb życia, proces starzenia się przebiega inaczej, niż się to powszechnie przyjmuje. Dowodzą tego różne prace badawcze, jak na przykład dzieło życia dr Charlotty Bühler (University of Southern California), zaczęte przed pięćdziesięciu laty w Wiedniu, czy obszerne studia uniwersytetu w Chicago. Prace te wykazały, że kobiety obdarzone inwencją twórczą, silnie zaangażowane w swój zawód, traktują lata klimakterium jako przejście do nowego, bardziej niezależnego i twórczego stadium życia. Kobiety te osiągają punkt szczytowy swoich możliwości dopiero w drugiej połowie życia. W przypadku osób pracujących umysłowo, takich jak naukowcy, artyści, pisarze, profesorowie i filozofowie, żeby wymienić tylko kilka grup, obowiązuje reguła, że szczyt możliwości twórczych osiąga się dopiero po ukończeniu pięćdziesiątego roku życia. Krzywa osiągnięć zawodowych kobiet z tych grup rośnie jeszcze długi czas po sześćdziesiątce. Również proces fizycznego starzenia się przebiega u nich powoli. Miałam okazję wielokrotnie się
tym przekonać podczas podróży, które podejmowałam, aby poznać takie kobiety. Wyglądały zwykle o dziesięć, dwadzieścia lat młodziej. I miały w sobie tyle sił witalnych”. Betty Friedan używa określenia, że wyglądały na młodsze, niż były naprawdę. Ale trzeba spojrzeć na to od innej strony
stwierdzić, że wyglądały na tak młode, jak rzeczywiście były, gdyż czterdzieści, pięćdziesiąt czy sześćdziesiąt lat to dzisiaj nie starość. Kobiety, o których mówi Friedan, są najlepszym tego przykładem. Liczy się bowiem żywy człowiek, a nie abstrakcyjna liczba. Najwyższy czas, byśmy zaczęli patrzeć na tę kwestię z innej perspektywy.

Każda epoka dostarcza wzorów

Powróćmy do czasów najnowszych: Amerykanka Catherine Graham miała czterdzieści sześć lat, kiedy niespodziewanie zmarł jej mąż, wydawca „Washington Post”, drugiej co do wielkości gazety codziennej na Wschodnim Wybrzeżu. Mimo sceptycyzmu, oporu i powątpiewania w jej umiejętności ze strony otoczenia, przejęła kierownictwo i zaczęła pracować na stanowisku, które opuścił jej mąż. Piętnaście lat później, jako sześćdziesięciojednoletnia kobieta, kierowała nie tylko „Washington Post”, ale i słynnym na cały świat tygodnikiem informacyjnym „Newsweek”, magazynem kulturalnym „Art News Magazine”, jak również kilkoma stacjami radiowymi i telewizyjnymi. I w końcu przykład z dziedziny przemysłu filmowego: piękna Mary Pickford, światowej sławy królowa kina niemego i partnerka Charliego Chaplina, założyła, mając lat pięćdziesiąt dwa, własne towarzystwo filmowe Pickford Productions Inc. Było to jej drugie przedsiębiorstwo. To bowiem, które wcześniej utworzyła razem z Chaplinem, Douglasem Fair- banksem i D.W. Griffithem, na długo przedtem odniosło światowy sukces. Każdy je zna to United Artists. O ile to Amerykanie przynieśli do nas strach przed starością, o tyle właśnie Amerykanki próbują nas teraz od niego uwolnić. Betty Friedan, jedna z najbardziej znanych amerykańskich bojowniczek o prawa kobiet i twórczyni konserwatywnego ruchu kobiet NOW, tak pisze na temat okresu przekwitania w swojej książce It changed my life (To zmieniło moje życie).

Często wielkie kobiety znane są tylko z nazwiska

Niekiedy znamy nawet ich dzieła, ale informacje o tym, kiedy, w jakim okresie ich życia powstały, należą naprawdę do rzadkości. Pisarka Selma Lagerlöf miała ponad czterdzieści lat, kiedy stworzyła swoje najlepsze dzieła. Marie von Ebner-Eschenbach napisała Dorfund Schloßgeschichten (Opowiadania ze wsi i z dworu) między pięćdziesiątym trzecim a pięćdziesiątym szóstym rokiem życia. Unsühnbar (Nie ma przebaczenia) opublikowano, kiedy miała sześćdziesiąt lat. Pisarka Gertruda von Le Fort miała siedemdziesiąt, kiedy ukazała się jej Chusta Weroniki (PAX, Warszawa 1960). Swoje wspomnienia, zatytułowane Hälfte des Lebens (Połowa życia) spisała w wieku osiemdziesięciu dziewięciu lat. Wiedeńska aktorka Rosa Albach-Retty napisała autobiografię mając sto cztery lata. Książka stała się bestsellerem. Nie jest to ostatni przykład. Angielska pisarka Frances Trollope, żyjąca w XVIII wieku, aż do czterdziestego siódmego roku życia wiodła żywot przykładnej matki i żony, chociaż wiedziała, że posiada talent pisarski. W końcu jednak, ku zaskoczeniu wszystkich, otrząsnęła się z marazmu i postanowiła wyjechać do Ameryki, co w owych czasach nie należało bynajmniej do łatwych przedsięwzięć, gdyż wielotygodniowa podróż żaglowcem była droga, niewygodna i niebezpieczna. Przybywszy do Nowego Świata zajęła się zakładaniem wypożyczalni książek i zaczęła pisać. Mając pięćdziesiąt lat powróciła do Londynu, gdzie jej książka o życiu i obyczajach Amerykanów z miejsca stała się bestsellerem. Wokół jej osoby skupiało się najwytworniejsze londyńskie towarzystwo. Napisała czterdzieści jeden książek.

Amerykanka Mary Cassatt i Austriaczka Tina Blau przyszły na świat w wieku XIX

Obie zdobyły sławę i niezwykłą popularność Cassatt jako impresjonistka, Blau dzięki swoim wspaniałym pejzażom. Cassatt żyła osiemdziesiąt dwa lata, Tina Blau dziewięćdziesiąt dwa. Niemiecka malarka Hannah Hoch żyła osiemdziesiąt dziewięć, Szwedka Vera Nilsson dziewięćdziesiąt jeden lat. Romaine Brooks, urodzona w Rzymie w 1874 roku, dożyła dziewięćdziesięciu sześciu. Imogena Cunningham, fotografi- czka amerykańska, zmarła mając lat dziewięćdziesiąt trzy. Na krótko przed śmiercią ukończyła serię portretów ludzi, którzy przekroczyli dziewięćdziesiąty rok życia. Część z tych prac została wystawiona w roku 1977 w amerykańskim Centrum Kultury w Paryżu. Cunningham była pierwszą kobietą, która fotografowała nagich mężczyzn, a robiła to z takim samym oddaniem i fascynacją, z jaką mężczyźni fotografują akty kobiece. Do końca życia zachowała energię i pasję eksperymentatora. Czy wobec tych przykładów można się jeszcze obawiać starości? Czy stereotyp kruchej kobiety nie zaczyna blednąc? Oto wzorce, z którymi należy się mierzyć. Przykłady ducha przedsiębiorczości, aktywności życiowej i twórczej inwencji.

Boska Sofonisba

Fascynują osobowością była słynna malarka włoska, Sofonisba Anguissola, żyjąca w XVI i XVII wieku i uznana przez van Dycka za najbardziej znaczącą artystkę swojego czasu. Była osobą praktyczną i zaradną, nie wahała się korzystać z łask książąt i królów. Kiedy Filip II zaprosił ją na swój dwór w Madrycie, przyjęła zaproszenie i pozostała tam przez dwadzieścia lat, portretując rodzinę królewską. Nie śpieszyła się z zamążpójściem. Pierwszy związek zawarła w wieku czterdziestu pięciu lat, poślubiając pewnego Sycylijczyka, z którym przeniosła się do Palermo. Po śmierci pierwszego męża wyszła za kapitana statku tego, z którym swego czasu płynęła z Włoch na Sycylię. Sława jej wspaniałych obrazów ściągnęła do Palermo van Dycka, który sporządził tam kilka szkiców do jej portretu. „Boska” Sofonisba żyła dziewięćdziesiąt lat. Przenieśmy się do Francji. Paryżanka, Louise Moillon, jedna z najbardziej znaczących francuskich malarek martwej natury w XVII wieku, dożyła osiemdziesięciu sześciu lat. Wyszła za mąż mając lat trzydzieści. Współczesna jej Niderlandka, Judith Leyster, parająca się tym samym fachem, wyszła za mąż dopiero w wieku czterdziestu siedmiu lat. Elisabeth Vigee-Lebrun, najsłynniejsza, poza Angeliką Kauffmann, malarka XVIII wieku oraz serdeczna przyjaciółka Marii Antoniny, żyła osiemdziesiąt siedem lat. W wieku osiemdziesięciu dwóch opublikowała swoje pamiętniki. Prześliczna Elisabeth jeśli można wnosić z jej autoportretu w londyńskiej National Gallery była wprost ubóstwiana przez swoich współczesnych. Po wybuchu rewolucji opuściła Francję i udała się na dwory Rosji, Włoszech i Anglii, gdzie przyjmowano ją z otwartymi ramionami, zasypując zamówieniami na obrazy i portrety. Pozostawiła osiemset obrazów, wśród nich prawdziwe arcydzieła sztuki portretowej.