Młodzi mężczyźni i dojrzałe kobiety

Opowieści o związkach starszych kobiet z młodymi mężczyznami znałam wcześniej jedynie z gazet albo z książek. Wiedziałam o siedemdziesięciosiedmioletniej Angielce Ray Goodman, która poślubiła w Ameryce dwudziestoletniego wnuka swojego drugiego męża. (W Anglii odmówiono zgody na ślub, co wywołało takie wzburzenie, że rozpisywały się na ten temat wszystkie gazety). Wiedziałam, że Anna Magnani otaczała się wyłącznie przystojnymi młodzieńcami w wieku jej wnuków (pisze o tym Tennessee Williams w swoich wspomnieniach). Wiedziałam także, że z bardzo młodym mężczyzną żyła Greta Keller, pierwsza austriacka piosenkarka o niskim głosie, której udało się zrobić karierę i która przygotowała grunt dla Sarah Lean- der i Marleny Dietrich. Umarła na rękach swojego przyjaciela mając siedemdziesiąt dwa lata on miał zaledwie dwadzieścia sześć. Wiedziałam naturalnie o małżeństwach Edith Piaf i angielskiej księżniczki Małgorzaty z o wiele młodszymi od nich mężczyznami. Ale móc wskazać podobny przypadek we własnej rodzinie to wydawało mi się fantastyczne i podniecające, niezwykłe i inspirujące. Zaledwie poznałam prawdę o mojej babce, zaczęłam instynktownie poszukiwać podobnych przypadków. Nie wymagało to szczególnych wysiłków. Całej masy przykładów dostarcza życie publiczne i świat kultury. Romy Schneider, Marisa Meli, Ursula Andress, francuska właścicielka nocnych lokali, Régine mają mężów czy przyjaciół o wiele młodszych od siebie. Lilli Palmer od dwudziestu trzech lat żyje w małżeństwie z aktorem i pisarzem Carlosem Thompsonem, młodszym od niej o dziewięć lat. Matka Johannesa Brahmsa była o siedemnaście lat starsza od jego ojca. W dodatku była biedną, prostą szwaczką,
o dobrej partii nie mogło być mowy. Nawet tak bardzo mieszczańska Agatha Christie poślubiła (było to jej drugie małżeństwo) młodszego od siebie o czternaście lat mężczyznę, archeologa Maxa Mallowana. Przeżyła u jego boku trzydzieści sześć lat i zmarła na jego rękach. Taka sama różnica wieku dzieliła Almę Mahler i jej trzeciego męża, Franza Werfla. To tylko kilka przykładów z listy, którą można by ciągnąć bez końca.

Najpiękniejsze listy w doskonałej niemczyźnie

Przez pewien czas prowadziłyśmy ożywioną korespondencję. Na moje pytania, dlaczego babcia nigdy nie przyjeżdża do Austrii, odpowiadano mi zawsze, że teraz Arad jest rumuński i że nie dostałaby pozwolenia na wyjazd. Ta odpowiedź początkowo mnie zadowalała, ale później dowiedziałam się, że starsi ludzie mogą bez ograniczeń wyjeżdżać na Zachód. Korespondencja między babką a moim ojcem była prowadzona po węgiersku. Listy, które otrzymywał, były zawsze długie, ale ojciec rzadko nam je tłumaczył. Czasami były w nich fotografie. Pamiętam dokładnie jedną z nich. Przedstawiała osiemdziesięcioczteroletnią wówczas babcię w letnim ogrodzie. Babcia stała nieco pochylona obok przystojnego wysokiego młodzieńca o blond włosach, który podtrzymywał ją z czułością. Na moje pytanie, kto to taki, ojciec odpowiedział: „Ach, jakiś znajomy”. Prawdy dowiedziałam się dopiero po śmierci babci, a więc stosunkowo niedawno. Ów młody mężczyzna na fotografii to ojczym mojego ojca. Babcia poślubiła go, kiedy on miał dwadzieścia, a ona siedemdziesiąt sześć lat. Żyli razem aż do jej śmierci (babcia zmarła w wieku osiemdziesięciu sześciu lat), a on do tej pory nie ma innej kobiety, ponieważ, jak oświadczył krewnym, kochał tylko ją. Mój ojciec wiedział o wszystkim od początku, ale wstydził się za matkę i zataił przed nami, że poślubiła tak młodego mężczyznę. Jego stosunek do babci nigdy nie był serdeczny. Właściwie wychowywał go dziadek, a ściślej jego siostra, którą ojciec gorąco kochał. Pojedynek, rozwód i związana z nim „hańba”, położyły się cieniem na całym jego dzieciństwie. Ostatni cios: małżeństwo matki z tak młodym człowiekiem, to było dla niego za dużo.
Ale dla mojego brata i dla mnie ta wiadomość była prawdziwym objawieniem. Byliśmy niezmiernie dumni z naszej babki, długo roztrząsaliśmy całą sprawę, dostrzegając w niej naukę na przyszłość. Dla nas był to dowód na to, że duch i osobowość wygrywają z ciałem. Mam wiele zdjęć babci jako młodej kobiety oraz z późniejszych lat. Nigdy nie była specjalnie ładna. Miała wprawdzie cudowne, falujące włosy, bardzo kobiecą figurę o wąskiej jak u osy talii, tak jak tego wymagała ówczesna moda, ale trudno ją było nazwać zdecydowaną pięknością. Za to każdy, kto ją znał, mówił o jej powabie i wdzięku, ojej niezwykłej osobowości. Ta osobowość emanuje także z pisanych przez babcię listów: inteligentnych, pełnych dowcipu i humoru. Czytanie ich to prawdziwa przyjemność.

Babcia, która nie bała się starości

No, a potem dowiedziałam się prawdy o życiu mojej węgierskiej babki. Mieszkała w mieście Arad, które dzisiaj leży na terenie Rumunii, ale za czasów Monarchii należało do Austrii. Ojciec babki był zamożnym lekarzem, toteż otrzymała staranne wykształcenie w sztukach pięknych; była bardzo utalentowana, mówiła czterema językami, znakomicie grała na fortepianie, prowadziła salon literacki, pisała i publikowała wiersze. Mojego dziadka, wysokiej rangi oficera austriackiej armii, poślubiła w bardzo młodym wieku. Zbyt młodym. Tego dziadka zawsze się bałam, kiedy byłam dzieckiem. Na starość ponownie zamieszkał w Wiedniu, w prawdziwie wielkopańskim mieszkaniu. Kiedy się przechodziło przez pokoje, słychać było dudniący odgłos kroków. Każda wizyta była sztywna i ceremonialna jak audiencja u króla. Dziadek wcale nie pasował do swojej młodej żony. Ponadto całymi miesiącami nie było go w domu, toteż nikogo nie zdziwiło, że kiedy pewnego razu wrócił po trzymiesięcznej nieobecności, odkrył za sekretnymi drzwiami, prowadzącymi do sypialni żony, młodego wielbiciela. Naturalnie wybuchł skandal, doszło do pojedynku, do skomplikowanego procesu i rozwodu. Babka wróciła ze swoim trzyletnim synkiem moim ojcem do domu rodziców. Zaczęła grać w teatrze, otworzyła księgarnię, najlepszą w całym mieście, poślubiła profesora gimnazjum, owdowiała.

Wkrótce mieliśmy odwiedziny

Do Paryża przyjechała siostra mojego przyjaciela i zatrzymała się u nas na dwa tygodnie. Była to typowa amerykańska mężatka i pani domu, z dwójką małych dzieci, z milutkim domkiem, który opuszczała jedynie po to, aby pojechać po zakupy, odwieźć dzieci do szkoły i przywieźć je z powrotem, albo żeby pójść na brydża do sąsiadki. Innych znajomych prawie nie miała. Przyjaciół żadnych. Ze światem zewnętrznym kontaktowała się jedynie za pośrednictwem męża. Żyła zamknięta w świe- cie telewizji, była przygnębiona, zgaszona i czuła się staro, ponieważ „w telewizji ciągle pokazują, jak mężczyźni zabiegają o młode dziewczyny”. Sama nie miała jeszcze czterdziestu lat. Ale naturalnie swojemu wiekowi przypisywała winę za to, że mąż ją zaniedbuje. W rzeczywistości jednak przyczyna leżała w tym, że nigdy nie pasowali do siebie pod względem seksualnym. Sprawy seksu napawały ją lękiem. Ale o tym problemie dowiedziałam się dopiero wiele lat później. Podczas jej pobytu w Paryżu próbowałam jakoś podbudować ją psychicznie. Bez skutku. Zareagowała negatyw- nie również na ową historię z Place Pigalle. Odparła, że nigdy się z czymś takim nie zetknęła, świat należy do mężczyzn, a dla nich liczą się jedynie podlotki.
Wkrótce po jej powrocie do Stanów nadeszła hiobowa wieść: mąż ją opuścił. Zupełnie niespodziewanie. I dla kogo? Dla osiemnastoletniej dziewczyny? Nie, dla dojrzałej, czter- dziestoośmioletniej kobiety, starszej od niego o trzy lata i matki czworga (sic!) dzieci!

Starsze „damy” mają wzięcie

Najbardziej zdumiało mnie to, że do młodszych prostytutek dołączyło się kilka starszych, a wśród nich parę dość posuniętych w latach. Dokładnie przypominam sobie jedną z nich. Była czymś w rodzaju żywej ruiny, miała zniszczoną twarz, pooraną głębokimi zmarszczkami, jaskrawoczerwo- ne usta i spokojne oczy. Ubrana była w drogie futro z norek, a jej figura niczym się nie wyróżniała. Na eleganckiej smyczy prowadziła małego, kudłatego pieska. Największe wrażenie zrobiło na mnie to, że owa dama miała takie samo powodzenie jak jej młodsze koleżanki, że eleganccy mężczyźni kupowali sobie jej względy, że wytrzymała twardo aż do samego końca, czyli do czwartej nad ranem, i że kiedy wreszcie zamknięto lokal, nie opuścił jej ani dobry humor, ani klienci.
No i co ty na to? zapytałam mojego przyjaciela z triumfującym uśmiechem. Jakoś mi się to nie zgadza z twoją teorią, że dla mężczyzn atrakcyjne są jedynie kobiety poniżej czterdziestki.
Nie gadaj bzdur odpowiedział. Ta ma swoje walory. Każdy mężczyzna widzi to na pierwszy rzut oka.
Dla niego sprawa była załatwiona. Ale nie dla mnie. Dla mnie ta noc sprzed czterech lat była prawdziwym olśnieniem. Jak może być prawdą myślałam że tylko młode kobiety mają szanse u mężczyzn, skoro widzę tutaj na własne oczy, jak mężczyźni starają się, i jak płacą, żeby tylko móc przespać się ze starą i widocznie zużytą kobietą? Jaka kobieta zastanawiałam się zapłaciłaby dobrowolnie za to, żeby jakiś zużyty mężczyzna z sutenerskiej knajpy zechciał świadczyć jej usługi?

Pewne przeżycie w Paryżu

Inne istotne wydarzenie miało miejsce w Paryżu. Mieszkałam tam z pewnym Amerykaninem, starszym ode mnie o dwanaście lat. W działalności zawodowej odnosił wielkie sukcesy, lecz poza tym był człowiekiem chwiejnym, znerwicowanym i trudnym we współżyciu. Kończyłam wtedy studia, pisałam pracę doktorską i zaczynałam właśnie odnosić pierwsze sukcesy jako dziennikarka.
Chociaż byłam mojemu przyjacielowi najzupełniej wierna pod każdym względem, on nie był w stanie uwierzyć, że kobieta, która jest „tak znacznie młodsza” od niego, jak to określał, może być poważnym partnerem. Był chorobliwie zazdrosny o wszystko i wszystkich: o listy z domu, rozmowy telefoniczne, o kotkę naszej dozorczyni, która przychodziła mnie czasem odwiedzić, i naturalnie o każdą istotę płci męskiej w bliższym i dalszym otoczeniu, przede wszystkim zaś o tych, który byli młodsi od niego. Był przekonany, że opuszczę go natychmiast, gdy tylko ukończę studia, i aby temu zapobiec, próbował zastraszyć mnie na wszelkie sposoby i odebrać mi odwagę. „Dziękuj Bogu, że masz mnie mówił na przykład i że zarabiam wystarczająco dużo jak dla nas dwojga. Przekroczyłaś już trzydziestkę. A po czterdziestce nikt cię więcej nie zechce. Mężczyźni nie chcą kobiet po czterdziestce”. Mimo to mój przyjaciel nie mógł się oprzeć żadnej istocie rodzaju żeńskiego obdarzonej dużym biustem i to bez względu na wiek. Bardzo cierpiałam z tego powodu, a kiedy targana zazdrością mówiłam: „Ależ ona ma chyba z pięćdziesiąt lat”, odpowiadał za każdym razem, że to wyjątek. Byłam już prawie o krok od tego, żeby popaść w kompleksy z powodu mojego wieku, kiedy przyjaciel zabrał mnie na Place Pigalle, ulubione miejsce swoich wypraw, gdzie z widocznym upodobaniem przyglądał się, jak damy lekkiego prowadzenia dobijają targu z klientami. I to była wielka godzina prawdy. Siedzieliśmy w lokalu, do którego dziewczęta wracały po obsłużeniu klienta, żeby trochę odpocząć, coś wypić i porozmawiać. Przyszliśmy tam koło północy, a wyszliśmy o czwartej nad ranem, tak bardzo zafascynowało nas to, co zobaczyliśmy.

Co cię tak fascynuje w tej kobiecie

Anthony patrzył na nią i patrzył, a mnie przypominam sobie z wolna zaczęła ogarniać wściekłość. Dopiero co dla niego opuściłam męża i oto teraz siedzę zapomniana, a on flirtuje sobie z inną. W końcu nie wytrzymałam. Co cię tak fascynuje w tej kobiecie? zapytałam urażona, a on aż drgnął, wyrwany z oszołomienia, co zraniło mnie jeszcze bardziej. Po pierwsze nie jest wcale ładna, a po drugie ma co najmniej tyle lat co twój ojciec. Nigdy nie zapomnę jego reakcji.
Ma sześćdziesiąt pięć lat odparł i bardzo byłem w niej zakochany, zanim poznałem ciebie. Oczywiście, ty tego nie zrozumiesz. Ona ma w sobie coś takiego… A potem powiedział coś, co było w jego ustach specjalnym i bardzo rzadkim wyróżnieniem. Patrząc w jej stronę, oświadczył z miną znawcy: This woman is a seller. Znaczy to mniej więcej tyle: Ta kobieta zawsze będzie miała wzięcie. Myślałam, że go uduszę. Dopiero w kilka lat później, kiedy moja zazdrość już dawno wygasła, zaczęłam pojmować sens tamtego wydarzenia. Dlaczego zadawałam sobie pytanie kobiety tak bardzo obawiają się starości, skoro w wieku sześćdziesięciu pięciu lat mają jeszcze szanse u dwudziestopięcioletnich mężczyzn? Coś się tutaj nie zgadza. Ale potem znowu zapomniałam o tej sprawie. Tyle tytułem wstępu do rozdziału „Seks: dojrzałe kobiety i młodzi mężczyźni”.

Seks: dojrzałe kobiety i młodzi mężczyźni

(Chociaż cztery lata, które spędziłam w Anglii, nie zaliczają się do najlepszych w moim życiu, to jednak z przyjemnością wspominam wakacje, kiedy skończyłam dwadzieścia siedem lat. Byłam wtedy z mężczyzną, który mnie kochał. Mieszkaliśmy w Kensington, w białym domu z kolumnami i z hamakiem na podwórku. Chociaż nasz związek był mocny i szczery, nie powiedziałam mojemu przyjacielowi, że jestem od niego o dwa lata starsza, i każdego tygodnia chowałam paszport do innej szuflady, żeby broń Boże nie odkrył tej hańby. Z absurdalności mojego zachowania zdawałam sobie sprawę jedynie częściowo. A była ona przecież oczywista. Popatrzmy tylko: byłam wtedy dwudziestosiedmioletnią, atrakcyjną, szczerze pożądaną kobietą, jednak niezbyt jasno zdawałam sobie sprawę z tego, kim jestem, natomiast oczywiste było dla mnie co innego, mianowicie to, że jak sądziłam powinnam być młodsza od mojego partnera. Doskonale to sobie przypominam. Zawsze, kiedy leciałam do domu samolotem, Anthony (tak nazywał się mój przyjaciel), odprowadzał mnie na lotnisko. I za każdym razem wpisywałam na małej, białej karcie, którą muszą wypełniać obcokrajowcy przy wyjeździe i wjeździe do Anglii, fałszywą datę urodzin, ponieważ on siedział przy mnie i przyglądał się. Urzędnik poprawiał ją potem przy kontroli paszportowej, nie komentując tego ani słowem.

Twarz kobiety dojrzałej

Jeśli nie wyraża goryczy i zaciętości, to prawdziwa radość dla oka. Tyle się za nią kryje. Tak dużo mówi o osobowości kobiety. A kiedy jeszcze jest piękna, po prostu nie można się jej oprzeć. Więcej na temat urody ludzi w starszym wieku powiem w rozdziale „Samotność ludzi starych, czyli o babciach i wytwornych starszych paniach”. A teraz kilka słów na temat czasu. Dobrze jest mieć czas. Fatalnie jest mieć go zbyt dużo. Kto ma uczucie, że życie przepływa obok, że czas przemija na bezsensownych działaniach, ten jest bezbronny wobec nieuniknionych i naturalnych zmian swojej powierzchowności: godzinami wystaje przed lustrem w poszukiwaniu zmarszczek, a w każdym siwym włosie widzi początek końca. Mężczyźni mają o wiele lepsze podejście do tych spraw, niż się powszechnie uważa pomijając naturalnie twórców i dyktatorów mody oraz określonego gatunku „artystów”, którzy koncentrują się na formie, przez co aż nazbyt często stają się powierzchowni. Kobiety, w przeciwieństwie do mężczyzn, często patrzą nie na twarze innych kobiet, a na ich zmarszczki. Przypominam sobie następujące zdarzenie z okresu mojego pobytu w Londynie (byłam wtedy świeżo po ślubie). Siedzieliśmy z mężem przy śniadaniu. W pewnej chwili mąż podsunął mi „Timesa”, wskazując na zdjęcie leciwej lady Spencer Churchill.
No, co powiesz na tę twarz? zapytał. Wspaniała kobieta! Byłam zbyt niedoświadczona, aby ucieszyć się tą uwagą. Powodowana kobiecą zazdrością, odparłam: Ależ ona jest stara i ma zmarszczki.
Mój mąż, który mial wówczas całe dwadzieścia cztery lata, był oburzony. Zmarszczki?! zawołał. Zmarszczki? Ależ ty nic nie rozumiesz! Popatrz tylko na wyraz jej twarzy! Ile w niej godności. Na takiej twarzy w ogóle nie zauważa się zmarszczek. Dzisiaj wiele się pod tym względem zmieniło. Na lepsze. Strach przed zmarszczkami, tak powszechny w latach pięćdziesiątych, sześćdziesiątych i na początku siedemdziesiątych, stopniowo zanika. Dowody na to można znaleźć wszędzie, wystarczy tylko mieć otwarte oczy. Bardzo wyraźnie objawia się to w reklamie. Jeśli jeszcze przed dziesięcioma laty pokazywano wyłącznie twarze nietknięte przez życie, jeśli przed piętnastu laty retuszowano każdą zmarszczkę, powstającą przy uśmiechu, to od mniej więcej pięciu lat na reklamowych plakatach znowu widać autentycznych ludzi. Po raz pierwszy zwróciłam na to uwagę patrząc na plakat reklamowy British Airways. Przedstawiał promiennie uśmiechniętą stewardesę: drobne zmarszczki wokół jej ust i oczu były tak samo realistycznie sfotografowane jak jej białe zęby. Trudno o bardziej widoczny dowód na to, że zbliża się ostateczny koniec kultu młodości.

Kobiety o siwych skroniach są piękne

Kobiety powinny uczyć się od mężczyzn. Oni potrafili starzenie się obrócić na swoją korzyść, powtarzając tak długo, aż im uwierzono, że dopiero z siwymi włosami mężczyzna jest naprawdę interesujący. Trudno coś zarzucić temu twierdzeniu. Ale konieczne jest uzupełnienie: również kobiety zyskują dzięki siwym włosom. Bardzo wiele kobiet rezygnuje dzisiaj z farbowania włosów. Efekty są wspaniałe. Srebrzyste włosy nie postarzają twarzy, która zachowała młodzieńczy wygląd. Przeciwnie: przydają jej specyficznej i bardzo pociągającej świeżości. Kto czuje się skrępowany siwymi włosami, może je farbować. Ale na pewno siwe włosy nie oznaczają końca młodości.
A problem wyglądu twarzy? I tu także mężczyźni są pionierami. Już od dawna panuje przekonanie, że rysy twarzy mężczyzny ostatecznie formują się dopiero po trzydziestce. Ale tak samo jest z kobietami. Mary Wollstonecraft, angielska pisarka i gorąca zwolenniczka równouprawnienia, już pod koniec XVIII wieku twierdziła, że twarz kobiety zaczyna być interesująca dopiero od trzydziestego roku życia. Według niej twarz kobiety dwudziestoletniej to jedynie wytwór natury. Dopiero kobieta trzydziestoletnia umie świadomie wpływać na wygląd swojej twarzy. A tego, co osiągnięte dzięki doświadczeniu, nigdy się nie traci.