Kto więcej daje, ten więcej zyskuje

Osiągnięcia zawodowe i związane z tym pieniądze imponują. Kobiety, które odnoszą sukcesy w tej dziedzinie, mogą je mieć także w życiu prywatnym, jeśli tylko będą do tego dążyć. Dla niektórych jednak kariera zawodowa jest tak ważna, że rezygnują z założenia rodziny. Kiedyś wyciągano z tego fałszywe wnioski. Mówiono, że kobiety mocno angażujące się zawodowo, nie mają szans u mężczyzn. Takie twierdzenie jest z gruntu fałszywe. Dzięki mojemu zawodowi spotykam wiele takich kobiet. Jak dotąd żadna z nich nie była samotna. Już po pierwszych wywiadach z wybitnymi osobistościami niezależnie od tego, czy były to kobiety zajmujące się polityką, śpiewaczki, aktorki, lekarki czy pisarki mogłam z całą pewnością stwierdzić: Te kobiety postąpiły słusznie. Mają większe poczucie pewności siebie, są zadowolone, a przez to bardziej otwarte, wielkoduszne i bardziej pożądane jako partnerki niż ich koleżanki w tym samym wieku, które pracują tylko w domu. Oczywiście jest ielu mężczyzn, którzy wolą, aby kobieta zajmowała się jedynie domem, była kimś w rodzaju służącej (i tak też ją traktują). Ale ogólnie można powiedzieć, że kobieta, która jest aktywna zawodowo, która robi karierę a z tym wszystkim wiąże się własny krąg znajomych jest bardziej kochana, niż ta, która tylko siedzi w domu i czeka na męża. Euforia z powodu nowej kuchni czy drogiego serwisu mija szybko i pod koniec pierwszego roku małżeństwa domowe sprawy stają się obezwładniająco, śmiertelnie nudne. Wypielęgnowana twarz nie wystarczy, aby zainteresować partnera. Izolacja w milutkim domku powoduje rozdrażnienie i frustrację. Kto jest z ludźmi i pośród ludzi, ten ma co opowiadać, jest interesującym partnerem, wzbogaca związek. Trud jest zwykle nagradzany. Sukces, nawet niewielki, to jeden z najlepszych środków piękności. I jeszcze kilka uwag tytułem podsumowania. Kobieta interesująca zawsze odwróci uwagę zebranych od kobiety pięknej. Wyraz inteligencji w oczach, instynkt kobiety światowej, otwartość, wiedza, wykształcenie i spokojna pewność siebie zawsze mają przewagę nad ładną buzią. Osobowość zawsze triumfuje nad wyglądem zewnętrznym. Tylko na początku znajomości uroda wysuwa się na pierwszy plan. Po pewnym czasie tym, co na nas oddziałuje, staje się osobowość i charakter. Przestajemy dostrzegać niedoskonałości fizyczne partnera, a braki duchowe zaczynają nabierać coraz większej wagi.

Żadne drzwi nie są zamknięte

Nie dziwi zatem, że kobiety, które czuły w sobie jakieś powołanie, przeważnie nie wychodziły za mąż albo opuszczały swoich mężów, że przypomnę tylko Angielkę Florence Nightingale, która wymyśliła zawód pielęgniarki, czy francuską pisarkę George Sand. Żadna z nich nie osiągnęłaby nic w tamtych czasach, gdyby wiodła życie pani domu. Dzisiaj wygląda to inaczej. Żadne drzwi nie są zamknięte. Każda kobieta może czerpać z życia satysfakcję. Miłość i praca zawodowa nie muszą się wykluczać. Kobieta, która dzisiaj czuje się pokrzywdzona, ponieważ nie jest pięknością w potocznym sensie, nie jest rozsądna. Jeśli pragniemy równouprawnienia, musimy nauczyć się walczyć o swoje sprawy jak mężczyźni. Jeśli kobieta rzeczywiście nie uważa się za piękną czy atrakcyjną, tym bardziej musi się starać sprostać zadaniom, które życie stawia także przed mężczyznami: dokładać wysiłków, aby poszerzyć swoją wiedzę i w ten sposób stać się osobą interesującą dla płci przeciwnej. Ukończyć studia, dobrze zarabiać, podnosić swój standard życiowy. Życie zmusza do tego również mężczyzn i jak widać, wcale na tym nie tracą.

Dama dekoracja salonu

Dlaczego mężczyźni tak bardzo obawiali się wykształconych kobiet? Ponieważ sami niespecjalnie interesowali się nauką. Ponieważ nie chcieli, aby żony miały nad nimi przewagę. Dlatego czuli się pewniej w towarzystwie dam, których rola ograniczała się przede wszystkim do dekorowania salonu. Kobiety musiały więc nauczyć się, jak najlepiej wykorzystywać środki dane im przez naturę. Szybko opanowywały sztukę porozumiewania się i wyrażania poprzez spojrzenia, opuszczanie powiek, gesty. Wykorzystywały garderobę, aby dać swobodny wyraz swojej wyobraźni.
Z konieczności wygląd zewnętrzny stał się dla nich najistotniejszą sprawą. Kiedy ktoś pozbawiony jest mowy, wtedy wybór barwy sukni, dobranej do karnacji skóry, czy odpowiedniego naszyjnika, staje się niezmiernie istotnym problemem. Nieskończenie wiele czasu poświęcano na układanie włosów. Kobiety godzinami siedziały przed lustrem, a potem bały się niemal poruszyć głową, aby nie popsuć kunsztownej fryzury. Chciały być tak piękne, jak to tylko możliwe, gdyż uroda była ich jedynym kapitałem. Podczas spotkań towarzyskich niewiele miały do powiedzenia. A nawet gdyby miały, to i tak nie było im wolno. Niezbyt ciekawy czas dla kobiecego rodu. Wrażenie, jakie robiła kobieta, ograniczało się całkowicie do jej wyglądu zewnętrznego. Ponadto tak długo jak była zamężna, musiała z nabożnym szacunkiem słuchać tego, co miał do powiedzenia jej mąż; ten zaś cóż w tym dziwnego często nudził się w domu i szukał rozrywki w towarzystwie dowcipnych i bystrych pań swobodniejszego prowadzenia.

Sprawa wychowania dziewcząt w Nowym Świecie

Bardzo zabawny przykład z Ameryki pokazuje, jak przed mniej więcej dwustu laty wyglądała sprawa wychowania dziewcząt w Nowym Świecie. Oto oferta angielskiego nauczyciela domowego, który podjął pod koniec XVIII wieku pełną trudów podróż do byłych kolonii, aby tam szukać szczęścia i powodzenia. Wielce Szanowny, Łaskawy Panie. Pozwalam sobie najuprzejmiej ofiarować łaskawemu Panu moje służby jako nauczyciela domowego Jego szlachetnych córek. Znajomości liter alfabetu, umiejętności płynnego czytania wszystkiego, co wydrukowane, oraz opanowania algebry nauczam w ciągu trzech miesięcy. Jeśli łaskawy Pan życzy sobie, żeby Panienka przyswoiła sobie także sztukę pisania, podejmuję się tego zadania w ciągu następnych dwóch miesięcy.
Z całą stanowczością pragnę zapewnić łaskawego Pana, że znajomość czytania i pisania żadnym sposobem nie przeszkodzi zamążpójściu młodej damy. Jeśliby łaskawy Pan zechciał zwrócić się w tej kwestii do mojego ostatniego chlebodawcy, Allana Brookstide’a z Filadelfii, to dowie się, że starsza panienka w ciągu sześciu miesięcy po ukończeniu nauk, zaś młodsza zeszłego łata w sierpniu połączyły się węzłem małżeńskim z zacnymi obywatelami Ameryki.

Milczenie zabronione!

Nie żyjemy w XIX wieku. Wtedy sprawy powierzchowności były nieskończenie ważniejsze, gdyż rygorystycznie przestrzegano zasady: „Bądź piękna i milcz”. Kobiecie nie wolno było ujawniać tego, co wie; mówienie było w towarzystwie wyłącznym przywilejem mężczyzn. Kobiety nie miały prawa wstępu na uniwersytet, jedynie w Anglii utworzono w połowie XIX wieku kilka college’ów dla kobiet; uczone damy Renesansu odeszły w zapomnienie, kobiety miały być przede wszystkim miłymi, podziwiającymi i posłusznymi towarzyszkami swoich mężów. Znaczyło to również, że miały nie otwierać ust kiedy głos zabierali panowie stworzenia. Rodzice żywili poważne obawy, jeśli ich córka przyswoiła sobie jakieś wiadomości z książek ojcowskiej biblioteki lub jeśli udało jej się wywalczyć udział w lekcjach udzielanych bratu przez domowego nauczyciela. Ustnie i na piśmie zobowiązywali ją, aby nie zdradzała się w towarzystwie ze swoją „niekobiecą” wiedzą, i aby w żadnym wypadku nie sprzeciwiała się żadnemu mężczyźnie, nawet jeśli wygadywałby nie wiadomo jakie bzdury. Wychodząc ze słusznego założenia, że wykształcone kobiety nie zechcą być jedynie milczącymi towarzyszkami mężczyzn, sprzeciwiano się zaciekle nauczaniu kobiet, utrzymując, że pomniejsza ono szanse dziewczyny na zamąż- pójście.

Nasz świat zmienia się pod tym względem na korzyść

Wyrażając to bardziej precyzyjnie, kobiety długotrwałą walką osiągnęły nareszcie to, że mogą czerpać z życia pełną satysfakcję. Nie musimy już wybierać: miłość albo praca zawodowa. Można mieć jedno i drugie. Kobiety wiedzą dzisiaj, że ładna buzia nie jest gwarancją szczęśliwego małżeństwa. Ale jeszcze nie tak dawno można było usłyszeć następujące zdanie: „Dziewczyna jest ładna, po co ma się męczyć, po co mamy wydawać pieniądze na drogie szkoły. tak wkrótce wyjdzie za mąż”. Ale opierać swoje życie jedynie na urodzie to bardziej niż ryzykowne. Samą urodą niewiele można dzisiaj zdziałać. Ładna buzia nie wystarczy. Trzeba czegoś więcej, aby nie przegrać jako kobieta, jako matka, czy jako pracownik. Dlatego uważam większość pism dla dziewcząt za wręcz zbrodnicze; to samo odnosi się również do niektórych żurnali mód. Po co iść w eleganckiej kreacji i makijażu na wykład, z którego się nic nie rozumie? Albo na przyjęcie, jeśli nie ma się nic mądrego do powiedzenia? Jaki pożytek z randki, podczas której nudzi się partnera?

Pragnienie miłości nie jest jednakowo silne u wszystkich ludzi

Następnego dnia wróciłam w południe do Wiednia. Pojechałam do domu. Weszłam do łazienki. I dosłownie oniemiałam z wrażenia, kiedy zobaczyłam się w lustrze. Zwykle dzień po nie przespanej nocy jest dla mnie stracony. Boli mnie głowa, pieką oczy, wyglądam okropnie, jestem po prostu do niczego. Ale teraz popatrzyłam w lustro i pomyślałam: O Boże, wyglądasz znakomicie, dziewczyno! Naturalnie znałam powiedzenie, że: „Dobry kochanek to najlepsza kuracja piękności”, ale nigdy jeszcze nie sprawdziłam go tak namacalnie na własnej osobie. Pragnienie miłości nie jest jednakowo silne u wszystkich ludzi. Są kobiety, które wolą życie samotne, inne, które potrzebują mężczyzny najwyżej raz w miesiącu. Nie ma tu ustalonych norm. Lecz każdy musi starać się zaspokoić swoje indywidualne potrzeby w tej dziedzinie. Pragnienie miłości to jedna z naturalnych potrzeb człowieka u ludzi normalnych skłonnościach zajmuje miejsce zaraz po potrzebie zaspokojenia pragnienia i głodu. Miłość jest jednym z najważniejszych czynników w naszym życiu, człowiek nie kochany gorzknieje, staje się zawistny, rozgoryczony, bezwzględny, szybko się starzeje. Po pięknej nocy z miłym mężczyzną czuje się odprężenie i zadowolenie psychiczne i fizyczne, wyrażają to nasze oczy, całe ciało promieniuje zadowoleniem, a otaczający nas ludzie odbierają to jako piękno. Ale bodziec może być także, jak powiedziałam, natury intelektualnej. Niemal takie samo wrażenie wewnętrznego promieniowania, owego zadowolenia, które manifestuje się jako piękno, mam wtedy, kiedy dobrze pracowałam, kiedy napisałam rzeczywiście znaczący artykuł, kiedy jestem z siebie zadowolona, kiedy nie zmarnowałam dnia. Idealne jest oczywiście połączenie jednego i drugiego spełnienia w miłości i zadowolenia z pracy. Więcej nie można sobie życzyć na tym świecie.

Piękno to pozytywna emanacja

Z pewnością nie jest przypadkiem, że najczęstszym określeniem, jakie występuje łącznie z pojęciem „piękność” jest przymiotnik „olśniewająca”. Podobnie jak w niemieckim jest również w innych językach. Mówi się o „olśniewającej piękności”, po angielsku: radiant beauty. A co oznacza „olśniewać”? Nic innego jak promieniować tym wszystkim, co mamy w sobie dobrego, obdarzać tym swoje otoczenie, wysyłać impulsy, które innych podnoszą na duchu. Właśnie to ludzie odczuwają jako coś pięknego. Człowiek pogrążony w rozpaczy lub opętany nienawiścią nie będzie promieniował pięknością. Wtedy jego wibracje, jak się je nazywa w krajach angielskojęzycznych, są czarne i potrafią zniszczyć nawet najwspanialszą urodę. Wrażliwi ludzie wyczuwają emanacje innych równie wyraźnie, jak odbierają zjawiska zewnętrzne. Kto więc chce pozostać młodym, kto chce zachować urodę, ten musi oczyścić się wewnętrznie. Kosmetyki nie są w stanie niczego ukryć. Emanujące z nas uczucia i nastroje i tak nas zdradzą. Chodzi więc o to, co nosimy w sobie, o poczucie wewnętrznego zadowolenia. I nie ma na to lepszego sposobu jak praca, która daje satysfakcję, i dobry kochanek. Oto przykład: Wiadomo, że wszyscy ludzie mają wahania w wyglądzie, znamy je z obserwacji i własnego doświadczenia; każdy ma dni, kiedy wygląda świetnie, i inne, kiedy prawie nie może poznać samego siebie. Rzadko jednak uświadamiałam to sobie tak dobitnie, jak po pierwszej nocy spędzonej w Austrii z mężczyzną, który coś dla mnie znaczył. Było to po letnim festynie, który urządzono w winnicach niedaleko Wiednia. Był późny wieczór, zabawa prawie się skończyła, a my ciągle siedzieliśmy w małej, pobielonej wapnem piwniczce, popijaliśmy wino i nie mogliśmy się nagadać. Oboje wiedzieliśmy chociaż żadne z nas nie wyraziło tego wprost że tę noc spędzimy razem. Tak też się stało. Nie zmrużyliśmy oka nawet na minutę, a ja po raz pierwszy od wyjazdu z Paryża czułam to, co nazywa się szczęściem.

Czego to dowodzi? Że zmarszczki pojawiają się i nikną

Można się ich pozbyć nawet wtedy, kiedy ma się więcej niż trzydzieści lat, że przeżycia wprawdzie bardzo odbijają się na wyglądzie twarzy, lecz że szkody można naprawić, jeśli tylko zechce się podjąć ryzyko, by zmienić życie, które stało się nie do wytrzymania. Zmarszczki to często nic innego jak przykurcze mięśni. Ale duch panuje nad ciałem indyjscy jogowie dowiedli, do jakiego stopnia i psychika może wpływać na każdy, najdrobniejszy nawet, mięsień twarzy. Opracowano wiele fachowych sposobów psychicznego wpływania na urodę. Należy do nich również metoda wiedeńskiej profesorki Anne Seidel. Swoją naukę o wykorzystaniu ruchu nazwała ismakologią. Jej teoria jest bardzo przekonywająca, ponieważ opiera się na sile woli człowieka. Dzięki prostym ćwiczeniom można nauczyć się napinania i rozluźniania poszczególnych mięśni. Wystarczy kilka minut ćwiczeń dziennie. Jeśli osiągnie się odpowiedni poziom samokontroli, wystarczy drobny impuls myślowy, aby wygładzić zmarszczone czoło, czy powstrzymać się od opuszczenia kącika ust. Nawet głębokie zmarszczki dają się z czasem usunąć. Tajemnica polega jedynie na woli zmobilizowania swoich fizycznych sił, na tym, aby nie poddawać się rezygnacji, by nie tracić czasu na użalanie się nad samym sobą. Siłą woli można niejednokrotnie usunąć także krótkowzroczność. Szczegółowe dane na ten temat przytacza Ralph McFayden w swojej książce Koniec z okularami (Monachium 1976). Kto ma wolę, ten odnosi sukcesy. Wszyscy znamy przecież ludzi, którzy odmłodnieli o dziesięć, piętnaście lat, kiedy odważyli się dokonać pozytywnych zmian w swoim życiu. Pokonali swój strach, zdobyli się na odbudowanie poczucia własnej wartości i zaufania do siebie to poczucie z nich emanuje.

Zmarszczka, która nagle zniknęła

Zauważyłam jeszcze jedną zmianę: zniknęła zmarszczka na moim czole. Moje czoło było zawsze gładkie, być może dlatego, że kiedy miałam siedem lat, matka jednej z przyjaciółek położyła mi rękę na głowie i powiedziała: „Nie marszcz czoła, bo będziesz później żałować”. Może zresztą nie miało to żadnego wpływu, a moje gładkie czoło to po prostu kwestia wrodzonych predyspozycji. W każdym razie wtedy, w Paryżu, zauważyłam pewnego dnia było to po przepłakanej nocy i kilku dniach sprzeczek że nad nasadą nosa utworzyła się delikatna linia, zaczynająca się przy lewej brwi i prowadząca centymetr ku górze. Ogarnęła mnie rozpacz. Przypisywałam powstanie zmarszczki wszystkiemu, tylko nie mojemu stanowi psychicznemu; w końcu, sądząc, że to krótkowzroczność, zaczęłam nosić okulary, a potem przez rok soczewki kontaktowe. Ale zmarszczka nie zniknęła.
Kiedy opuszczałam Paryż, miałam inne problemy niż zmarszczki: musiałam zapewnić sobie egzystencję. Mimo przepowiedni mojego przyjaciela, że bez jego pomocy umrę w Austrii z głodu, ukończyłam w terminie studia, zaczęłam z powodzeniem pisać i publikować, a w końcu udało mi się zatrudnić w bardzo dobrej austriackiej gazecie. Zupełnie nie miałam czasu, by stać przed lustrem i szukać zmarszczek na twarzy. Po roku wzięłam urlop i nareszcie miałam trochę czasu dla siebie. I co stwierdziłam? Zmarszczka między brwiami zniknęła. Z początku nie mogłam w to uwierzyć, oświetlałam twarz ze wszystkich stron, próbując wytropić choćby najdrobniejszą nierówność bezskutecznie. Miejsce, gdzie wyraźnie było widać ową linię prowadzącą w górę, było gładkie i takie jest do dzisiaj.