Największym problemem starości jest samotność

„Niedawno przeczytałam w gazecie artykuł na temat barw powiedziała. Pomyślałam, że tylko pani mogła go napisać”. Zadzwoniła do redakcji, ponieważ nie zawiadomiłam jej ani o mojej przeprowadzce, ani o nowym adresie. Tak bardzo się ucieszyłam z jej telefonu, że umówiłyśmy się jeszcze na ten sam wieczór i przegadałyśmy do pierwszej nad ranem. Od tego czasu widujemy się regularnie. Latem spotykamy się na tarasie mojej ulubionej kawiarni, tuż obok ratuszowego parku, zimą odwiedzamy się w naszych mieszkaniach. Niedawno rozmowa zeszła na wady i zalety starości; zdumiałam się niezmiernie, kiedy Birgit powiedziała: „Największym problemem starości jest samotność”. Na moją prośbę opisała, jak wygląda jej dzień: Wstaje wcześnie, sprząta, odpowiada na listy, idzie po zakupy. Potem gotuje, ponieważ codziennie przychodzi do niej na obiad wnuczka. Pojedzeniu zmywa i wreszcie pozwala sobie na parę spokojnych godzin, które poświęca na robótki. Właściwie robótki to złe określenie, gdyż Birgit wykonuje wspaniałe kilimy i restauruje stare dywany. Czasami także maluje. Przez cztery godziny dziennie, przeważnie od czwartej do ósmej po południu, pielęgnuje ciężko chorą synową. Wieczorem je w domu kolację z pewną amerykańską studentką sztuk pięknych, której wynajmuje pokój. Pośród tych wszystkich zajęć znajduje jeszcze czas na przepisywanie starych dokumentów rodzinnych i listów pisanych frakturą, aby udostępnić je dzieciom i wnukom. Ponadto troszczy się o willę pod Wiedniem, która należała jeszcze do jej dziadków: pielęgnuje ogród, rąbie drwa, podwiązuje róże, sadzi kwiaty, a w weekendy gotuje dla trojga swoich dzieci oraz ich dzieci, które, zwłaszcza latem, regularnie wymykają się z miasta na odpoczynek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *