I starzy lubią czasem być sami

Oczywiście łatwiej znosi samotność ten, kto pochodzi z rodziny, w której nikt nie obawia się samotności. Moja matka, która ma dość zajęcia przy sześciorgu wnuków, po męczącym weekendzie z rodziną cieszy się zawsze na myśl kilku spokojnych, samotnych dniach w swoim mieszkaniu. Nikt jej wtedy nie przeszkadza, robi to, na co ma ochotę, kiedy ma ochotę: wstaje, kiedy jej się podoba, gotuje to, co lubi, czyta, ogląda telewizję, śpi… Ale moja matka jest pewna  jednego: wie, że w każdej chwili może mieć wokół siebie ludzi. Jednak ci ludzie, ci wszyscy znajomi i przyjaciele, którzy ją kochają i zawsze pragną jej towarzystwa, nie spadli z nieba. Nie przypadkiem ma tak dużo znajomych i rodzinę, na którą zawsze może liczyć. Ona sobie na to zasłużyła. Nie wierzmy w historie, które zaczynają się od słów: „Tak, kiedy jeszcze byłem młody, wtedy zawsze się coś działo, wtedy miałem wielu przyjaciół. Ale teraz, na starość, człowiek nikomu nie jest potrzebny. Jestem zupełnie sam”. Z reguły jest bowiem tak: Kto był łubiany w młodości, kto był towarzyski, ten będzie taki i na starość. Człowiek przyjemny, inteligentny i szczery, otwarty, życzliwy i gotów pomagać innym, zawsze będzie mile widzianym gościem, niezależnie od swego wieku. Matka przez długi czas żyła w domu, gdzie mieszkało pięciu lokatorów. Cztery rodziny stale były ze sobą zwaśnione. Kłócono się o ogród, płot, o to, kto jako następny będzie odgarniał śnieg. Dwie rodziny mieszkające na parterze przez kilka lat nie rozmawiały ze sobą. Ich dzieciom nie wolno było razem się bawić. Kto godził zwaśnionych? Moja matka. Z wszystkimi żyła dobrze, nie dawała się wciągnąć w żadne intrygi. W drobiazgach które dla innych były zawsze powodem kolejnych zadrażnień ustępowała natychmiast i dlatego wszyscy ją lubili. Ale nie tylko sąsiedzi chętnie z nią rozmawiali i zapraszali; także moi przyjaciele uważali ją za wspaniałą osobę. Pewien mój wielbiciel z kursu tańca towarzyskiego odwiedzał ją regularnie przez wiele lat, będąc już człowiekiem żonatym i ojcem rodziny. Przychodził porozmawiać, kiedy miał kłopoty i problemy. Moje przyjaciółki chętnie przychodziły do mnie do domu, żeby się jej poradzić. Kiedy mnie dzisiaj spotykają, pytają zawsze, co tam słychać u mojej matki i proszą, aby ją pozdrowić. Jeśli mnie zapraszają, mówią: „Przyprowadź mamę!” A koledzy mojej matki, jej rówieśnicy? Znajomość z nimi przetrwała. Z najlepszą przyjaciółką z pensji utrzymuje stałe i bliskie kontakty od sześćdziesięciu lat. Co szczególnego jest w mojej matce? No cóż, nauczyła się opanowania. Nie narzeka i nie użala się nad sobą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *