Kobiety o siwych skroniach są piękne

Kobiety powinny uczyć się od mężczyzn. Oni potrafili starzenie się obrócić na swoją korzyść, powtarzając tak długo, aż im uwierzono, że dopiero z siwymi włosami mężczyzna jest naprawdę interesujący. Trudno coś zarzucić temu twierdzeniu. Ale konieczne jest uzupełnienie: również kobiety zyskują dzięki siwym włosom. Bardzo wiele kobiet rezygnuje dzisiaj z farbowania włosów. Efekty są wspaniałe. Srebrzyste włosy nie postarzają twarzy, która zachowała młodzieńczy wygląd. Przeciwnie: przydają jej specyficznej i bardzo pociągającej świeżości. Kto czuje się skrępowany siwymi włosami, może je farbować. Ale na pewno siwe włosy nie oznaczają końca młodości.
A problem wyglądu twarzy? I tu także mężczyźni są pionierami. Już od dawna panuje przekonanie, że rysy twarzy mężczyzny ostatecznie formują się dopiero po trzydziestce. Ale tak samo jest z kobietami. Mary Wollstonecraft, angielska pisarka i gorąca zwolenniczka równouprawnienia, już pod koniec XVIII wieku twierdziła, że twarz kobiety zaczyna być interesująca dopiero od trzydziestego roku życia. Według niej twarz kobiety dwudziestoletniej to jedynie wytwór natury. Dopiero kobieta trzydziestoletnia umie świadomie wpływać na wygląd swojej twarzy. A tego, co osiągnięte dzięki doświadczeniu, nigdy się nie traci.

Złe strony swobody seksualnej

Nie ma wątpliwości, że w ciągu ostatnich trzydziestu lat środki masowego przekazu w znacznej mierze przyczyniły się do tego, aby wpoić kobietom strach przed starzeniem się ciała. Szczególne „sukcesy” na tym polu odniosły pewne niemieckie magazyny ilustrowane, które nie potrafiły oprzeć się zalewowi seksu i gwałtownie obniżyły poziom; do dzisiaj nie zmieniły profilu. Ponieważ już od lat czy to w kawiarni, czy w biurze, czy w czytelni zmuszani jesteśmy do konfrontacji z erotycznymi fotografiami, nam kobietom nie pozostało nic innego, jak tylko mierzyć się z „wzorami” zachwalanymi przez pozbawionych dobrego smaku dziennikarzy. Ale żywy człowiek nie ma szans wygrania w konkurencji z fotografią. To, co oglądamy na zdjęciu, w rzeczywistości nie istnieje. Na ogół nie zdajemy sobie sprawy z tego, ile wysiłku, ile kosmetyków, jakich efektów świetlnych, ilu prób, pozowania, tricków i powtórzeń potrzeba, aby przedstawić jakieś ciało tak doskonałym, jakim w rzeczywistości nigdy być nie może. Do najtrudniejszych zadań należy fotografowanie piersi. Owe fotosy, które wzbudzają tyle niepewności, są czystą fantazją, wyrazem nierealnych marzeń, podobnie jak pornografia. Na pociechę wszystkim trzeba powiedzieć, że fotomodelki są prywatnie nie do poznania. Jedna z moich licznych londyńskich sąsiadek (przeprowadzałam się sześć razy) pracowała jako modelka. Podziwiałam jej zdjęcia w różnych pismach, przez długi czas nie wiedząc, że owa dziewczyna na fotografiach to Maggie z mieszkania obok. Na zdjęciach miała bujne sztuczne loki, sztuczne rzęsy, niezliczone warstwy pudru i różu, pomadek i szminki wyglądała jak prawdziwy wamp. A w rzeczywistości? No cóż, była blada, miała dziecinny wygląd, cienkie, marchew- koworude włosy, i ani śladu biustu. I nikt się za nią nie oglądał, kiedy w sobotę rano szła po zakupy z wiklinowym koszykiem.

Wygląd, uroda są jak najściślej związane z życiem, które się prowadzi

Człowiek zadowolony z siebie nigdy nie wygląda staro i brzydko. Jeśli wspieramy swoje ciało żyjąc w miarę rozsądnie, nie nadużywając papierosów i alkoholu, nie musimy się niczego obawiać. Oto więc kilka słów na temat ciała, mimo że uroda to głównie sprawa osobowości, wdzięku i siły oddziaływania człowieka. Od dawna znany jest fakt, iż ciało w znacznej mierze dlatego, że chronione jest przez ubranie dłużej pozostaje młode niż twarz. Chirurg, który operował moją węgierską babkę miała wtedy sześćdziesiąt pięć lat opowiadał przyjaciołom rodziny, jak bardzo był zaskoczony urodą jej ciała tak doskonałego, że aż żal mu było przykładać skalpel. Moja matka, mimo swoich siedemdziesięciu dziewięciu lat, ma ciągle jeszcze gładką, elastyczną skórę, a ja pamiętam dobrze, jak bardzo byłam zdumiona, ujrzawszy jedwabistą skórę mojej austriackiej babki, kiedy ta, na krótko przed swoją śmiercią, poprosiła mnie, abym natarła jej plecy maścią przeciwreumatyczną. Miała wtedy osiemdziesiąt cztery lata. Wiem, iż jest to częściowo sprawa wrodzonych predyspozycji, a także tego, że kobiety w mojej rodzinie znalazły i potrafiły zachować właściwą proporcję między chudością a tuszą; zbytnia szczupłość nigdy nie sprzyja urodzie. Muszę jednak podkreślić, że zupełnie nie byłam świadoma faktu, iż starzy ludzie mogą mieć naprawdę apetyczne ciała było to dla mnie całkowitym zaskoczeniem i pozwoliło mi spojrzeć zupełnie innymi oczami na moją ukochaną ciotkę-babkę Marię: jej współżycie fizyczne z mężem układało się znakomicie aż do jego śmierci i ciotka zwykle opowiadała o tym z dużą otwartością.

Najtrudniejszy okres w życiu kobiety

Lata pomiędzy dwudziestym a trzydziestym rokiem życia to najtrudniejszy okres w życiu kobiety. To czas pierwszych kontaktów z mężczyznami, czas utraty złudzeń na temat miłości i wierności; wtedy z reguły wychodzi się za mąż, trzeba się liczyć z ograniczeniami i utratą wolności, a spełnienie każe długo na siebie czekać. Ten czas małego mieszkania, małego budżetu i małych dzieci, czas, kiedy to adorator zamienia się w małżonka, manifestuje się często nadwagą i pierwszymi zmarszczkami, których wcale nie powinno być, kiedy ma się dwadzieścia kilka lat, i które u odnoszących sukcesy niezamężnych kobiet występują dopiero między trzydziestym a czterdziestym rokiem życia. Szok jest wielki. Wokół oczu i ust pojawiają się nagle drobne linie, nawet jeśli już dawno przestałyśmy się śmiać. A przecież jesteśmy takie młode! Co będzie dalej? Nic dziwnego, że każdy następny rok życia napawa lękiem. Tego typu doświadczeń możemy uniknąć, jeśli zdobędziemy się na rozsądne i planowe działanie: jeśli lata pomiędzy dwudziestym a trzydziestym rokiem życia przeznaczymy na studia, kształcenie się, podróże, pracę, robienie kariery; jeśli zdecydujemy się mieć dzieci wtedy, kiedy nasza sytuacja będzie ugruntowana i pewna, to znaczy między trzydziestym a czterdziestym rokiem życia. W rozdziale „Dojrzałe kobiety są lepszymi matkami” szczegółowo omawiam ten temat. Jeśli jednak stało się inaczej, jeśli kobieta wyszła za mąż dlatego, że nie miała lepszego pomysłu na życie i dlatego, że wszyscy tak robią, albo dlatego, że nieświadomi rodzice popchnęli ją do zbyt wczesnego małżeństwa, to i tak nie wszystko stracone. Wygląd zewnętrzny nie jest sprawą najważniejszą, a umiejętnym zaprezentowaniem swojej osobowości można sprawić jeśli tylko nie poniosło się zbyt dużych strat psychicznych że zmarszczki przestaną się liczyć. Poza tym można kochać także zmarszczki. Wszyscy mężczyźni, z którymi do tej pory byłam, mieli więcej zmarszczek niż ja; nie przeszkadzało mi to w najmniejszym stopniu. Jeśli kogoś kocham, to kocham także linie wokół jego oczu, ponieważ one o czymś informują, są wyrazem osobowości. A za każdym razem, kiedy widzę, jak młodszy o siedemnaście lat przyjaciel całuje moją paryską przyjaciółkę Tildę ona, przy swoich pięćdziesięciu latach ma już naturalnie trochę zmarszczek uzmysławiam sobie, że gładka twarz nie jest najistotniejszą sprawą w życiu.

Uroda nie zależy od wieku

1 największym błędem naszych czasów jest to, że nie potrafimy oczekiwać niczego pozytywnego od przyszłości i że zmuszamy ludzi do przedwczesnego dojrzewania. W Ameryce panuje powszechne przekonanie, że mężczyzna musi przed trzydziestką zrobić karierę zawodową, a trzynastoletnia dziewczyna, która nie ma jeszcze chłopca, uważa się już niemal za starą pannę. Wszystko to, do czego powinniśmy się przygotować w młodości: miłość, partnerstwo, sukcesy zawodowe, seks i erotyzm, pragniemy dostać natychmiast, od razu, nawet jeśli nie jesteśmy do tego przygotowani ani fizycznie, ani psychicznie. Jakie są skutki? Przedwczesne wyczerpanie mężczyzn, przedwczesne prze- kwitanie kobiet, które w wieku dwudziestu lat nie mają w sobie nic dziecięcego, a w wieku trzydziestu zaczynają się starzeć. Nie bez przyczyny mówi się, że na wszystko jest odpowiedni czas. Zwłaszcza jeśli chodzi o ludzi. Można tylko współczuć temu, kto w wieku trzydziestu lat osiągnął wszystko. Co będzie go cieszyć za dziesięć czy dwadzieścia lat? A jak wygląda życie kogoś, kto ledwie przekroczywszy próg dorosłości, zużył siły, które powinny wystarczyć na całe życie? Tylko ten, kto dojrzewa powoli, ma szansę dotrwać do końca. Popularne obecnie teorie pozostawiają wiele do życzenia. W rzeczywistości świat należy do tych, którzy rozwijają się później. Kobieta, która mając szesnaście lat, nie jest jeszcze piękna, nie ma powodów, aby się załamywać może będzie piękna w wieku lat trzydziestu pięciu. Takie kobiety a jest ich wiele zachowują urodę, pozostając atrakcyjne do końca życia. Po prostu nie zmieniają się. Są zawsze pełne wdzięku i powabu nawet kiedy widzimy je po pięciu czy dziesięciu latach. Mam kilka takich znajomych. Jedna z nich, pięćdziesięcioletnia pani architekt, pokazała mi niedawno swoją fotografię z lat młodości. Nie wierzyłam własnym oczom: jako dwudziestopięcioletnia kobieta była niepozorna, gruba, miała brzydką cerę i złą postawę. „Wzięłam się za siebie dopiero po trzydziestce, ale za to skutecznie” wyjaśniła.

Najszybsza kobieta świata

Jest jeszcze więcej kobiet, które związały swoje życie z samolotami. Francuzka Jacqueline Auriol, urodzona w 1917, początkowo zajmowała się domem i dziećmi i nagle zdecydowała się zostać pilotem oblatywaczem. W roku 1949 ledwie zdołała ujść z życiem, kiedy rozbił się jej samolot. Ale nawet wtedy nie straciła zimnej krwi. Oblatywała wszystkie nie wypróbowane typy odrzutowców, między innymi osławione francuskie samoloty bojowe Mirage III. Pobiła wiele rekordów szybkości, zyskując sobie tytuł „najszybszej kobiety świata”. Jej wielka rywalka, Amerykanka Jacqueline Cochrain, urodzona w 1908 na Florydzie, w roku 1954 jako pierwsza kobieta pilot przekroczyła barierę dźwięku. Mając pięćdziesiąt trzy lata ustanowiła na maszynie T-38 zakładów Northropa światowy rekord szybkości, a w pięćdziesiątym szóstym roku życia na maszynie typu Starfighter niemieckiej Luftwaffe osiągnęła dwukrotną prędkość dźwięku. Po wojnie założyła w Anglii szkołę pilotażu. Interesujące są dzieje życia Jacqueline Cochrain. W odróżnieniu od swojej francuskiej imienniczki oraz rywalki pochodziła z najbiedniejszych warstw społecznych. Osierocona w dzieciństwie, została zaadoptowana przez biednych ludzi, tak biednych, że nie stać ich było nawet na opłacenie czesnego za szkołę. Już od ósmego roku życia Jacqueline pracowała zarobkowo. Musiała zrezygnować ze szkoły i w przędzalni wełny zarabiać na utrzymanie. Później była służącą, kosmetyczką, fryzjerką. Kiedy przed kilku laty zakończyła karierę pilota oblatywacza, zajęła się innego typu działalnością. Zakupiła mając ponad siedemdziesiąt lat plantację owoców i zaadoptowała pięcioro sierot, zapewniając im piękniejsze dzieciństwo niż sama miała.

Zabawa z hotelowym portierem

Skojarzenia, jakie mamy z liczbami czterdzieści, pięćdziesiąt czy siedemdziesiąt, pochodzą z XIX wieku. Gdyby wszyscy mieli wypisany na czole swój wiek, liczby te nie wzbudzałyby już w nas strachu. Z reguły bowiem ludzie wyglądają młodziej, niż się sądzi. Miałam okazję przekonać się o tym pewnego lata. Spędziłam wtedy trzy miesiące we Włoszech, mieszkając w pewnym hotelu. Z hotelowym portierem bawiliśmy się w następującą grę: ja próbowałam odgadnąć wiek przybywających gości, on porównywał to potem z danymi w paszportach. Prawie zawsze się myliłam. Najbardziej w przypadku pewnej wysokiej, szczupłej, jasnowłosej damy, która przyjechała w połowie lipca razem z przyjaciółką. Dowiedziałam się, że jest pisarką i przybywa z Monachium. Szczególnie chętnie nosiła długie suknie, ale bywało, że pokazywała się w kostiumie kąpielowym, i kiedy czasem opalała się nie na plaży, a przy hotelowym basenie, wszyscy podziwiali jej wspaniałą figurę. Dyrektor hotelu był nią oczarowany i od czwartego dnia pobytu miała zawsze na swoim stoliku bukiet świeżych róż z hotelowego ogrodu. Oceniłam jej wiek na czterdzieści trzy lata. Naprawdę miała sześćdziesiąt pięć.

Często wielkie kobiety znane są tylko z nazwiska

Niekiedy znamy nawet ich dzieła, ale informacje o tym, kiedy, w jakim okresie ich życia powstały, należą naprawdę do rzadkości. Pisarka Selma Lagerlöf miała ponad czterdzieści lat, kiedy stworzyła swoje najlepsze dzieła. Marie von Ebner-Eschenbach napisała Dorfund Schloßgeschichten (Opowiadania ze wsi i z dworu) między pięćdziesiątym trzecim a pięćdziesiątym szóstym rokiem życia. Unsühnbar (Nie ma przebaczenia) opublikowano, kiedy miała sześćdziesiąt lat. Pisarka Gertruda von Le Fort miała siedemdziesiąt, kiedy ukazała się jej Chusta Weroniki (PAX, Warszawa 1960). Swoje wspomnienia, zatytułowane Hälfte des Lebens (Połowa życia) spisała w wieku osiemdziesięciu dziewięciu lat. Wiedeńska aktorka Rosa Albach-Retty napisała autobiografię mając sto cztery lata. Książka stała się bestsellerem. Nie jest to ostatni przykład. Angielska pisarka Frances Trollope, żyjąca w XVIII wieku, aż do czterdziestego siódmego roku życia wiodła żywot przykładnej matki i żony, chociaż wiedziała, że posiada talent pisarski. W końcu jednak, ku zaskoczeniu wszystkich, otrząsnęła się z marazmu i postanowiła wyjechać do Ameryki, co w owych czasach nie należało bynajmniej do łatwych przedsięwzięć, gdyż wielotygodniowa podróż żaglowcem była droga, niewygodna i niebezpieczna. Przybywszy do Nowego Świata zajęła się zakładaniem wypożyczalni książek i zaczęła pisać. Mając pięćdziesiąt lat powróciła do Londynu, gdzie jej książka o życiu i obyczajach Amerykanów z miejsca stała się bestsellerem. Wokół jej osoby skupiało się najwytworniejsze londyńskie towarzystwo. Napisała czterdzieści jeden książek.

Adorowano tylko kobiety dojrzałe

Francuzka, Ninon de Lenclos, nie była w XVII wieku jedyną damą paryskiego towarzystwa, którą aż do późnej starości otaczali kochankowie i wielbiciele, którą szanowano i poważano. Zmarła w wieku lat dziewięćdziesięciu. Poeci pisali o niej, iż „przekwitała jak róża, która coraz szerzej otwiera płatki, rozsiewając wokół oszałamiające wonie”. Anna Geneviève de Bourbon, późniejsza księżna de Lon- gueville, dopiero w wieku pięćdziesięciu lat (i w dodatku po przebytej ospie) stała się jedną z najbardziej uwielbianych piękności Paryża. Inne ówczesne sławy, których życiorysy znakomicie nadają się do tego, aby osłabić histeryczne nastawienie współczesnej kobiety do starości, to Madame de Lafayette, Madame de Sévigné, La Grande Mademoiselle (córka Gastona, księcia Orleanu), Mademoiselle de Scudéry i kilka innych. Ale dojrzałe kobiety cieszyły się najwyższym szacunkiem nie tylko w Paryżu. W Hiszpanii, we Włoszech, w Niemczech, Szwajcarii i Austrii było podobnie. Kiedy lady Mary Wortley-Montagu, Angielka, która zdobyła sławę dzięki swoim dowcipnym i inteligentnym listom oraz opowiadaniom z podróży, zatrzymała się na dworze w Wiedniu (jej małżonek był angielskim posłem w Turcji i do niego się właśnie udawała), tak napisała 20 września 1716 roku do lady Rich, swojej przyjaciółki w Londynie: Zapewniam Cię, moja droga, że wiedeńskim damom nie przeszkadzają w nowych podbojach miłosnych ani siwe włosy, ani pochylone ramiona. Codziennie widzę, jak piękni młodzieńcy pomagają swoim leciwym kochankom przy wsiadaniu do powozów. Kobietę poniżej trzydziestu pięciu lat uważa się w tym światowym mieście za niedojrzałą gąskę. Prawdziwym powodzeniem cieszą się dopiero kobiety po czterdziestce. Jeśli uzmysłowić sobie tę tradycję, to wydaje się bardziej niż dziwny fakt, iż w XIX wieku piętnowano jako stare panny niezamężne dwudziestopięcioletnie kobiety, a w wieku XX młoda, dwudziestosześcioletnia położnica określana jest jako „stara pierwiastka”. Jak do tego doszło? Spróbujmy pokrótce odpowiedzieć.

Do niedawna kobiety nie miały publicznego prawa głosu

Wszystkie środki kształtowania opinii społecznej: teatr, ambona, gazety, radio, film i telewizja, były w rękach mężczyzn. Kobiety nie miały możliwości bronienia się przed najbardziej absurdalnymi zarzutami. Należą do nich tak zwane mądrości ludowe, jak choćby te, że mężczyźni tylko dlatego wdają się w bójki w knajpach, że kobiety lubią patrzeć, jak dwóch się morduje; że mężczyźni tylko dlatego chodzą na wojnę, ponieważ kobiety nie potrafią oprzeć się urokowi munduru, czego dowodzi choćby zachwyt, jaki okazują każdemu umundurowanemu mężczyźnie. Przypisywano im również winę za bezwzględne walki o prymat w zawodzie, jako że mężczyźni pracują jedynie po to, aby sprostać wymaganiom swoich ambitnych żon. (Również dzisiaj słyszy się takie opinie przy barze albo czyta w gazetach satyrycznych). Podobnie jest z problemem starości. Ponieważ mężczyźni tak bardzo się jej obawiają często jedynie dlatego, że niektórzy wcześniej niż kobiety tracą włosy wmawiają swoim krewniaczkom, tudzież znajomym (nie pomijając przy tym oczywiście własnej żony), że są one jeszcze bardziej zagrożone, że to właśnie one starzeją się szybciej i szybciej stają się niepotrzebne. Efekt jest taki, że często już kobiety trzydziestoletnie wstydliwie ukrywają datę swoich urodzin. Przy tym, jeśli przyjrzeć się problemowi dokładnie, płeć żeńska ma naprawdę niewiele powodów, aby obawiać się starości. Nieprzypadkowo natura tak szczodrze obdarzyła kobietę długimi latami płodności: pomiędzy dwunastym a sześćdziesiątym rokiem życia, biorąc pod uwagę odchylenia indywidualne (moja matka weszła w okres klimak- terium dopiero mając lat pięćdziesiąt osiem). Kobiety mogą zatem rodzić dzieci jeszcze w tym wieku, w którym mężczyźni już zaczynają mieć problemy z potencją. Niezależnie od tego kobiety są zawsze zdolne do miłości. Nie tracą włosów i mają mniej zmarszczek niż mężczyźni, a ponadto w wieku podeszłym są w stanie lepiej o siebie dbać niż przedstawiciele rodzaju męskiego. Skąd zatem u kobiety naszego wieku ów tak bardzo przesadzony strach przed starością, który dopiero teraz zaczyna nieco słabnąć, lecz ciągle jeszcze pozostaje na tyle silny, aby zatruć życie co bardziej lękliwym? Nie da się go uzasadnić historycznie. We wszystkich wielkich kulturach Europy i Azji obiektem uwielbienia była kobieta dojrzała — nie zaś dziewczyna. Owidiusz, rzymski znawca kobiet i miłości, pisał, że prawdziwa kobiecość zaczyna się kształtować dopiero w trzydziestym szóstym roku życia. Również w czasach Średniowiecza obiektem uwielbienia była w Europie kobieta dojrzała, a nie młoda dziewczyna. Podobnie było w okresie Renesansu, w wieku XVI, XVII i w pierwszej połowie XVIII.

Opuszczona żona nie ma powodu do rozpaczy

5fae5ba16bd8cc5dd3020a9d8ff625bf

W szmirowatych filmach, tanich historyjkach z magazynów ilustrowanych, w wątpliwej jakości programach telewizyjnych jako strona pokrzywdzona i zdradzana występowała zawsze żona, silna i pewna zwycięstwa była rywalka. Wszystko pokazywano jedynie z punktu widzenia żony. Na temat tego, jak po zwycięstwie rywalki układa się związek pomiędzy nią a mężczyzną, nie mówiono nic.
Ma to swoje przyczyny. Gdyby mianowicie autorzy scenariuszy, pisarze i dziennikarze zajęli się analizą tego aspektu sprawy, byłby to koniec ich stereotypu kochanki. To bowiem, co następuje po zwycięstwie, wygląda zupełnie inaczej, niż się powszechnie uważa. Opuszczona żona nie ma powodu do rozpaczy, gdyż ani mąż, ani młoda rywalka nie pławią się w szczęściu. I z całą pewnością kochance powodzi się gorzej niż jej. Według wszelkiego prawdopodobieństwa nie dojdzie jeśli ona sama nie będzie na to nalegać do rozwodu. Młoda kochanka męża traci nie tylko czas: z całej tej historii wyjdzie psychicznie i moralnie załamana. W przyszłości będzie zapewne unikała żonatych mężczyzn jak zarazy; i co najmniej dwa lata będzie ją kosztować powrót do psychicznej fizycznej równowagi. Natomiast skruszony małżonek powróci grzecznie do domu i w zależności od temperamentu nigdy więcej albo przynajmniej przez dłuższy czas go nie opuści.
Żeby zwalczyć nieuzasadniony strach i nienawiść do młodej rywalki, wystarczy mieć oczy otwarte i obserwować, jak faktycznie przedstawia się rzeczywistość. Długo trzeba szukać, by znaleźć jakąś naprawdę szczęśliwą kochankę. Ja sama przez pięć lat odgrywałam tę rolę. Nigdy więcej nie chciałabym znaleźć się w takiej sytuacji. Ten czas udało mi się przetrwać z największym trudem nie ma w tym twierdzeniu żadnej przesady. Jeśli spojrzeć na sprawę trzeźwo, to prawie nie istnieje szansa szczęśliwego dla rywalki rozwiązania. Sytuacja, w której się znajduje, jest pod każdym względem paskudna, a największym obciążeniem kochanki jest właśnie to, czego najbardziej obawia się żona: młodość.

Sprawdza się zasada

4280549_m

Żadna młodsza kobieta nie jest w stanie zagrozić dobremu małżeństwu czy związkowi. Mężczyźni są na ogół lepsi, niż to wynika z opisów miernych dziennikarzy z drugorzędnych pism ilustrowanych. A ilu jest playboyów i don- żuanów? Można ich zliczyć na palcach obu rąk. Są oni tak samo mało reprezentatywni dla przeciętnego mężczyzny, jak dla przeciętnej kobiety była cesarzowa Iranu Soraya. Jeśli mimo to zdarza się, że mężczyzna opuszcza żonę wiąże się z inną kobietą, to w niezmiernie rzadkich przypadkach rozstrzygającym powodem jest młodość rywalki. Zasadniczą sprawą jest to, czy małżeństwo funkcjonowało jeszcze jako tako, czy już nie. Kobiety muszą wreszcie przestać się oszukiwać. Jeśli związek przestaje funkcjonować, trzeba coś przedsięwziąć. Nie jest ważne, czy będzie to doskonalenie kwalifikacji, zaangażowanie się w działalność zawodową, rozstanie, czy też intensywna praca nad tym związkiem, jeśli się czuje, że jeszcze można coś uratować. Ważne jest tylko, by działać. Kto nie robi nic, stwarza szanse innym kobietom, także młodszym. Stereotyp, który się przeżył O „tej drugiej” napisano wiele, tak wiele, że utrwaliły się na jej temat sztywne, stereotypowe wyobrażenia. Niestety. Niestety, gdyż to, co zakorzeni się w naszej wyobraźni, żyje dłużej, niż byśmy sobie życzyli. W każdym razie w latach pięćdziesiątych „ta druga” była głupiutka, kobieca, łagodna, pełna wdzięku i erotyzmu, no i młoda. W ostatnich czasach awansowała na studentkę: rezolutną, chętną do seksualnych eksperymentów, już nie tak naiwną i młodą, ale zawsze z długimi, rozpuszczonymi włosami, pełną entuzjazmu, podziwu, idącą po trupach, jeśli już upatrzyła sobie kogoś na męża.

Młoda rywalka mit i rzeczywistość

ewolucja-piekna-gwiazd-20_17003_11

Każda kobieta zna przynajmniej abstrakcyjny strach przed młodszą rywalką: niebezpieczną, kuszącą uwodzicielką, która pragnie odciągnąć mężczyznę od żony rówieśnicy, by potem do końca swoich dni prowadzić na jego koszt próżniaczą i pełną luksusów egzystencję. I to tylko dlatego, że jest młodsza. Z rzeczywistością nie ma to zgoła nic wspólnego. Młode kobiety, zasypywane podarunkami przez starszych wielbicieli, istnieją przeważnie tylko w wyobraźni zdradzanych żon. Poza tym trzeba to stwierdzić zaraz na początku niebezpieczeństwem nie jest młodość, tylko inność. To powab nowości może zagrozić jakiemuś związkowi, nie zmarszczki na twarzy. Mężczyzna, który nie potrafi dochować wierności, który chronicznie potrzebuje zmian, nudzi się z młodymi kobietami o wiele szybciej niż ze starszymi. Przykładem może być pewien znany wiedeński donżuan, stały bywalec jednej z kawiarń cyganerii, gdzie z upodobaniem prezentuje swoje nowe zdobycze. Przeważnie są to młode amerykańskie studentki, które z godną podziwu regularnością zmieniają się co trzy cztery tygodnie. Jedyny dłuższy związek, którego świadkiem była kawiarniana publiczność, miał z kobietą w tym samym co on wieku. Ku ogólnemu zdziwieniu przetrwał on aż dziesięć miesięcy. Zdumiewające jest, jak wiele kobiet obawia się każdej młodszej przedstawicielki swojej płci. To czysty nonsens. I strata czasu. Równie dobrze można by stale drżeć ze strachu przed ospą. Większość kobiet nigdy nie znajduje się w sytuacji poważnego zagrożenia przez młodą rywalkę. Ich obawy są czysto teoretycznej natury; dodatkowo podsycają je rozmowy, wątpliwej jakości dowcipy i stereotypowe wyobrażenia. A ponieważ człowiek jest istotą lękliwą, łapczywie poddającą się wszelkiemu strachowi, to strach ten zagnieżdża się w wyobraźni, rozrastając się do potężnych rozmiarów. Dlaczego? Ponieważ niewiele jest możliwości porównania tych wyobrażeń i stereotypów z rzeczywistym życiem.

Życie stwarza tak wiele możliwości

images

Mieszkała w najpiękniejszym domu we wsi, położonym tuż obok kościoła i zbudowanym na rezydencję letnią biskupów z Pasawy. Jej mieszkanie składało się z trzech pokojów, wyłożonych pięknymi dywanami; stały tam ciemne, ciężkie meble, a także oszklona serwantka pełna fascynujących przedmiotów, pośród których znajdował się kryształowy flakonik z wonnościami i pojemniczek na wodę różaną. Każdego popołudnia ciotka przyjmowała wizyty. Pamiętam dobrze, jak zapukawszy nieśmiało, z bijącym sercem czekałam przed połyskującymi, masywnymi, dębowymi drzwiami na władcze: „Proszę wejść!” Byłam wtedy niedoro- słą dziewczyną, dzieckiem prawie, ale jej osoba tak bardzo mnie pociągała, że pragnęłam stale być w pobliżu niej. Ciotka budziła wielki respekt i nikomu by się nawet nie śniło, aby stroić sobie żarty z jej sukni, szalów, kapeluszy czy drogich perfum. Starzenie się jest piękne. Starzenie się to łaska. Kto ma do tego odpowiedni stosunek, ten nie musi się niczego obawiać. A więc: precz z fałszywą skromnością, nie popadać w rezygnację, trzymać się, pokazać, na co nas stać. Życie stwarza tak wiele możliwości, tak dużo jest do zrobienia. Starzeć się w dobrym stylu, odważnie i z humorem oto dobra recepta. Wzorców do naśladowania jest dosyć. Dlaczego mielibyśmy być gorsi?

Własny gust i smak

images (1)

Pielęgnacja urody, dbałość o strój i wygląd nie są wyłącznym przywilejem młodości. Kto ma dobrą figurę i lubi się ubierać, ten powinien nosić, co mu się podoba. Dzisiaj nie słyszy się już pełnych zawiści uwag w rodzaju: „Ubierasz się zbyt młodzieżowo”, którymi całe pokolenia kobiet umilały sobie wzajemnie życie. Naturalnie prawdziwy sens takiego zarzutu był zgoła inny, mniej więcej taki: „Wyglądasz o wiele za młodo i jeszcze masz czelność to podkreślać”. Dzisiaj liczy się tylko jedno: własny gust i smak. Nikt nas nie zmusza, aby dodatkowo postarzać się ubiorem, tak jak to było jeszcze w wieku XIX. Kto woli styl sportowy i ma dobrą figurę, ten może i w wieku osiemdziesięciu lat nosić dżinsy i wygodny sweter i będzie się podobał nawet w kostiumie kąpielowym. Nie ma też żadnego powodu, aby osoba, która zawsze przykładała wagę do elegancji, mniej dbała o wygląd w starszym wieku. Kiedy to piszę, natychmiast przypomina mi się ciotka Clara. Ciotka Clara była uosobieniem wiedeńskiej elegancji. Miała blond włosy, pełne piersi, świetną figurę. I kochała żyć. Kiedy wyjeżdżała, zabierała ze sobą zawsze cztery pudła z kapeluszami, nawet gdy była już mocno starszą panią. Zmarła w wieku osiemdziesięciu dziewięciu lat. Ale do ostatnich chwil pozostała fascynującą osobą. Przez całe życie regularnie wyjeżdżała na letnisko poza miasto, do wsi mojej babki. Przed jej przyjazdem było zawsze dużo przygotowań i podniecenia. Wietrzono pokoje, powlekano pościel, układano bukiety w wazonach, trzepano dywany. A potem pojawiała się ona: w podróżnej sukni z jedwabnym szalem, rozsiewając woń delikatnych perfum, z całą gromadą waliz ze świńskiej skóry i owymi czterema pudłami na kapelusze, które dla mnie były absolutnym symbolem wielkiego świata.

Życie było piękne

kobieta40-1

Filozofia madame Brale była prosta. Życie było dla niej piękne, gdyż jako wielka optymistka potrafiła we wszystkim dostrzec dobre strony. Bardzo kochała swojego męża, lecz zamiast się żalić, że już od siedmiu lat jest wdową, cieszyła się z tego, że dane jej było przeżyć z nim trzydzieści szczęśliwych lat. „Niech pani koniecznie wyjdzie za mąż, Susanne powiedziała mi. Ja byłam zamężna przez trzydzieści lat i przez trzydzieści lat szczęśliwa”. I chyba rzeczywiście tak było, gdyż nie wyczuwało się w niej ani cienia goryczy. Madame Brale każdą swoją pracę traktowała poważnie: zarówno gotowanie obiadu, jak i codzienną toaletę. Każdego dnia po obiedzie i kawie, mniej więcej o pół do trzeciej po południu, szła do swojej sypialni z dzbanem gorącej wody w ręku (w domu nie było bieżącej wody tylko zbiornik w podwórzu). Zbliżając się do schodów, prowadzących na pierwsze piętro, oznajmiała nam wszystkim: Mes enfants, je monte pour faire ma toilette, co znaczy mniej więcej: „Dzieci, idę na górę, aby dokonać toalety”. Pojawiała się potem znowu około godziny piątej: ubrana w piękną suknię, z odpowiednio dobranym jedwabnym szalem na ramionach; policzki miała lekko uróżowane, usta delikatnie podkreślone. Pod pachą niosła nuty albo książkę, a nieodłączny pies szedł za nią krok w krok. Widok jej osoby radował każdego. Cała postać starszej pani promieniowała życzliwością i wydawało się, że świat jest pełen harmonii i bezpieczeństwa. Wiemy, że taki nie jest, lecz mimo to sprawia nam wielką ulgę, kiedy czasem możemy spokojnie oddać się takiemu złudzeniu. Dama jest zawsze piękna.

Madame Brale z Francji

trudnosci-z-koncentracja

We Włoszech i Francji spotyka się często eleganckie starsze panie, tak piękne, że ludzie oglądają się za nimi na ulicy. Jedną z takich dam poznałam podczas pierwszego roku mojego pobytu w Paryżu. Rodzina pewnego lekarza zaprosiła mnie na dwutygodniowy wypoczynek na wsi, w Bretanii, w pięknym, starym domu, zbudowanym z szarego kamienia. Dom należał do babci, która owego lata skończyła właśnie osiemdziesiąt lat. Babcia miała długowłosego jamnika, niewyczerpane zasoby humoru i energii i była jednym z najmilszych ludzi, jakich kiedykolwiek spotkałam. Chociaż w domu były młode dziewczyny w moim wieku, ja najchętniej spędzałam czas właśnie z nią. Posiadała to, co się nazywa interesującą osobowością. Nieco zbyt pulchna, ponieważ lubiła dobrze zjeść, nie była pięknością w klasycznym sensie, ale miała w sobie tyle wdzięku, a w ruchach tyle życia, że wyróżniała się nawet w największym tłumie na ulicy. Spędziłam z madame Brale wspaniałe dni. Pogoda była słoneczna i piękna; przedpołudniami siadywałyśmy razem w ogrodzie, pod wielką lipą, łuskając groch albo fasolę, podczas gdy dziewczyna ze wsi wykonywała mniej przyjemne prace, takie jak krojenie cebuli czy obieranie kartofli. Pies leżał u naszych stóp, pszczoły brzęczały, a my rozmawiałyśmy o wojnie we Francji, o młodości madame Brale, o jej szczęśliwym małżeństwie, o życiu Chopina i Mozarta (madame Brale znakomicie grała na fortepianie) i o tym, czy francuskie fortepiany koncertowe firmy Gaveau mogą się równać z austriackimi Bósendor- ferami.

Długie życie to nie żadna tajemnica

images

Dobrze się czuła w swoim mieszkaniu, cieszyła się ogrodem; malowała, kiedy miała ochotę, codziennie gotowała, sprawiało jej to dużą przyjemność. W tygodniu piekła własny chleb, w niedzielę znakomite małe ciasteczka z ciemnej mąki, z dużą ilością rodzynek, które nazwała „rock-cakes”. Nie zażywała żadnych leków, wierzyła tylko w jeden, w pewien preparat witaminy B, o nazwie Brewer’s Yeast. Te tabletki zażywała codziennie. „Moje drogie dziecko powiedziała mi kiedyś zapamiętaj sobie jedno: długie życie to nie żadna tajemnica. Możesz robić wszystko, absolutnie wszystko, ale zawsze z wdziękiem i umiarkowaniem”. Po raz pierwszy ujrzałam babcię w domu mojej teściowej. Siedziała w eleganckim fotelu, jej siwe włosy były pięknie ufryzowane, na policzkach miała nieco różu i delikatnie na czerwono podkreślone wargi wyglądała znakomicie, gdyż nic tak nie pasuje starszej pani, jak subtelny makijaż. We Francji już dawno się przekonano, że dyskretnie uróżowane policzki tworzą idealny kontrast z siwymi włosami. A jeśli ktoś mimo podeszłego wieku ma piękne usta, tak jak moja babcia, to dlaczego nie miałby ich podkreślić?
Przeświadczenie starszych kobiet, że nie wypada im dbać o urodę, jest czystym absurdem. Człowiek jest sobą niezależnie od wieku. Widziałam fotografie babci jako młodej dziewczyny. Wysokie czoło, wielkie, jasne oczy pozostały takie same. Dlaczego miałaby przestać pielęgnować swoją urodę?

Damą być

____Y_N_J_Q____

Również babcia mojego eks-męża była interesującą postacią. Kiedy ją poznałam, od razu pomyślałam sobie: Aha, oto prawdziwa dama. Natychmiast przypomniała mi się jedna z przyjaciółek naszej rodziny (nazywałam ją ciocią) i to, co usłyszałam od niej, kiedy miałam szesnaście lat i marzyłam, aby tak jak ona zostać światową kobietą: „Zapamiętaj jedno powiedziała mi wtedy najważniejsze w życiu, to stać się damą. Potrzeba na to pewnego czasu. Ale kiedy już naprawdę będziesz damą, nie musisz się obawiać starości. Damy zawsze są piękne”. Ona była damą i zachowała urodę do końca swoich dni. Napiszę o niej nieco więcej, ale teraz powróćmy do mojej angielskiej babci. Nie miała łatwego życia, toteż w jej zachowaniu uwidaczniała się pewna surowość. Mimo to była uosobieniem wszystkiego, co składa się na pojęcie damy. Pochodziła z dobrej rodziny. Wrażliwa, delikatna i utalentowana marzyła o studiach w akademii sztuk pięknych
chciała zostać malarką. Kiedy poślubiła człowieka odpowiadającego rodzinie, dostała stosowny posag. Początkowo istotnie malowała. Ale nie trwało to długo. Szybko zauważyła, że mąż, przez swoją niedbałość i nieudolność, marnuje wspólny majątek. Zaczęła się więc usamodzielniać i z wielkim trudem udało jej się uratować dwa z kilku domów, które wniosła do małżeństwa. Kiedy ją poznałam, miała osiemdziesiąt trzy lata. Nie była bynajmniej uosobieniem uprzejmości, ale jej zachowanie budziło respekt. Rodzina uznawała ją za najsilniejszego członka klanu, liczono się z nią i szanowano. Babcia mieszkała sama w jednym ze swoich dwóch domów, którymi zarządzała osobiście, i ani jej się śniło iść do domu starców.

Zdarza się spotkać naprawdę pięknych starych ludzi

sex-po-40

A teraz jeszcze kilka słów na temat wyglądu. Powiedzmy od razu: zdarza się spotkać naprawdę pięknych starych ludzi. Zarówno kobiety jak i mężczyzn. W przeważającej części byli urodziwi także w młodości. Są jednak i tacy, którzy dopiero na starość stają się prawdziwie piękni dzięki doświadczeniu, zrozumieniu, do którego doszli, dzięki pracy nad sobą. To ich postawę, życzliwość, godność, przyjemny wyraz twarzy odbieramy jako piękno. Zmarszczki nie mogą zatrzeć tego wrażenia. Taki rodzaj piękna ma w sobie więcej treści. Dlatego starzy, urodziwi ludzie pozostawiają po sobie o wiele trwalsze wrażenie niż młodzi. Przypominam sobie pewnego angielskiego gentlemana, którego poznałam w pierwszym roku mojego pobytu w Anglii. Było lato. Na weekendy jeździłam często do babki mojego  byłego męża, do Weymouth. Miała duży dom i niektóre piętra wynajmowała letnikom. Najwyższe wynajęła owemu panu i jego żonie. Kiedy zobaczyłam go po raz pierwszy, po prostu zaniemówiłam z wrażenia. Stałam właśnie przy oknie, z filiżanką herbaty w ręku, gdy on, wysoki, szczupły, o pięknej postawie, przechodził przez ogród w kierunku ulicy. Miał szlachetną twarz, bardzo białe włosy i był niegdyś, jak mi wyjaśniła babcia, oficerem w Indiach. Kiedy jeszcze dodała, że ma osiemdziesiąt sześć lat, omal nie wypuściłam z ręki filiżanki. Nie mogłam w to uwierzyć. Wrażenie, jakie zrobił na mnie, ledwie dwudziestopięcioletniej kobiecie, było tak wielkie, że jeszcze dzisiaj widzę wyraźnie przed oczami jego twarz.