Figura albo twarz

Tak więc pewna moja sąsiadka powiedziała mi, kiedy miałam szesnaście lat: „Teraz jeszcze jesteś szczuplutka i zgrabna, ale po trzydziestce będziesz musiała wybierać: figura albo twarz”. Naturalnie uwierzyłam jej na słowo i przerażona i załamana w wyobraźni widziałam siebie to jako tłustą matronę o gładkiej twarzy, to znów jako szczupłą kobietę, ale za to z cerą pomarszczoną jak skórka wysuszonego jabłka. Muszę tutaj dodać, że w Austrii późnych lat pięćdziesiątych i wczesnych sześćdziesiątych główna różnica pomiędzy dziewczyną a kobietą zamężną polegała na dobrych dwudziestu kilogramach nadwagi tej drugiej. Tusza oznaczała wtedy koniec niezależności i młodości. Wszystkie moje znajome panicznie bały się utyć. Szczupłość była o wiele bardziej pożądana niż uroda. Perspektywa, że mając trzydzieści lat trzeba będzie stracić figurę, aby nie dostać zmarszczek, wisiała nad każdą kobietą jak wyrok śmierci. Naturalnie nie trzeba wcale wybierać czegokolwiek ani w wieku trzydziestu, ani czterdziestu, pięćdziesięciu czy sześćdziesięciu lat. Nic nie zmienia się gwałtownie z dnia na dzień. A mimo to stale ktoś próbuje napędzać nam stracha. „No, poczekaj tylko, jak ci stuknie czterdziestka” oto magiczne zdanie, które powoduje, że nasza wyobraźnia zaczyna produkować przerażające obrazy. Przemysł kosmetyczny i reklamowy wykorzystują ten strach i opakowują go w praktyczne porady dla „pań po trzydziestce” albo dla „kobiety interesu po pięćdziesiątce”, a rezultat jest taki, że w końcu wierzymy, iż powab i wdzięk traci się z dnia na dzień, a między dwudziestym dziewiątym a trzydziestym, czy też między czterdziestym dziewiątym a pięćdziesiątym rokiem życia powstaje przepaść nie do przebycia, w którą każda z nas musi nieodwołalnie wpaść. A przede wszystkim nabieramy przekonania, że ciało nagle przestaje się rozwijać i że potem nie ma żadnej nadziei na jakiekolwiek polepszenie.
A taka szansa zawsze istnieje. Dopóki człowiek oddycha. Również mając sześćdziesiąt lat można poprawić swoją figurę, postawę czy biust dzięki gimnastyce. Nigdy nie jest na to za późno. Ciało nie jest tworem statycznym ani kiedy ma się siedemdziesiąt, ani kiedy ma się dwadzieścia pięć lat. Ciało żyje, a dopóki żyje, dopóty można nad nim pracować, poprawiać jego wygląd niekoniecznie za pomocą operacji kosmetycznych. Więcej o tym w dalszych rozdziałach. Najpierw jednak parę słów na temat indywidualnej urody.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *