Mój rozwój seksualny

Mam dwadzieścia cztery lata, kiedy wyszłam za mąż. I ledwie zostałam mężatką, po raz pierwszy w życiu poczułam się rzeczywiście staro. Przedtem byłam zawsze wśród ludzi, miałam przyjaciół, znajomych, kilku sympatycznych adoratorów. Teraz zamieszkałam w Londynie, gdzie nie znałam nikogo. Mój mąż także nie miał przyjaciół. Oprócz teściów i kilku szkolnych kolegów męża, z którymi spotykaliśmy się po formalnym zaproszeniu co dwa, trzy miesiące, nie widywaliśmy nikogo. Mój mąż był Anglikiem. Im lepiej poznawałam język, tym bardziej beznadziejna stawała się moja sytuacja. Zdałam sobie sprawę z tego, że nie kocham męża, że jest zupełnie innym człowiekiem, niż sądziłam, że nadzieje, które zrodziły się w czasie, kiedy porozumiewaliśmy się jedynie za pomocą okruchów słów, gestów i spojrzeń, nigdy się nie spełnią. Zaczęłam straszliwie tęsknić za domem i po raz pierwszy w życiu popadłam w depresję. Pod względem seksualnym zupełnie się nie rozumieliśmy. Nie była to jednak wina żadnego z nas. Mieliśmy po prostu oboje zbyt mało doświadczenia. Już po roku nie miałam najmniejszej ochoty spać z moim mężem. Jego ciało nie było dla mnie nieprzyjemne. Było mi obojętne. Jego pieszczoty nie budziły we mnie żadnych uczuć. Mimo to ogarniały mnie niepewność i niepokój, kiedy nie próbował się do mnie zbliżyć przez trzy kolejne noce. Miłość fizyczną uważałam za obowiązek małżeński, podobnie jak pranie czy gotowanie. A obowiązki zawsze traktowałam bardzo poważnie; i chciałam wszystko robić dobrze, dokładnie tak, jak tego ode mnie oczekiwano. Miałam więc dwadzieścia cztery lata, byłam młodą żoną, życie powinno być piękne i pełne uroku. Ale nie było. Nudziłam się śmiertelnie. Zaczęłam nieprzytomnie jeść. Po powrocie do domu natychmiast szłam do kuchni. Stał tam niebieski stołek. Siadałam na nim i miałam wszystko w zasięgu ręki: lodówkę, pojemnik na chleb, pudełka z ciastkami. Nie bacząc na kolejność opychałam się serem, pasztetami, ciastem, czekoladą i resztkami obiadu. Pewnego razu upiekłam tort z orzeszkami laskowymi. Zjadłam go za jednym posiedzeniem, nie czekając nawet, aż dobrze ostygnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *