Birgit z Wiednia

Kto przez całe życie pracuje nad sobą, szuka w ludziach dobrego i nie rezygnuje, ten bez trudu przyciągnie do siebie młodych. Oto inny przykład, następna osoba z kręgu moich znajomych: wiedenka Birgit Martens. Nasze pierwsze spotkanie miało miejsce w pociągu, w ekspresie relacji ParyżWiedeń. Birgit skończyła właśnie siedemdziesiąt lat, ja miałam trzydzieści trzy. Od razu przypadłyśmy sobie do gustu i przez całą drogę prowadziłyśmy ożywioną konwersację. Po przybyciu na miejsce postanowiłyśmy, że będziemy utrzymywać kontakty, wymieniłyśmy adresy, a ja obiecałam odwiedzić ją przy następnym pobycie w Wiedniu. Po tym pierwszym spotkaniu nastąpił w moim życiu bardzo gorączkowy okres, całkowicie wypełniony pracą. Skończyłam studia, przeniosłam się z Francji do Austrii i rozpoczęłam pracę dziennikarki. Przez pierwsze dwa lata w Wiedniu pracowałam niemal dzień i noc. Także w weekendy byłam zajęta wyszukiwaniem interesujących tematów dla gazety albo pisaniem artykułów czy recenzji książek. Kiedyś przez dwa dni i prawie całą noc przesiedziałam w wiedeńskim hotelu Imperial, aby nakłonić hiszpańską królową do udzielenia mi wywiadu; był to zresztą pierwszy wywiad, na jaki się zgodziła. Aby uzyskać pozwolenie na rozmowę z szejkiem Jamani, ministrem przemysłu naftowego Arabii Saudyjskiej, musiałam stoczyć zaciekłe boje z jego ochroną i sekretarzami. Pracowałam bez wytchnienia, czasu na telefony do starych znajomych czy na jakiekolwiek życie prywatne nie miałam wcale. Dopiero od połowy drugiego roku zaczęło się robić trochę lżej. Rutyna, jakiej się nabywa, chroni przed traceniem czasu. Człowiek jest w stanie, bez bicia serca i wyrzutów sumienia, poświęcić kilka godzin dziennie na odpoczynek; i właśnie kiedy postanowiłam, że w weekendy nie będę myśleć o gazecie, zadzwoniła Birgit Martens.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *