Opuszczona żona nie ma powodu do rozpaczy

5fae5ba16bd8cc5dd3020a9d8ff625bf

W szmirowatych filmach, tanich historyjkach z magazynów ilustrowanych, w wątpliwej jakości programach telewizyjnych jako strona pokrzywdzona i zdradzana występowała zawsze żona, silna i pewna zwycięstwa była rywalka. Wszystko pokazywano jedynie z punktu widzenia żony. Na temat tego, jak po zwycięstwie rywalki układa się związek pomiędzy nią a mężczyzną, nie mówiono nic.
Ma to swoje przyczyny. Gdyby mianowicie autorzy scenariuszy, pisarze i dziennikarze zajęli się analizą tego aspektu sprawy, byłby to koniec ich stereotypu kochanki. To bowiem, co następuje po zwycięstwie, wygląda zupełnie inaczej, niż się powszechnie uważa. Opuszczona żona nie ma powodu do rozpaczy, gdyż ani mąż, ani młoda rywalka nie pławią się w szczęściu. I z całą pewnością kochance powodzi się gorzej niż jej. Według wszelkiego prawdopodobieństwa nie dojdzie jeśli ona sama nie będzie na to nalegać do rozwodu. Młoda kochanka męża traci nie tylko czas: z całej tej historii wyjdzie psychicznie i moralnie załamana. W przyszłości będzie zapewne unikała żonatych mężczyzn jak zarazy; i co najmniej dwa lata będzie ją kosztować powrót do psychicznej fizycznej równowagi. Natomiast skruszony małżonek powróci grzecznie do domu i w zależności od temperamentu nigdy więcej albo przynajmniej przez dłuższy czas go nie opuści.
Żeby zwalczyć nieuzasadniony strach i nienawiść do młodej rywalki, wystarczy mieć oczy otwarte i obserwować, jak faktycznie przedstawia się rzeczywistość. Długo trzeba szukać, by znaleźć jakąś naprawdę szczęśliwą kochankę. Ja sama przez pięć lat odgrywałam tę rolę. Nigdy więcej nie chciałabym znaleźć się w takiej sytuacji. Ten czas udało mi się przetrwać z największym trudem nie ma w tym twierdzeniu żadnej przesady. Jeśli spojrzeć na sprawę trzeźwo, to prawie nie istnieje szansa szczęśliwego dla rywalki rozwiązania. Sytuacja, w której się znajduje, jest pod każdym względem paskudna, a największym obciążeniem kochanki jest właśnie to, czego najbardziej obawia się żona: młodość.

Sprawdza się zasada

4280549_m

Żadna młodsza kobieta nie jest w stanie zagrozić dobremu małżeństwu czy związkowi. Mężczyźni są na ogół lepsi, niż to wynika z opisów miernych dziennikarzy z drugorzędnych pism ilustrowanych. A ilu jest playboyów i don- żuanów? Można ich zliczyć na palcach obu rąk. Są oni tak samo mało reprezentatywni dla przeciętnego mężczyzny, jak dla przeciętnej kobiety była cesarzowa Iranu Soraya. Jeśli mimo to zdarza się, że mężczyzna opuszcza żonę wiąże się z inną kobietą, to w niezmiernie rzadkich przypadkach rozstrzygającym powodem jest młodość rywalki. Zasadniczą sprawą jest to, czy małżeństwo funkcjonowało jeszcze jako tako, czy już nie. Kobiety muszą wreszcie przestać się oszukiwać. Jeśli związek przestaje funkcjonować, trzeba coś przedsięwziąć. Nie jest ważne, czy będzie to doskonalenie kwalifikacji, zaangażowanie się w działalność zawodową, rozstanie, czy też intensywna praca nad tym związkiem, jeśli się czuje, że jeszcze można coś uratować. Ważne jest tylko, by działać. Kto nie robi nic, stwarza szanse innym kobietom, także młodszym. Stereotyp, który się przeżył O „tej drugiej” napisano wiele, tak wiele, że utrwaliły się na jej temat sztywne, stereotypowe wyobrażenia. Niestety. Niestety, gdyż to, co zakorzeni się w naszej wyobraźni, żyje dłużej, niż byśmy sobie życzyli. W każdym razie w latach pięćdziesiątych „ta druga” była głupiutka, kobieca, łagodna, pełna wdzięku i erotyzmu, no i młoda. W ostatnich czasach awansowała na studentkę: rezolutną, chętną do seksualnych eksperymentów, już nie tak naiwną i młodą, ale zawsze z długimi, rozpuszczonymi włosami, pełną entuzjazmu, podziwu, idącą po trupach, jeśli już upatrzyła sobie kogoś na męża.

Młoda rywalka mit i rzeczywistość

ewolucja-piekna-gwiazd-20_17003_11

Każda kobieta zna przynajmniej abstrakcyjny strach przed młodszą rywalką: niebezpieczną, kuszącą uwodzicielką, która pragnie odciągnąć mężczyznę od żony rówieśnicy, by potem do końca swoich dni prowadzić na jego koszt próżniaczą i pełną luksusów egzystencję. I to tylko dlatego, że jest młodsza. Z rzeczywistością nie ma to zgoła nic wspólnego. Młode kobiety, zasypywane podarunkami przez starszych wielbicieli, istnieją przeważnie tylko w wyobraźni zdradzanych żon. Poza tym trzeba to stwierdzić zaraz na początku niebezpieczeństwem nie jest młodość, tylko inność. To powab nowości może zagrozić jakiemuś związkowi, nie zmarszczki na twarzy. Mężczyzna, który nie potrafi dochować wierności, który chronicznie potrzebuje zmian, nudzi się z młodymi kobietami o wiele szybciej niż ze starszymi. Przykładem może być pewien znany wiedeński donżuan, stały bywalec jednej z kawiarń cyganerii, gdzie z upodobaniem prezentuje swoje nowe zdobycze. Przeważnie są to młode amerykańskie studentki, które z godną podziwu regularnością zmieniają się co trzy cztery tygodnie. Jedyny dłuższy związek, którego świadkiem była kawiarniana publiczność, miał z kobietą w tym samym co on wieku. Ku ogólnemu zdziwieniu przetrwał on aż dziesięć miesięcy. Zdumiewające jest, jak wiele kobiet obawia się każdej młodszej przedstawicielki swojej płci. To czysty nonsens. I strata czasu. Równie dobrze można by stale drżeć ze strachu przed ospą. Większość kobiet nigdy nie znajduje się w sytuacji poważnego zagrożenia przez młodą rywalkę. Ich obawy są czysto teoretycznej natury; dodatkowo podsycają je rozmowy, wątpliwej jakości dowcipy i stereotypowe wyobrażenia. A ponieważ człowiek jest istotą lękliwą, łapczywie poddającą się wszelkiemu strachowi, to strach ten zagnieżdża się w wyobraźni, rozrastając się do potężnych rozmiarów. Dlaczego? Ponieważ niewiele jest możliwości porównania tych wyobrażeń i stereotypów z rzeczywistym życiem.

Życie stwarza tak wiele możliwości

images

Mieszkała w najpiękniejszym domu we wsi, położonym tuż obok kościoła i zbudowanym na rezydencję letnią biskupów z Pasawy. Jej mieszkanie składało się z trzech pokojów, wyłożonych pięknymi dywanami; stały tam ciemne, ciężkie meble, a także oszklona serwantka pełna fascynujących przedmiotów, pośród których znajdował się kryształowy flakonik z wonnościami i pojemniczek na wodę różaną. Każdego popołudnia ciotka przyjmowała wizyty. Pamiętam dobrze, jak zapukawszy nieśmiało, z bijącym sercem czekałam przed połyskującymi, masywnymi, dębowymi drzwiami na władcze: „Proszę wejść!” Byłam wtedy niedoro- słą dziewczyną, dzieckiem prawie, ale jej osoba tak bardzo mnie pociągała, że pragnęłam stale być w pobliżu niej. Ciotka budziła wielki respekt i nikomu by się nawet nie śniło, aby stroić sobie żarty z jej sukni, szalów, kapeluszy czy drogich perfum. Starzenie się jest piękne. Starzenie się to łaska. Kto ma do tego odpowiedni stosunek, ten nie musi się niczego obawiać. A więc: precz z fałszywą skromnością, nie popadać w rezygnację, trzymać się, pokazać, na co nas stać. Życie stwarza tak wiele możliwości, tak dużo jest do zrobienia. Starzeć się w dobrym stylu, odważnie i z humorem oto dobra recepta. Wzorców do naśladowania jest dosyć. Dlaczego mielibyśmy być gorsi?

Własny gust i smak

images (1)

Pielęgnacja urody, dbałość o strój i wygląd nie są wyłącznym przywilejem młodości. Kto ma dobrą figurę i lubi się ubierać, ten powinien nosić, co mu się podoba. Dzisiaj nie słyszy się już pełnych zawiści uwag w rodzaju: „Ubierasz się zbyt młodzieżowo”, którymi całe pokolenia kobiet umilały sobie wzajemnie życie. Naturalnie prawdziwy sens takiego zarzutu był zgoła inny, mniej więcej taki: „Wyglądasz o wiele za młodo i jeszcze masz czelność to podkreślać”. Dzisiaj liczy się tylko jedno: własny gust i smak. Nikt nas nie zmusza, aby dodatkowo postarzać się ubiorem, tak jak to było jeszcze w wieku XIX. Kto woli styl sportowy i ma dobrą figurę, ten może i w wieku osiemdziesięciu lat nosić dżinsy i wygodny sweter i będzie się podobał nawet w kostiumie kąpielowym. Nie ma też żadnego powodu, aby osoba, która zawsze przykładała wagę do elegancji, mniej dbała o wygląd w starszym wieku. Kiedy to piszę, natychmiast przypomina mi się ciotka Clara. Ciotka Clara była uosobieniem wiedeńskiej elegancji. Miała blond włosy, pełne piersi, świetną figurę. I kochała żyć. Kiedy wyjeżdżała, zabierała ze sobą zawsze cztery pudła z kapeluszami, nawet gdy była już mocno starszą panią. Zmarła w wieku osiemdziesięciu dziewięciu lat. Ale do ostatnich chwil pozostała fascynującą osobą. Przez całe życie regularnie wyjeżdżała na letnisko poza miasto, do wsi mojej babki. Przed jej przyjazdem było zawsze dużo przygotowań i podniecenia. Wietrzono pokoje, powlekano pościel, układano bukiety w wazonach, trzepano dywany. A potem pojawiała się ona: w podróżnej sukni z jedwabnym szalem, rozsiewając woń delikatnych perfum, z całą gromadą waliz ze świńskiej skóry i owymi czterema pudłami na kapelusze, które dla mnie były absolutnym symbolem wielkiego świata.

Życie było piękne

kobieta40-1

Filozofia madame Brale była prosta. Życie było dla niej piękne, gdyż jako wielka optymistka potrafiła we wszystkim dostrzec dobre strony. Bardzo kochała swojego męża, lecz zamiast się żalić, że już od siedmiu lat jest wdową, cieszyła się z tego, że dane jej było przeżyć z nim trzydzieści szczęśliwych lat. „Niech pani koniecznie wyjdzie za mąż, Susanne powiedziała mi. Ja byłam zamężna przez trzydzieści lat i przez trzydzieści lat szczęśliwa”. I chyba rzeczywiście tak było, gdyż nie wyczuwało się w niej ani cienia goryczy. Madame Brale każdą swoją pracę traktowała poważnie: zarówno gotowanie obiadu, jak i codzienną toaletę. Każdego dnia po obiedzie i kawie, mniej więcej o pół do trzeciej po południu, szła do swojej sypialni z dzbanem gorącej wody w ręku (w domu nie było bieżącej wody tylko zbiornik w podwórzu). Zbliżając się do schodów, prowadzących na pierwsze piętro, oznajmiała nam wszystkim: Mes enfants, je monte pour faire ma toilette, co znaczy mniej więcej: „Dzieci, idę na górę, aby dokonać toalety”. Pojawiała się potem znowu około godziny piątej: ubrana w piękną suknię, z odpowiednio dobranym jedwabnym szalem na ramionach; policzki miała lekko uróżowane, usta delikatnie podkreślone. Pod pachą niosła nuty albo książkę, a nieodłączny pies szedł za nią krok w krok. Widok jej osoby radował każdego. Cała postać starszej pani promieniowała życzliwością i wydawało się, że świat jest pełen harmonii i bezpieczeństwa. Wiemy, że taki nie jest, lecz mimo to sprawia nam wielką ulgę, kiedy czasem możemy spokojnie oddać się takiemu złudzeniu. Dama jest zawsze piękna.

Madame Brale z Francji

trudnosci-z-koncentracja

We Włoszech i Francji spotyka się często eleganckie starsze panie, tak piękne, że ludzie oglądają się za nimi na ulicy. Jedną z takich dam poznałam podczas pierwszego roku mojego pobytu w Paryżu. Rodzina pewnego lekarza zaprosiła mnie na dwutygodniowy wypoczynek na wsi, w Bretanii, w pięknym, starym domu, zbudowanym z szarego kamienia. Dom należał do babci, która owego lata skończyła właśnie osiemdziesiąt lat. Babcia miała długowłosego jamnika, niewyczerpane zasoby humoru i energii i była jednym z najmilszych ludzi, jakich kiedykolwiek spotkałam. Chociaż w domu były młode dziewczyny w moim wieku, ja najchętniej spędzałam czas właśnie z nią. Posiadała to, co się nazywa interesującą osobowością. Nieco zbyt pulchna, ponieważ lubiła dobrze zjeść, nie była pięknością w klasycznym sensie, ale miała w sobie tyle wdzięku, a w ruchach tyle życia, że wyróżniała się nawet w największym tłumie na ulicy. Spędziłam z madame Brale wspaniałe dni. Pogoda była słoneczna i piękna; przedpołudniami siadywałyśmy razem w ogrodzie, pod wielką lipą, łuskając groch albo fasolę, podczas gdy dziewczyna ze wsi wykonywała mniej przyjemne prace, takie jak krojenie cebuli czy obieranie kartofli. Pies leżał u naszych stóp, pszczoły brzęczały, a my rozmawiałyśmy o wojnie we Francji, o młodości madame Brale, o jej szczęśliwym małżeństwie, o życiu Chopina i Mozarta (madame Brale znakomicie grała na fortepianie) i o tym, czy francuskie fortepiany koncertowe firmy Gaveau mogą się równać z austriackimi Bósendor- ferami.

Długie życie to nie żadna tajemnica

images

Dobrze się czuła w swoim mieszkaniu, cieszyła się ogrodem; malowała, kiedy miała ochotę, codziennie gotowała, sprawiało jej to dużą przyjemność. W tygodniu piekła własny chleb, w niedzielę znakomite małe ciasteczka z ciemnej mąki, z dużą ilością rodzynek, które nazwała „rock-cakes”. Nie zażywała żadnych leków, wierzyła tylko w jeden, w pewien preparat witaminy B, o nazwie Brewer’s Yeast. Te tabletki zażywała codziennie. „Moje drogie dziecko powiedziała mi kiedyś zapamiętaj sobie jedno: długie życie to nie żadna tajemnica. Możesz robić wszystko, absolutnie wszystko, ale zawsze z wdziękiem i umiarkowaniem”. Po raz pierwszy ujrzałam babcię w domu mojej teściowej. Siedziała w eleganckim fotelu, jej siwe włosy były pięknie ufryzowane, na policzkach miała nieco różu i delikatnie na czerwono podkreślone wargi wyglądała znakomicie, gdyż nic tak nie pasuje starszej pani, jak subtelny makijaż. We Francji już dawno się przekonano, że dyskretnie uróżowane policzki tworzą idealny kontrast z siwymi włosami. A jeśli ktoś mimo podeszłego wieku ma piękne usta, tak jak moja babcia, to dlaczego nie miałby ich podkreślić?
Przeświadczenie starszych kobiet, że nie wypada im dbać o urodę, jest czystym absurdem. Człowiek jest sobą niezależnie od wieku. Widziałam fotografie babci jako młodej dziewczyny. Wysokie czoło, wielkie, jasne oczy pozostały takie same. Dlaczego miałaby przestać pielęgnować swoją urodę?

Damą być

____Y_N_J_Q____

Również babcia mojego eks-męża była interesującą postacią. Kiedy ją poznałam, od razu pomyślałam sobie: Aha, oto prawdziwa dama. Natychmiast przypomniała mi się jedna z przyjaciółek naszej rodziny (nazywałam ją ciocią) i to, co usłyszałam od niej, kiedy miałam szesnaście lat i marzyłam, aby tak jak ona zostać światową kobietą: „Zapamiętaj jedno powiedziała mi wtedy najważniejsze w życiu, to stać się damą. Potrzeba na to pewnego czasu. Ale kiedy już naprawdę będziesz damą, nie musisz się obawiać starości. Damy zawsze są piękne”. Ona była damą i zachowała urodę do końca swoich dni. Napiszę o niej nieco więcej, ale teraz powróćmy do mojej angielskiej babci. Nie miała łatwego życia, toteż w jej zachowaniu uwidaczniała się pewna surowość. Mimo to była uosobieniem wszystkiego, co składa się na pojęcie damy. Pochodziła z dobrej rodziny. Wrażliwa, delikatna i utalentowana marzyła o studiach w akademii sztuk pięknych
chciała zostać malarką. Kiedy poślubiła człowieka odpowiadającego rodzinie, dostała stosowny posag. Początkowo istotnie malowała. Ale nie trwało to długo. Szybko zauważyła, że mąż, przez swoją niedbałość i nieudolność, marnuje wspólny majątek. Zaczęła się więc usamodzielniać i z wielkim trudem udało jej się uratować dwa z kilku domów, które wniosła do małżeństwa. Kiedy ją poznałam, miała osiemdziesiąt trzy lata. Nie była bynajmniej uosobieniem uprzejmości, ale jej zachowanie budziło respekt. Rodzina uznawała ją za najsilniejszego członka klanu, liczono się z nią i szanowano. Babcia mieszkała sama w jednym ze swoich dwóch domów, którymi zarządzała osobiście, i ani jej się śniło iść do domu starców.

Zdarza się spotkać naprawdę pięknych starych ludzi

sex-po-40

A teraz jeszcze kilka słów na temat wyglądu. Powiedzmy od razu: zdarza się spotkać naprawdę pięknych starych ludzi. Zarówno kobiety jak i mężczyzn. W przeważającej części byli urodziwi także w młodości. Są jednak i tacy, którzy dopiero na starość stają się prawdziwie piękni dzięki doświadczeniu, zrozumieniu, do którego doszli, dzięki pracy nad sobą. To ich postawę, życzliwość, godność, przyjemny wyraz twarzy odbieramy jako piękno. Zmarszczki nie mogą zatrzeć tego wrażenia. Taki rodzaj piękna ma w sobie więcej treści. Dlatego starzy, urodziwi ludzie pozostawiają po sobie o wiele trwalsze wrażenie niż młodzi. Przypominam sobie pewnego angielskiego gentlemana, którego poznałam w pierwszym roku mojego pobytu w Anglii. Było lato. Na weekendy jeździłam często do babki mojego  byłego męża, do Weymouth. Miała duży dom i niektóre piętra wynajmowała letnikom. Najwyższe wynajęła owemu panu i jego żonie. Kiedy zobaczyłam go po raz pierwszy, po prostu zaniemówiłam z wrażenia. Stałam właśnie przy oknie, z filiżanką herbaty w ręku, gdy on, wysoki, szczupły, o pięknej postawie, przechodził przez ogród w kierunku ulicy. Miał szlachetną twarz, bardzo białe włosy i był niegdyś, jak mi wyjaśniła babcia, oficerem w Indiach. Kiedy jeszcze dodała, że ma osiemdziesiąt sześć lat, omal nie wypuściłam z ręki filiżanki. Nie mogłam w to uwierzyć. Wrażenie, jakie zrobił na mnie, ledwie dwudziestopięcioletniej kobiecie, było tak wielkie, że jeszcze dzisiaj widzę wyraźnie przed oczami jego twarz.