Lusterko prawdę ci powie

Wielką pomocą w uwolnieniu się od nieszczęśliwego związku jest lustro. Mnie pomogło niejeden raz. Jeśli chcę wiedzieć, jak mi się naprawdę powodzi, jaka jest moja kondycja psychiczna, wtedy spoglądam do lustra, przeważnie do małego, kieszonkowego lusterka, które zawsze noszę w torebce. „O, jaka promienna twarz! Chyba nie jest tak źle” mówię sobie. Albo: „Teraz widać, że jestem nieszczęśliwa. Trzeba coś zrobić”. I nagle stać mnie na działanie: budzi się instynkt samozachowawczy. Ostatnim razem było tak w Paryżu. Rozstałam się z mężczyzną, któremu byłam całkowicie wierna i oddana przez pięć lat. Decyzja była bardzo trudna, ale nie miałam wyboru. Czułam instynktownie, że następny rok tego związku zniszczy mnie całkowicie. Muszę jednak powiedzieć, że i tak miałam szczęście, gdyż rozpacz, bezsenne noce, kiedy on nie przychodził do domu, niepewność przyszłości, brak czułości ze strony mojego partnera i ciągłe kłótnie tylko w nieznacznym stopniu odbiły się na wyglądzie mojej twarzy. Za to miałam inne dolegliwości.
Punktualnie o czwartej po południu popadałam w depresję. Całymi dniami dręczyły mnie bóle w stawach w kolanach i biodrach tak silne, że wchodzenie po schodach stało się udręką. Podczas jazdy do Biblioteki Narodowej, kiedy musiałam przesiadać się w metrze i przemierzać długie, podziemne korytarze, każdy krok sprawiał ból, a kiedy trzeba było wchodzić po schodach, czasami musiałam obiema rękami trzymać się poręczy. Szczególnie bolesne było to zimą, gdy nosiłam ciężki płaszcz. Także schylanie się sprawiało mi trudność i rozpacz ogarniała mnie za każdym razem, kiedy coś wypadło mi z ręki na ulicy, gdyż musiałam próbować trzy, cztery razy, zanim udało mi się podnieść z ziemi klucze czy jakiś inny upuszczony przedmiot.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *